Recenzja horroru

Horror Rawhead Rex

Rawhead Rex (Król Trupiogłowy)

Tytuł oryginalny:

Rawhead Rex

Reżyseria:

George Pavlou

Scenariusz:

Clive Barker

Obsada:

David Dukes, Kelly Piper, Cora Lunny, Ronan Wilmot, Heinrich von Schellendorf

Kraj:

Wielka Brytania, Irlandia

Rok produkcji:

1986

Czas trwania:

89 min.

Horror Rawhead Rex - zdjęcie 1Horror Rawhead Rex - zdjęcie 2Horror Rawhead Rex - zdjęcie 3Horror Rawhead Rex - zdjęcie 4Horror Rawhead Rex - zdjęcie 5Horror Rawhead Rex - zdjęcie 6

W 1984 roku, dzięki pomocy znakomitego pisarza Ramseya Campbella, autora "The Doll Who Ate His Mother", Clive Barker wydał trzy pierwsze tomy opowiadań składające się na cykl "The Books of Blood" – "Księgi Krwi". W roku 1986 pojawiły się trzy kolejne części, dopełniając pełną przemocy, erotyzmu, dewiacji i groteski, całość. Barker sam dokonał wyboru najbardziej zasługujących w jego mniemaniu na publikację nowel, które pisał przez osiemnaście miesięcy. Jak czytamy we wstępie do tomu pierwszego: "siadał wieczorami, ponieważ dni wypełniało mu pisanie sztuk teatralnych". Tak oto powstały historie, z których kilka trwale zapisało się w panteonie grozy. Nie przeniesiona do tej pory na ekran "Polityka ciała", "Nocny pociąg z mięsem", będący jednym z epizodów serii "Tales from the Darkside", "Yattering i Jack" oraz "Ostatnia sztuczka" wyreżyserowana przez samego Barkera i opatrzona tytułem "Lord of the Illusion". Należy oczywiście pamiętać o noweli "Zakazany" i jej adaptacji, dzięki której o Candymanie można obecnie śmiało mówić jako ikonie horroru. Z tego samego worka pełnego krwi pochodzi jeszcze jedno opowiadanie, moim zdaniem najlepsze z całego cyklu. Niezwykle bluźnierczy i brutalny "Król Trupiogłowy". Niestety filmowej adaptacji niezwykle daleko do tego co Clive Barker osiągnął na papierze. Wielka szkoda, gdyż potencjał kryjący się w tej opowieści to materiał na bardzo dobry horror.

Rzecz dzieje się w Irlandii, czyli kraju, którego folklor niezwykle obficie opływa w mity, baśnie i legendy. To tam żyją najpiękniejsze wróżki i najbardziej zachłanne skrzaty. Okazuje się jednak, iż Szmaragdowa Wyspa ma swoje ciemne strony, a jedną z nich jest dawny władca jej ziem, rządzący nimi na długo przed narodzinami Chrystusa, Trupiogłowy. W swym opowiadaniu autor "Hellraisera" wspaniale ukazał owego pradawnego potwora na tle wiecznie skąpanej w deszczu Irlandii. W niezwykle barwny sposób nakreślił portret małomiasteczkowej ludności i jej reakcje na pojawienie się stwora. Samo monstrum to w literackim pierwowzorze istota rozumna, próbująca obmyślić plan powrotu na "tron", jednak umysł przysłania mu głód i chęć mordu. "Będzie się karmił wszystkim, na co mu przyjdzie ochota, i nikt go nie powstrzyma, nie tym razem. A kiedy już będzie gotów, by zrzucić ze swego tronu uzurpatorów, spali ich w ich własnych domach, wyrżnie im dzieci, a z jelit niemowląt uczyni naszyjniki". Niestety owych emocji i priorytetów kierujących Trupiogłowym nie jesteśmy w stanie wyczytać z nieruchomej, gumowej maski jaką nosi mierzący 211 centymetrów, Heinrich von Schellendorf, aktor odtwarzający tytułową postać. Ograniczony budżet odcisnął swe piętno na efekcie końcowym, czego skutki widać na ekranie. Jednostajny wyraz twarzy potwora i te migoczące na czerwono, niczym lampki choinkowe, oczka, wzbudzają wyłącznie śmiech i politowanie, a jedyne emocje jakie można z nich wyczytać to najniższy instynkt krwi. Nie ulega jednak wątpliwości, że w niektórych kadrach autorstwa Johna Metcalfe’a ("X-tro") kreatura prezentuje się całkiem sympatycznie, lecz stanowią one ulotny efekt wizualny, tylko chwilami pracujący na korzyść filmu. Zrodziło to między innymi ujęcie, w którym Trupiogłowy stojąc na wzgórzu wznosi ku niebu oderwaną ludzką głowę niczym trofeum. Nie przywodzi Wam to niczego na myśl? Mnie tak, a imię jego Predator.

