Recenzja horroru

Re-Animator
Tytuł oryginalny:
Re-Animator
Reżyseria:
Stuart Gordon
Scenariusz:
Dennis Paoli, William J. Norris, Stuart Gordon
Obsada:
Jeffrey Combs, Bruce Abbott, Barbara Crampton
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1985
Czas trwania:
86 minut
Ha! To dopiero jest filmik. Jeden z kilku horrorów, które doskonale pamiętam jeszcze z czasów, kiedy wycierałem gluty o rękaw swetra. Nie będę ukrywał, że za każdym razem z wielkim podnieceniem zasiadam do tego filmu. Także i tym razem z przyjemnością zabrałem się za ten krwawy, ale jakże smakowity ochłap mięcha.
Student medycyny opracowuje serum pozwalające mu przywracać do życia martwe istoty. Szybko decyduje się wypróbować specyfik na ludziach, jednak konsekwencje tego eksperymentu okażą się katastrofalne...
"Re-Animator", mimo że jest luźno oparty na prozie mistrza grozy H. P. Lovecrafta, tak naprawdę bardziej przypomina słynną historię o Frankensteinie. Właściwie zaryzykuję stwierdzenie, że jest to uwspółcześniona, niezwykle krwawa oraz oczywiście odrobinę zmodyfikowana opowieść, która ma swoje źródło właśnie w historii o doktorze i jego szpetnym tworze. Tyle, że w "Re-animatorze" wszystko jest potraktowane z przymrużeniem oka, a jego wymowa nie ma właściwie większego znaczenia. Bo mimo kilku ewidentnych nawiązań do klasyki gatunku (chociażby muzyka Richarda Banda, łudząco podobna do motywu przewodniego z "Psychozy" Hitchcocka) debiut Stuarta Gordona to czysta rozrywka, za to najwyższej klasy, którą pamięta się na długo. I tak mamy tutaj zabójczą mieszaninę pierwszorzędnego gore, czarnego humoru (moja ulubiona scena to kiedy Combs, nie mogąc utrzymać w pionie odciętej głowy doktora nabija ją na szpilę), zaskakujących rozwiązań ("ja też mam plan B!"), no i... genialnego Jeffreya Combsa, bez którego wprost nie mogę sobie wyobrazić tego filmu. Zdecydownie jego rola życia, choć równie kapitalnie wypadł w kolejnym filmie Gordona opartym na twórczości Lovecrafta "Stamtąd" ("From Beyond", 1986). Świetne efekty specjalne, osiągnięte prostymi, ale niezwykle pomysłowymi i efektownymi środkami oraz równie powalająca charakteryzacja, na czele z groteskowymi niekiedy zombiakami. Jeśli mam się do czegoś doczepić w tym filmie, to do tej macki, która nie wiadomo z jakiej paki się nagle pojawia... ale mniejsza o nią. "Re-Animator" to kawał zajebistego kina gore, utrzymanego w szybkim, zwariowanym stylu "Martwicy Mózgu", a wcześniejszego przecież o kilka lat. Klasyk, którego wstyd nie znać.