Recenzja horroru

Rough Magik
Tytuł oryginalny:
Rough Magik
Reżyseria:
Jamie Payne
Scenariusz:
Stephen W. Parsons
Obsada:
Paul Darrow, Gerrard McArthur
Kraj:
Wielka Brytania
Rok produkcji:
2000
Czas trwania:
41








Olbrzymi sukces komercyjny "Archiwum X" przyniósł ze sobą istny wysyp seriali telewizyjnych z pogranicza horroru i science-fiction. Oto kolejne historie ukazywały, jak duchy, wampiry, obcy i inne paranormalne fenomeny dręczą niemal bezbronną ludzkość, a rząd wie o wszystkim i nic nie robi. Albo gorzej- knuje razem z pozaświatowcami, posługując się, a jakże, swoimi tajnymi służbami. Co dziwne produkcje takie, choć bezczelnie eksplorują pogranicze którego niekwestionowanym ojcem jest Howard Philips Lovecraft, rzadko kiedy wprost odwołują się do jego twórczości. Co jeszcze dziwniejsze, kiedy wreszcie ten haniebny brak miał zostać nadrobiony, nie chwycili się za to twórcy ze Stanów Zjednoczonych, ojczyzny Mistrza, lecz grupa poddanych Jej Królewskiej Mości pod auspicjami szacownego BBC. I nie dość, że od rzucili się oni na głęboką wodę lovecraftowego uniwersum, to jeszcze w dodatku na wodę okrywającą zatopione ruiny R’lyeh. Reżyser Jamie Payne i scenarzysta Stephen W. Parsons sięgnęli odważnie do samego plugawego jadra lovecraftowej mitologii, do samego Wielkiego Cthulhu. Oto w bazaltowych świątyniach R’lyeh Cthulhu śni swój śmierci podobny sen. Sen coraz bardziej niespokojny, sen coraz częściej i coraz mocniej dotykający słabe, ludzkie umysły. Coraz więcej osób odbiera zew pradawnego bóstwa dobiegający z głębi oceanu i popada w krwawy obłęd. Matki mordują swoje dzieci, krew spływa po ostrzach noży i siekier, drżące dłonie rzeźbią podobizny amorficznego bóstwa a setki ust szepczą posłyszane we śnie wezwanie do krwawej ofiary. Rozszerzająca się epidemia szaleństwa wzbudza już nie niepokój, a czystą panikę w rządowych służbach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli. Podczas gdy tradycyjne metody zawodzą a specjaliści ze służb specjalnych są bezradni, pojawia się człowiek, psychiatra Kenneth Reece Warren, który nie tylko nie jest zaskoczony rozwojem wydarzeń, ale nawet posiada umiejętność niwelowania wpływu snów Przedwiecznego. Pomaga on służbom specjalnym neutralizując za pomocą magii bluźniercza moc posążków i statuetek Cthulhu wytwarzanych przez jego śniących poddanych. Układ taki wkrótce przestaje satysfakcjonować pazerne jak zawsze służby bezpieczeństwa. Agent Moon ( grany wybornie przez Paula Darrow) za pomocą subtelnych, specjalistycznych metod ( dwóch osiłków i strzykawka z serum prawdy) wydobywa z psychiatry wszystkie potrzebne mu informacje. Retrospekcja przenosi nas do roku 1982 roku i brytyjskiej interwencji na Falklandach. Reece Warren, obiecujący młody psychiatra towarzyszy małej grupie żołnierzy by badać ich reakcje na stres zwiany z działaniami wojennymi. Zadanie Oddziału Delta 3 jest proste: dotrzeć do farmy niejakiego Wilsona, brytyjskiego osadnika, który odmówił opuszczenia wyspy i zapewnienie pomocy przy ewakuacji. Jak jednak okazuje się na miejscu, po zielnym poddanym korony został pusta mięsna skorupa zasiedlona przez umysł przedpotopowego czarownika, który wyruszył strumieniem czasu by przynieść współczesnym ludziom nadzieję i bron do walki z budzącymi się Przedwiecznymi. Bronią ta jest stworzony eony temu sigil neutralizujący moce snów Cthulhu. Czarownik wybrał Rees Warrena na swojego powiernika. Wiedza jednak ma swoją cenę a umysł maga pochodzi z czasów przed wynalezieniem pojęć "dobro" i "zło".
"Rough Magik" jest, niestety, jedynie pilotem serialu, który, ku rozpaczy fanów HPL’a nie wszedł do dalszej produkcji. Jako taki obarczony jest główną wadą wszystkich pilotów: konieczność zawiązania podstawowych wątków akcji sprawia, że fabuła ma charakter mocno pretekstowy. Ważne jest nie to, co dzieje się na ekranie, lecz obietnica tego, co wydarzy się w następnych odcinkach. I w tej ostatniej funkcji "Rough Magik" sprawdza się znakomicie. Dobrze napisane i zagrane postacie protagonistów: cynicznego i okrutnego agenta Moona i neurotycznego idealisty Reece Warrena tworzą udany duet. Klasyczny schemat uzupełniających się przeciwieństw mógłby być istnym koniem pociągowym serialu. Kończąca film narracja agenta Moona, zilustrowana obrazami opętanych szaleńców uwięzionych w zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego oraz cieniem samego Wielkiego C jest budzącym mrowca kawałkiem soczystego mythos-fiction i zapowiedzią naprawdę mocnej zabawy w następnych odcinkach. Żal, naprawdę żal… Pomimo braku hollywoodzkiego budżetu "Rogh Magik" jest solidną produkcją BBC. Charakterystyczny teatralny klimat, dobrzy rzemieślnicy po obu stronach kamery, nastrojowa scenografia i dobrze dobrana muzyka. Nadto przesuniecie akcentów w stronę nastroju i klasycznej narracji zamiast w kierunku efektów specjalnych, gore i gumowych potworów. Wszystko jak najodleglejsze od standardowego, niskobudżetowego filmu lovecraftowskiego made in USA. Szkoda, że nie dano tej produkcji szansy. Był w tym projekcie olbrzymi potencjał, który mógłby nadać serialowi status kultowego i wpisać go na trwałe w annały kina z mackami. Hasturowi niech będą dzięki, że "Lurker Films" uratowała chociaż pilota przed zapomnieniem , wydając go jako element znakomitej "H.P. Lovecraft Collection", okraszonego smakowitymi dodatkami. Chwała im za to.