Poza kilkoma zgrabnymi kadrami, Metcalfe nie wykazał się specjalnie. W filmie brak typowych dla horroru ujęć, które pomagałyby budować atmosferę i tworzyć wokół monstrum aurę grozy i tajemniczości. W zamian tego Król nagminnie eksponuje swe oblicze do kamery, wzbudzając śmiech, a nie respekt jak w opowiadaniu. Colin Towns, autor muzyki, również nie zaimponował talentem, tworząc prostą, słabo wychwytywalną linię melodyczną, której rzadko kiedy udaje się wprowadzić do scen odrobinę dramaturgii. Czyżby zatem "Rawhead Rex" składał się z samych minusów? Nie do końca, jest w tym wszystkim źdźbło przyjemnego klimatu i nieco gore, lecz w niczym nie dorównuje to stworzonemu dwa lata później przez Stana Winstona, podobnemu w warstwie fabularnej, "Dyniogłowemu". Wiele scen obrazu Georgea Pavlou nie rozwija do końca swych dramatycznych możliwości. Atak na wozy campingowe jest chaotyczny, a sekwencja przeszukiwania lasu przy użyciu latarek, jest zbyt krótka by dorównać tej ze "Srebrnej kuli".

Na tle tego wszystkiego wyraźnie wyróżnia się David Dukes, przyzwoicie odtwarzający postać Howarda Hallenbecka, fotografa podróżującego po Irlandii z żoną (w tej roli Kelly Piper debiutująca w 1980 rolą pielęgniarki w "Maniaku" Lustiga) i dwójką dzieci w poszukiwaniu materiałów do swej książki o dawnych kultach. Cała czwórka trafia do małego miasteczka, w którym pewien uparty rolnik właśnie usunął z pola potężny głaz, będący według niego w przeszłości pomnikiem lub kamieniem milowym. W owej ciężkiej pracy pomogła mu więziona pod skałą przez setki lat istota, na którą zapach nieba podziałał jak eter, przyprawiając o mdłości. Natomiast jej umysł przeszyła jedna myśl: "królestwa do wzięcia, odległe zaledwie o parę cali".

Tak oto zaczyna się "Król Trupiogłowy", troszkę kiczowata historyjka, której ogólny wydźwięk został przez samego Barkera złagodzony. Jak wspomniałem we wstępie, literacki pierwowzór jest bluźnierczy i dość niesmaczny. Sierżant policji śni o małych dziewczynkach, którym zagląda pod spódniczki podziwiając "nieco przybrudzone majteczki", a Trupiogłowy masturbuje się na tyłach kościoła. Nadaje to noweli specyficzny klimat, znajdując oczywiście dla siebie pełne uzasadnienie. W filmie tego zabrakło, przetrwała jedynie scena oddawania moczu na pewnego księdza, który pozbawiony jest w tym momencie koloratki. Ot tak, by było przyzwoicie.

Jeśli ktoś nie oglądał, a ma taki zamiar, radzę najpierw przeczytać nowelę albo od razu cały tom trzeci, w którym się ona znajduje. Pozwoli Wam to wykryć wszystko czego nie widać bezpośrednio na ekranie, co uczyni seans przyjemniejszym.

Ocena: 3/6

Autor: Lobo