Recenzja horroru

Horror Red to Kill

Red to Kill

Tytuł oryginalny:

Ruo Sha

Reżyseria:

Billy Tang

Scenariusz:

Billy Tang

Obsada:

Lily Chung, Ben Ng, Money Lo, Bobby Yip

Kraj:

Hong Kong

Rok produkcji:

1994

Czas trwania:

91 minut

Horror Ruo Sha - zdjęcie 1Horror Ruo Sha - zdjęcie 2Horror Ruo Sha - zdjęcie 3Horror Ruo Sha - zdjęcie 4Horror Ruo Sha - zdjęcie 5Horror Ruo Sha - zdjęcie 6

"Red to Kill" jest jednym z najbardziej brutalnych horrorów z Hong Kongu, jakie miałem przyjemność oglądać. Już w momencie swojej premiery zyskał sobie złą sławę, co więcej jest oparty na autentycznej historii gwałciciela z Tuen Mun, który napadał i zabijał młode kobiety w 1994 roku.

Film rozpoczyna się sceną bestialskiego gwałtu i mordu dokonanego przez nieznanego sprawcę na młodej kobiecie w opustoszałym budynku. W tym samym czasie po śmierci jej ojca niedorozwinięta umysłowo dziewczyna Ming Ming (Lily Chung) zostaje wysłana do centrum opieki nad ludźmi chorymi psychicznie. Miejsce to prowadzi pan Chan (Ben Ng), który wydaje się być czarującym i grzecznym opiekunem swoich podopiecznych. W rzeczywistości to jednak Chan jest psychopatycznym gwałcicielem i mordercą, który dostaje seksualnego amoku na punkcie koloru czerwonego oraz poluje na miejscowe dziewczyny. Kiedy Ming Ming występuje przed swoimi przyjaciółmi tańcząc w czerwonej sukience, jej widok budzi w Chanie najbardziej perwersyjne żądze. Prowadzi to do nieuchronnej eksplozji gwałtu i brutalnej seksualnej przemocy.

Bardzo mocny i okrutny horror z wprawą wyreżyserowany przez weterana kina eksploatacji Billy'ego Tanga ("Dr. Lamb", "Run and Kill"). Jego niewątpliwym atutem jest całkiem niezły scenariusz oraz znakomita gra aktorska dwójki głównych bohaterów. Na uwagę zasługuje zwłaszcza Lily Chung, która poradziła sobie wspaniale z niezwykle trudną i wymagającą rolą. Odtwarzana przez nią postać młodziutkiej dziewczyny jest naprawdę sugestywna i potrafi wzbudzić u widza współczucie. Na oklaski zasługuje również Ben Ng jako zwyrodniały gwałciciel. Niesamowita jest szczególnie łatwość z jaką potrafi się przeobrazić z miłego faceta we wściekłą, opętaną seksualną żądzą bestię. Uwidacznia to zwłaszcza niepokojący moment, gdy zamknięty w swoim pokoiku z dziką furią atakuje i niszczy ubrany w czerwoną suknię manekin.

"Red to Kill" wypełnia duża dawka gwałtu i seksualnej przemocy, a wszelka poprawność polityczna zostaje tutaj wyrzucona za okno i zdeptana. Już sam widok Ming Ming, która po dokonanym na niej akcie brutalnego gwałtu, sięga po ostrze brzytwy i tnie swoje łono mamrocząc przy tym niczym robot jedno słowo "dirty...dirty...dirty...", potrafi potwornie zdołować. Z tej przerażającej sceny sączy się straszliwy ból, poniżenie i degradacja zgwałconej ofiary. Dwie sceny gwałtu ukazane w filmie są także horrendalnie mocne, a kamera z lubością koncentruje się na pokazywaniu nagich ciał ofiar zboczeńca. I choć tematyka filmu jest wyjątkowo mroczna, to pewne akcenty komediowe troszeczkę łagodzą jego nastrój. Wiele sympatii wzbudzają również pozostali pensjonariusze centrum i towarzysze niedoli Ming Ming, częstokroć okazuje się wręcz że potrafią być bardziej ludzcy niż normalni ludzie. Kompletnie zaskoczył mnie natomiast niecodzienny hołd złożony przez Billy'ego Tanga klasycznemu kinu noir, a konkretnie filmowi kryminalnemu Roberta Siodmaka "Phantom Lady" z 1944 roku. Wspominam tutaj o scenie w barze, co z miejsca skłoniło mnie do wystawienia "Red to Kill" wyższej noty.

Reasumując, film może się spodobać, jeśli nie macie nic przeciwko mocnemu kinu eksploatacji. Nie jest to co prawda poziom genialnego "The Untold Story", ale "Red to Kill" potrafi przywalić w mordę i zadać ból równie skutecznie.

Ocena: 4+/6

Autor: Embalmer