Recenzja horroru

Rooms for Tourists
Tytuł oryginalny:
Habitaciones para turistas
Reżyseria:
Adrián García Bogliano
Scenariusz:
Adrián García Bogliano, Ramiro García Bogliano
Obsada:
Jimena Krouco, Elena Siritto, Mariela Mujica, Brenda Vera
Kraj:
Argentyna
Rok produkcji:
2004
Czas trwania:
90 minut






Troture porn – jeden z najbardziej rozpoznawalnych terminów, które zdominowały dyskusje o kinie grozy w okolicach połowy pierwszej dekady XXI wieku. Tak naprawdę określenie to miało niewielką wartość wyjaśniającą, było raczej zgrabnym zwrotem wymyślonym przez Davida Edelsteina na potrzeby artykułu w "New York Magazine". Krytyk ten nazwał mianem "pornografii tortur" grupę filmów dosłownie pokazujących przerysowaną przemoc, które trafiły do masowej dystrybucji kinowej i odniosły sukces. Nurt gore/splatter został wprowadzony na salony. Jak to zwykle bywa, na bazie popularności dzieł Rotha, Zombiego, McLeana i Mela Gibsona nastąpił wysyp tanich produkcji, które starały się szokować brutalnością, dosłownością cierpienia, uproszczeniem fabuły na rzecz krwawych łaźni. Na przykład "Rooms for Tourists". Oto grupka dziewczyn trafia do domu na odludziu, gdzie jedną po drugiej brutalnie morduje je zamaskowany napastnik. Czyżby pokłosie "Hostelu" i bezczelny skok na kasę? I tu czeka widza zaskoczenie. Otóż film w oryginale nazywa się "Habitaciones para Turistas", jest z Argentyny i powstał na co najmniej rok przed dziełem Eli Rotha (a tak naprawdę to zdjęcia rozpoczęły się już w 2001 roku).
Piątka dziewczyn wysiada z autokaru na wyludnionej stacji benzynowej w sennym miasteczku San Ramon. Choć nie znały się wcześniej, okazuje się że wszystkie chcą złapać pociąg do Trinidad. Niestety, na maleńką stację kolejową przybywają zbyt późno. Następne połączenie okazuje się być dopiero następnego dnia. Postawione w takiej sytuacji, dziewczyny dość niechętnie przymują ofertę noclegu od spotkanego na stacji mężczyzny. Ogromny dom jest położony na totalnym odludziu, ale pokoje wydają się wystarczająco przytulne. Mimo dziwnej atmosfery, dziewczyny mają nadzieję, że noc szybko minie i bedą mogły udać się w dalszą podróż. Jednak pierwsze morderstwo szybko owe nadzieje rozwiewa.
Pobieżny rzut oka na fabułę pozwala stwierdzić, że widza nie czekają żadne zaskoczenia na tym polu. I generalnie jest to prawda. Z jednym małym wyjątkiem, o którym później. Reżyser bierze znane elementy, które oglądaliśmy w setkach innych produkcji i próbuje nadać im osobisty wymiar. Dlaczego więc spędzać cenny czas na seansie kolejnego niczym nie wyróżniającego się niskobudżetowego dziełka? Oprócz oczywiście takich drobnostek, że jest się zainteresowanym horrorem, że szuka się dziwnych i ciekawych tytułów z całego świata, że raczej lepiej jest obejrzeć cokolwiek co nie pochodzi z USA czy Dalekiego Wschodu, że horror argentyński to jednak nadal mało znany fenomen... Otóż studencki projekt Adriána Garcíi Bogliano, który jest jednocześnie jego pełnometrażowym debiutem wyróżnia się na tle owego nieszczęsnego torture porn. I to jak najbardziej pozytywnie.
