Recenzja horroru

Horror Re-Penetrator

Re-Penetrator

Tytuł oryginalny:

Re-Penetrator

Reżyseria:

Doug Sakman

Scenariusz:

Doug Sakman

Obsada:

Joanna Angel, Tony Pistol

Kraj:

USA

Rok produkcji:

2005

Czas trwania:

22 minuty

Horror Re-Penetrator - zdjęcie 1Horror Re-Penetrator - zdjęcie 2Horror Re-Penetrator - zdjęcie 3Horror Re-Penetrator - zdjęcie 4Horror Re-Penetrator - zdjęcie 5Horror Re-Penetrator - zdjęcie 6

Przemysł pornograficzny często dokonuje przeróbek znanych przebojów kinowych, zachowując szczątkową fabułę i dodając sceny kopulacji. W znacznej mierze te swoiste remaki mają za podstawę własnie wysokobudżetowe produkcje z Hollywood. Ale czasem pojawia się coś, co wpisuje się w tematykę horroru. Co więcej, bywa i tak, że na warsztat trafia produkcja niezależna - skoro tytuł brzmi "Re-Penetrator" to punkt odniesienia jest jasny. Każdy interesujący się filmową grozą automatycznie pomyśli o "Re-Animatorze" Stuarta Gordona na podstawie opowiadania Lovecrafta. Pytanie brzmi, czy poza rozpoznaniem źródeł inspiracji, warto poświęcić swój czas na obcowanie z tym filmikiem.

Doktor Hubert Breast prowadzi w swojej piwnicy badania nad ożywianiem zmarłych. Za pomocą wynalezionego przez siebie serum, które serwuje poprzez iniekcję waginalną, przywraca do życia prostytutkę. Choć nie żyła od 20 lat, to nader nieźle się trzyma. Pierwsze słowo, które dobywa się z jej ust to "fuck!", co doktor uznaje za sukces i ochoczo zabiera się do dzieła.

W otoczce klasycznego już horroru dostajemy najzwyklejszy film pornograficzny. Na ekranie pojawia się cały repertuar motywów znanych z rozlicznych produkcji spod znaku XXX. Jest więc i obowiązkowe fellatio, z nieodłącznym obijaniem penisa o twarz aktorki; jest poklepywanie członkiem pośladków w celu uzyskania pełnej erekcji, częste zmiany pozycji i wytrysk na twarz. Z jedną różnicą - w roli głównego płynu fizjologicznego występuje tu krew. Aha i nie można zapominać o wrzaskach, które mają jak się zdaje imitować kobiece jęki rozkoszy. No, ale ci, którzy oglądają amerykańską pornografię pewnie zdążyli się do tego przyzwyczaić.

Od strony realizacyjnej "Re-Penetrator" to niemal amatorska produkcja. Kadry są niedoświetlone, często widać na ciałach aktorów cienie ekipy realizacyjnej. W tle przygrywa różnorodna muzyka - a to jakieś wesołe pianino, zaraz gitarowe łojenie, względnie punk rock. Nie ma czym się zachwycać. O tyle jest to ciekawe i zastanawiające, że ten filmik jest dziełem wytwórni Burning Angel specjalizującej się w produkcji właśnie pornografii. Chociaż należy zauważyć, że w wydaniu "pankowym". Znaczy się dziewczyny są często wytatuowane (ale nie tribalami, co w pewnym momencie było dość popularne w różowym biznesie, tylko mają bardziej undergroundowe wzory), mają irokezy, pojawiają się w conversach i tym podobnych akcesoriach pankowego image. Chociaż może ta zamierzona niechlujność jest jakąś wartością. Ponoć filmy półamatorskie mają swoich zagorzałych wielbicieli, jako te, które mają bardziej naturalny feeling.

Jeśli chodzi o akcenty horroru to twórcy serwują nam wspomniane już litry krwi. Do tego wyrywanie wnętrzności i kontemplacja pokawałkowanych zwłok w finale. Wszystko zrobione jeszcze bardziej amatorsko niż zawartość pornograficzna. Ale jedno trzeba autorom przyznać - odeszli od schematu seryjnego mordercy/gwałciciela. Bo dość spora część filmów łączących poetykę horroru i porno obiera sobie za temat właśnie przeróżnych maniaków psychoseksualnych, ewentualnie satanistyczne rytuały. "Re-Penetrator" próbuje czegoś innego. Naprawdę nie wiem jak traktować ten filmik. Chyba tylko i wyłącznie w kategoriach ciekawostki. Niektórzy próbowali doszukiwać się tu nowatorstwa w sposobie prezentacji fabuły i roli kobiety. Ponoć Joanna Angel, grająca ożywioną striptizerkę, ma spory wpływ na to, co kręci się w Burning Angel. No cóż, może i racja, ale z faktu, że na koniec role się odwracają i to ona podaje serum doktorowi, nie wynika wiele. "Re-Penetrator" jest zbyt płytki, by można wyciągać z niego jakieś polityczne (używając terminologii amerykańskiej) wnioski. Choć pewnie znalezliby się orędownicy, że to właśnie na poziomie najprostszych fabuł dokonuje się przewrotów ideologicznych w kinie. Cóż, jeśli chcą, to niech sobie orędują. Ja obejrzałem to dziełko z nikłym zainteresowaniem i wracać do niego nie będę. Gdyby jednak ktoś gustował w tego typu produkcjach to wytwórnia przygotowuje "remake" filmu Williama Friedkina. Tytuł ma brzmieć "The XXXoricist", więc dodawanie jaki obraz twórcy wzięli na celownik nie ma sensu;-) Sakmann ma w planach kilka kolejnych produkcji horror-porno. Nie powiem, żebym czekał z utęsknieniem.

Ocena: 2+/6

Autor: grzEGOrz