Recenzja horroru

Horror Restless Souls

Restless Souls (Poprzedni lokatorzy)

Tytuł oryginalny:

Bag det stille ydre

Reżyseria:

Martin Schmidt

Scenariusz:

Dennis Jürgensen

Obsada:

Anne Birgitte Lind, Jakob Cedergren, Dejan Cukic, Andrea Vagn Jensen

Kraj:

Dania

Rok produkcji:

2005

Czas trwania:

86 minut

Horror Bag det stille ydre - zdjęcie 1Horror Bag det stille ydre - zdjęcie 2Horror Bag det stille ydre - zdjęcie 3Horror Bag det stille ydre - zdjęcie 4Horror Bag det stille ydre - zdjęcie 5Horror Bag det stille ydre - zdjęcie 6

Młode małżeństwo wprowadza się do pięknego domu w przyjaznej okolicy. Wkrótce odkrywają, że w ich nowym mieszkaniu koncentrują się nadnaturalne siły: ogień sam zapala się w kominku, świeże owoce natychmiast gniją, na drzwiach pojawia się wypalony znak. Do tego ich mała córka nieustannie opowiada o swoim nowo poznanym, niewidzialnym koledze. Tajemnicze wydarzenia wiążą się z tragicznym pożarem sprzed lat.

Ile razy to już było? Historia o nawiedzonych domostwach, w których niespokojne dusze dręczą lokatorów to jeden z tych motywów kina grozy, który znany jest już od zarania dziejów sztuki filmowej. Mimo wielu obrazów gatunku, które wydawać by się mogło do cna wyeksploatowały temat, zawsze znajdzie się ktoś, kto jest gotów poddać go kolejnej obróbce. Można by pomyśleć, że to karkołomne próby, bo wszyscy znają schematy rządzące takimi filmami, ale osobiście nie przeszkadza mi obejrzenie kolejnego opowiadania tego typu, w końcu w horror tak naprawdę żongluje zaledwie kilkoma konwencjami od blisko wieku i jakoś do tej pory nikomu to aż tak bardzo nie przeszkadza. Zależy tylko od tego kto jest żonglerem. A Martin Schmidt, jedyny duński reżyser, który odnajduje się z powodzeniem w formule kina grozy potrafi sprawnie poruszać się po terytoriach gatunku.

I nie przeszkadza mu w tym bardzo prosty (i niekiedy niedopracowany) scenariusz napisany przez jego kolegę Dennisa Jürgensena, z którym współpracował przy dwóch swoich pierwszych filmach. Znając już sam zarys fabularny, łatwo zorientować się w prawdopodobnym przebiegu zdarzeń. Szczęśliwa rodzinka wprowadza się do domu, w którym poprzedni właściciele zmarli - brzmi to przecież nad wyraz znajomo.Że nie będzie to miało większego znaczenia dla istoty całej opowieści nie zmienia faktu, że punkt wyjściowy jest dobrze znany. Próżno też szukać większych odchyleń od ogólnie przyjętych schematów. Poprzez zaprezentowane postaci np. typowego racjonalisty-niedowiarka, którego sceptycyzm w miarę rozwoju wydarzeń wyraźnie topnieje (choć ciężko mu się do tego przyznać), po charakterystyczne dla takich opowieści motywy niewidzialnego towarzysza zabaw małego dziecka (czy samej zabawy w "chowanego"). Odniosłem też wrażenie, że niektóre wątki zostały dodane zupełnie niepotrzebnie, aby właśnie wypełnić scenariusz charakterystycznymi dla gatunku pierwiastkami. Widziałem to dziesiątki razy i na widok niektórych rozwiązań aż kręciłem głową z zaskoczenia, bo nie spodziewałem się takich oczywistości. A jednak, w jakiś sposób Schmidt wychodzi z tych banałów obronna ręką. Może dlatego, że nie stara się ze swojego filmu zrobić nie wiadomo jak wielkiego dzieła. Świadom ograniczeń, korzysta z tego, co ma w sposób umiarkowany, ale w miarę zaradny, mając nadzieję, że również i oglądający będzie sobie z tego zdawał sprawę. Nie szarżuje, nie wyolbrzymia, nie robi nic wbrew temu, czego można się spodziewać po podobnej produkcji. Takie pokorne podejście zaowocowało filmem stonowanym, skromnym i w gruncie rzeczy przewidywalnym. Mimo wszystko reżyser całkiem dobrze porusza się po znanej materii co jakiś czas oferując widzowi dreszczyk grozy. Przesuwająca się po ścianie maska, czy pojawiająca się znikąd ręka dobrze spełniają swoje funkcje i dają poczucie, że, pomimo aspiracji do przedstawienia historii jako dramatu, mamy jednak do czynienia z filmem, który chce u nas wywołać uczucie niepokoju. Z braku krwawych scen taki sposób prezentowania grozy staje się jedyną słuszną metodą, pasującą zresztą do tempa narracji i tonacji filmu. Do tego dochodzą niezłe zdjęcia uzupełnione od czasu do czasu niestandardowym ujęciem np. z perspektywy bujającego się konia na biegunach. Szkoda tylko, że nie udało się wyeliminować pewnych elementów, które nieustannie przypominały, że jest to produkcja przeznaczona raczej do widza, który nie zna bardziej surowego horroru. I to mnie jednak trochę dziwi zważywszy na fakt, że swego czasu potrafił takie obrazy kręcić.

Wygląda też na to, że reżyserowi nie wydaje się przeszkadzać wątpliwej wysokości budżet i wygląd filmu sugerujący produkcję telewizyjną. Radzi sobie z tym całkiem nieźle, spojrzawszy chociażby na sposób w jaki wykorzystuje efekty specjalne. Te, których użyto w filmie tak naprawdę do kategorii "specjalne’ wcale należeć nie powinny, bo w roku 2005 mogą być uznane co najwyżej za normę. Ale dzięki ich ograniczonemu i rozsądnemu wykorzystaniu można powiedzieć, że stanowią mądry dodatek do filmu. Warto zwrócić uwagę, że w bardzo łatwy sposób mogły go zepsuć, chociażby w jego końcowej (nota bene nie do końca satysfakcjonującej) części. Jakieś drobne potknięcia, o ile w ogóle dostrzegalne, nie przeszkadzają w odbiorze filmu. Problem stanowią natomiast co poniektórzy aktorzy, bo ich obecność na ekranie czasami psuje próby traktowania całej historii serio.

Powtarzalność horroru nikogo nie zaskakuje – przecież często wracamy do formuły, która nam odpowiada. Jeśli weźmiemy na to poprawkę, a nie mamy akurat nic lepszego do roboty, można poświęcić jeden wieczór na zapoznanie się z "Restless Souls". Zdaję sobie jednak sprawę, że dla niektórych może być to duże rozczarowanie, dlatego żeby zachować czyste sumienie polecam raczej obejrzenie innych filmów Schmidta. Moim zdaniem jego nieskobudżetowy debiut "Sidste Time" (również ze scenariuszem Jürgensena) jest filmem bardziej udanym i bliższym oczekiwaniom widza horroru.

Ocena: 3-/6

Autor: Mort