Recenzja horroru

Return to Salems Lot, A (Powrót do miasteczka Salem)
Tytuł oryginalny:
A Return to Salem's Lot
Reżyseria:
Larry Cohen
Scenariusz:
Larry Cohen, James Dixon
Obsada:
Michael Moriaty, Ricky Addison Reed, Samuel Fuller Andrew Duggan, Tara Reid
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1987
Czas trwania:
101 minut
Pod koniec lat siedemdziesiątych, gdy Stephen King dopiero stawał się znany i ceniony wśród miłośników książkowej grozy, wytwórnia Warner Brothers wykupiła od niego prawa do przeniesienia na ekran "Miasteczka Salem", jego drugiej opublikowanej powieści. Na stołku reżyserskim zasiadł twórca "Teksaskiej masakry piłą mechaniczną", Tobe Hooper i powstała jedna z najbardziej udanych ekranizacji prozy Kinga. Osiem lat później prawdziwy weteran gatunku Larry Cohen ("Q", seria "It's Alive", "The Stuff") zrealizował swoisty sequel do "Salem's Lot" zatytułowany "A Return to Salem's Lot", w którym na własny sposób zinterpretował dzieło Hoopera. Zamiast skoncentrować się na przyjezdnym wampirze szerzącym postrach wśród rezydentów miasteczka, co obrazuje znakomita powieść Kinga, Cohen ukazał Salem jako miasteczko całkowicie opanowane przez wampiry.
Antropolog Joe Webber zabiera swojego pyszałkowatego synalka o imieniu Jeremy do położonego w Maine miasteczka Salem. Jeremy to raczej kłopotliwy dzieciak, który przeklina i pali papierosy. Celem wizyty ojca i syna w Salem jest zamieszkanie w starym bungalowie oddziedziczonym po ciotce Joe'go. Dom jest skrajnie zaniedbany, na dodatek mieszkańcy miasteczka wydają się przybyszom dziwni. Gdy wraz z nastaniem nocy czwórka podróżujących młodych ludzi zostaje zaatakowana przez żądnych krwi miejscowych, skrajnie przerażona Sherry najpierw chroni się w kościele, po czym trafia do domu dwójki protagonistów. Joe wraz z synem zabiera ją do rezydencji sędziego Axela, aby złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestęptwa. Tam dziewczyna zostaje zabita przez stare wampirzyce, Jeremy wybiera się na spacer z małą Amandą i uczestniczy w ślubie dwójki sześciolatków, a Joe dowiaduje się, że w Salem mieszka wampirza społeczność. Ba, krwiopijcy chcą, aby precyzyjnie spisał ich historię! Joe początkowo ma opory, ale w końcu przystaje na ową propozycję i zabiera się do tworzenia kroniki, dopóty dopóki nie natknie się na starszego łowcę wampirów Van Meera. Jako trio (wspólnie z Jeremym, który coraz bardziej skarży się na uporczywe promienie słoneczne) postanawiają raz na zawsze położyć kres rządom krwiopijców w Salem. Rozpoczyna się krwawa walka przy użyciu kołków, ognia i wody święconej.
"Powrót do miasteczka Salem" nie ma prawie nic wspólnego z powieścią Kinga oraz z jej telewizyjną ekranizacją. W książce Salem to spokojne i ciche miasteczko, które zamienia się w piekło, gdy przybywa do niego wampir Barlow. Z kolei w "A Return..." Salem zostało wybudowane przez krwiopijców, którzy mieszkają w nim od drobnych 300 lat. Ich dzieci chodzą do tamtejszej szkoły i od czasu do czasu mordują pijaczków przy ognisku, a starszyzna hoduje pół-ludzi/pół-wampirów przebywających w mieścinie za dnia, aby chronić swe tyłki przed blaskiem słońca. Co ciekawe, wampiry z Salem wolą pić krew pochodzącą od krów, bowiem ludzką konsumują jedynie przy specjalnych okazjach. Gołym okiem widać, iż Larry Cohen podchodzi do tematyki wampiryzmu z dużą dozą ironii i humoru, przez co "Powrót do miasteczka Salem" jest momentami odprężająco zabawny (wampirzyce w ciąży hihi!). Dowcipne dialogi to spory atut filmu np: pani Axel, żona sędziego zdradza antropologowi mały sekret: "Ja preferuje ludzką krew. Axel mówi, że mam problem z piciem".
Nadszedł niestety czas na kilka uwag krytycznych: po pierwsze scenariusz Larry'ego Cohena pełen jest dziur i nielogiczności (po co w Salem mieści się kościół, jeśli wampiry boją się do niego wejść?), po drugie gra aktorska nie zachwyca, a po trzecie nagromadzenie sporej dawki humoru powoduje, iż nie ma się tutaj czego bać. Transformacja naczelnego wampira w trakcie końcówki filmu wywołała u mnie gwałtowny atak śmiechu. Nawet sceny gore są kompletnie przerysowane, co powoduje, że nie budzą żadnego wrażenia. Akcja rwie się, przy czym jest to zasługa wyjątkowo kiepskiego montażu. Na otarcie łez Cohen pozostawia widzowi kilka krwawych scen (wampiryzm, wbijanie kołków w ciała spoczywających w trumnach krwiopijców, oblewanie ich twarzy wodą święconą czy wreszcie przebicie korpusu amerykańską flagą), szczyptę erotyzmu (dwie sceny miłosne z udziałem niejakiej Katji Crosby w roli Cathy) i parę ciekawych pomysłów. Konkludując, "Powrót do miasteczka Salem" z całą pewnością nie należy do najbardziej udanych horrorów w bogatym dorobku Larry'ego Cohena, co więcej fani twórczości Kinga zapewne ten film z miejsca znienawidzą. Polecam jedynie tym, którzy lubią trwonić swój czas na oglądanie kina klasy B.