No właśnie, studencki projekt, kręcony na przestrzeni czterech lat, młody reżyser, torture porn. To raczej nie brzmi zachęcająco w dobie kręconych za niewielkie pieniądze knotów, których nikt nie chce nawet wydać na DVD. Nie każdy w końcu ma talent Sama Raimiego. Ale dziwnym trafem to kolejny niskobudżetowy film z Argentyny (po "Plaga Zombie"), który ma do zaoferowania wiele. Przede wszystkim, pierwszym co rzuca się w oczy to zastosowanie czarno-białej taśmy. I choć mogłoby się wydawać, że takie rozwiązanie służy przede wszystkim ukryciu niedostatków budżetowych, to okazuje się, że Bogliano wraz z operatorami kamery potrafi miejscami wykreować ciekawy nastrój. Reżyser wyraźnie ma aspiracje artystyczne i potrafi intrygująco skomponować kadry, montaż symultaniczny zasługuje na przychylną ocenę. Można nawet wybaczyć jedne z najbardziej pretensjonalnych patentów w arsenale początkującego filmowca – filmowanie dymu z papierosa. Widząc takie sceny aż chce się krzyknąć – producenta z prawdziwego zdarzenia tu trzeba! Również zabawy światłem i kontrastem świadczą o tym, że choć film jest niskobudżetowy, to robili go utalentowani twórcy. W którejś z recenzji znalazłem porówanie Bogliano do Argento - arcymistrza stylizacji. Przy zachowaniu odpowiednich proporcji można pokusić się o stwierdzenie, że obaj panowie mają podobną strategię oddziaływania na widza. Argento jednak potrafił (o najnowszych dokonaniach Dario lepiej jest milczeć) za pomocą odrealnienia i stylizacji niemal barokowej zbudować pełen napięcia nastrój i przestraszyć widza. U argentyńskiego reżysera mamy jedynie ową stylizację. Ale nie można zaprzeczyć, że widać ogromny potencjał.
Dużym zaskoczeniem są wcale niezłe efekty specjalne. Znowu doświadczenie kazałoby oczekiwać, że debiutancki film, w którym zamaskowany osił (w masce bez wycięcia na oczy!) gania po ciemnym domu mniej lub bardziej ubrane panienki, będzie miał efekty na poziomie wczesnego Schnaasa czy innego Ittenbacha. "Habitaciones para turistas" może pochwalić się realistycznie wyglądającymi scenami zadawania bólu. Ogólnie od strony technicznej to zdaje się, że reżyser i ekpia wycisnęli z budżetu co tylko się dało i wykorzystali go na 110%.
SPOILER!Jeśli chodzi o wspomniane zaskoczenie, to absolutnego ćwieka zabiło mi wyjaśnienie tajemnicy morderstw. Otóż dziewczyny zostały zwabione do miasteczka przez ginekologa, który wysłał je na zabieg usunięcia ciąży. Lekarz zaś jest w zmowie z mieszkańcami San Ramon, którzy pieniądzom skrywanym przez dziewczyny, są w stanie przetrwać kolejny miesiąc. Wszystko pięknie i w sumie dlaczego nie, przecież w horrorach nietrudno wcale spotkać rozwiązania fabularne o wiele bardziej niedorzeczne. Tyle tylko, że w tle jest kult religijny kładący nacisk na głęboką wiarę w obliczu postępującej sekularyzacji, który na dodatek dba o to, żeby płody miały uroczysty pogrzeb. To już na etapie pisania scenariusza musiało wyglądać idiotycznie. Na ekranie zaś powoduje stan osłupienia u widza. Zwłaszcza, że w pewnym momencie padają słowa, które jak się zdaje mają skłonić widza do rozważenia racji mieszkańców miasteczka. Czy jest to forma autorskiego komentarza reżysera filmu? Obawiam się, że może być to prawdą. Natomiast kompletnie nie wiem, co w takim razie Bogliano chce powiedzieć. Że mordowanie ludzi dla pieniędzy z gębą pełną frazesów o bogu to fajna sprawa? A samooskarżanie się dziewczyn, że w sumie to ich wina, że są potępione, bo chciały przerwać ciężę, to już ciężka piguła do przełknięcia. Innymi słowy, wolałbym żeby horror przemycał treści subwersyjne niż dziwaczne mutacje religianckiej wizji moralności. Choć może owe uzasadnienia mieszkańców miasteczka nie są wcale tak dziwaczne w świetle ekwilibrystyki umysłowej jakiej dokonywali ludzie wszelkich wyznań usprawiedliwiając swoje zbrodnie popełniane w imię wiary.KONIEC SPOILERA
Przeglądając filmografię reżysera na imdb łatwo się zorientować, że horroru to gatunek w którym Bogliano czuje się najlepiej. Zresztą wystarczy spojrzeć na nazwy "firm" producenckich, które zostały założone na potrzeby powstania filmu – Roman Porno Eiga i Mondo Trasho, żeby stwierdzić, że to nie laicy maczali palce w powstaniu dzieła. Grzebiąc w sieci w poszukiwaniu informacji na temat tego twórcy znalazłem dużo pochwał pod adresem jego kolejnego dzieła, "36 Pasos". Myślę, że czas nadrobić zaległości w temacie nowej fali argentyńskiego horroru, szczególnie, że twórca "Habitaciones para turistas" w barwach Pampa Films (jednego z największych producentów filmowych w Argentynie) bierze się z kolejny gatunkowy projekt "Sudor Frio". Połączenie talentów Bogliano z większym budżetem zapewnionym przez Pampę może zaowocować intrygującym filmem.