Recenzja horroru

Redroom
Tytuł oryginalny:
Akai Misshitsu: Kindan no Osama Geemu
Reżyseria:
Daisuke Yamanouchi
Scenariusz:
Daisuke Yamanouchi
Obsada:
Hiroshi Kitasenju, Sheena Nagamori, Mayumi Ookawa, Yuuki Tsukamoto
Kraj:
Japonia
Rok produkcji:
1999
Czas trwania:
68 minut






"Red Room" w reżyserii jednego z czołowych japońskich ekstremistów kina Daisuke Yamanouchi'ego jest kolejnym przykładem mocnego i sadystycznego kina eksploatacji, którego głównym celem jest szokowanie. O ile opowiadający o podziemnym rynku snuff/rape movies "Mu Zan E" (definitywnie najlepszy film spod ręki reżysera) posiadał ciekawą i chwilami wręcz zaskakującą fabułę, to tutaj scenariusz jest tylko pretekstem do pokazania kilku scen okrucieństwa, sadyzmu i seksualnej przemocy.
Czwórka uczestników zostaje zamknięta w pustym pomieszczeniu z dużym stołem do gry w karty. W kącie pokoju znajduje się żelazna, przypominająca więzienną celę klatka, w której zamykani są przegrani. Zabawa polega na tym, iż każdy z graczy ciągnie jedną z czterech kart, przy czym zwycięzca jest uprawniony do wyboru dwójki grających, którzy trafią do klatki. Tam przegrany zostaje poddany rozmaitym torturom wymyślonym przez osobę, która wygrała.
"Red Room" został niewątpliwie zainspirowany rozmaitymi reality shows, które są bardzo popularne we współczesnym świecie. Nie jestem zwolennikiem tego gówna, ale lubię japońskie kino pinku eiga i jego chory klimat. Japończycy naprawdę umieją zaszokować, a ich kultura jest przeładowana brutalnością i sadyzmem, co znajduje swoje odbicie w filmie i literaturze. To właśnie Kraj Kwitnącej Wiśni jest ojczyzną najbardziej wynaturzonych filmów gore takich jak chociażby seria "Guinea Pig" czy "Flesh Meat Doll". Japończycy przodują również w produkcji sadomasochistycznego porno i tzw. rape movies (seria "Rapeman", "Toriko"). "Red Room", podobnie jak większość tego typu obrazów, sposobem nakręcenia przypomina film porno (stosowanie ujęć statycznej kamery, długie zbliżenia na sylwetki postaci). Obserwujemy liczne (niekiedy obrzydliwe) sceny sadyzmu, poniżania, seksualnej przemocy i okrucieństwa. Mamy więc tutaj np.: kręcenie w kółko krzesłem z przywiązaną do niego ofiarą aż do porzygania, tortury przy użyciu włączonej suszarki wkładanej do ust czy oddawanie moczu w otwarte usta kobiety. Najbardziej szokującym momentem filmu jest jednak stosunek seksualny z użyciem żarówki, którą oszalały mężczyzna wpycha zbyt głęboko między nogi swojej ofiary, powodując tym samym ogromny krwotok z jej łona.
Jeśli więc szukacie alternatywy wobec serii "Guinea Pig" nie wahajcie się zbyt długo i sięgnijcie po "Red Room". Osobiście łykam taką konwencję i bynajmniej nie odczuwam z tego powodu wstydu, aczkolwiek lojalnie uprzedzam: niniejszy film jest przeznaczony tylko dla miłośników brutalnego kina eksploatacji.