Recenzja horroru

Rape
Tytuł oryginalny:
Estupro
Reżyseria:
Scenariusz:
Jose Mojica Marins, Crounel Martins
Obsada:
Jose Mojica Marins, Arlete Moreira, Ricardo Petraglia, Nadia Destro, Elza Leonetti
Kraj:
Brazylia
Rok produkcji:
1979
Czas trwania:
86 minut






Jose Mojica Marinsa śmiało należy uznać za ikonę brazylijskiego kina grozy. Wykreowana przez niego postać złowieszczego Ze do Caixao (po angielsku: Coffin Joe) na trwale zapisała się w annałach gatunku. Coffin Joe po raz pierwszy pojawił się w genialnym "At Midnight I’ll Take Your Soul" (1964), by potem zaistnieć w innych horrorach Marinsa, dokumentach i komiksach. Urodzony w 1936 roku w San Paulo Marins już od dziecka interesował się gotyckim kinem grozy. Przed ukończeniem 18 lat miał na swoim koncie prawie 80 krótkometrażowych filmików. Kreacja Coffin Joe’a, którą stworzył, zapewniła mu międzynarodową sławę. Marins pozwolił nawet urosnąć paznokciom do nietypowych rozmiarów, by jeszcze bardziej wczuć się w charakter szalonego trumniarza Ze do Caixao. Coffin Joe nie cierpi moralności i religii – twierdzi, iż stanowi ona "wsparcie dla słabych". Szuka perfekcyjnej kobiety do powicia mu perfekcyjnego dziecka i zabija każdego, kto stanie na jego drodze. W "This Night I Will Possess Your Corpse" (1967) pokazuje wszakże łagodniejsze oblicze – ratuje dziecko o mały włos przejechane przez motocykl. "Estupro" jest horrorem nie związanym z cyklem filmów o Coffin Joe, ale również i tutaj Marins wciela się w postać degenerata.
Ceniony w San Paulo milioner Vittorio (Jose Mojica Marins) upija młodą dziewicę, gwałci ją i odgryza dziewczynie sutek. Z racji tego, iż posiada morze forsy i doskonałego adwokata udaje mu się uniknąć wymiaru sprawiedliwości twierdząc, że poszkodowana kobieta usiłowała w perfidny sposób wyłudzić od niego pieniądze. Po wizycie w sądzie dalej żyje w rozpuście organizując przyjęcia, na których z dumą prezentuje swe ohydne trofeum, bawiąc się kobietami jak zabawkami i używając gdzie popadnie władzy. Wszystko ma się jednak ku końcowi, gdy poznaje zjawiskową piękność imieniem Veronica. Wtedy naprawdę się zakochuje, choć blondwłosa niewiasta traktuje go wyłącznie jako przyjaciela. Nie zdaje sobie sprawy, iż Veronica ma wobec niego ukryte, niekoniecznie przyjemne, zamiary...
Zdając sobie w pełni sprawę z faktu, że Marins w swej filmowej karierze zrealizował kilka filmów eksploatacji tym chętniej zasiadłem do seansu "Rape". Tytuł obiecywał wiele i tu spotkało mnie srogie rozczarowanie. Poza nieco perwersyjnym początkiem i zakończeniem filmu oraz znikomą ilością golizny przez większą część czasu z ekranu wieje nudą. Ileż można w końcu oglądać przyjęcia Vittorio i słuchać dennych dialogów o tym, jak ważna jest w życiu mamona? Kiedy bogacz spotyka Veronicę zaczyna się masakrowanie widza miłosnymi kwestiami. Litości! Czy ja, do cholery, oglądam romans czy horror? Wreszcie tempo akcji jest wolne, czasami aż za wolne, a widok Marinsa w majtkach uprawiającego miłość z kobietami nie należy do zbytnio apetycznych. Po dość mocnym i obiecującym początku akcja siada na bardzo długo. Od razu rzuca się w oczy niski budżet i kiepski montaż, ale "Rape" nie wolno odmówić nastroju taniochy i wulgarności. Gdybym zobaczył "Estupro" w kinie grindhouse jego ocena na pewno poszłaby nieco w górę, niestety musiałem się zadowolić w tym akurat przypadku DVD-R z Something Weird Video.
Najzabawniejszym elementem filmu jest soundtrack: wielbiciele muzyki będą tutaj mieli szerokie pole do popisu w odgadywaniu ‘pożyczonych’ kawałków. Ja rozpoznałem np. temat z Jamesa Bonda i słynny szlagier Pink Floyd "Time". Wygląda na to, iż nie tylko filmowcy z Hong Kongu mieli prawa autorskie głęboko w tyłku. Absurdalny wydaje się także być podkład muzyczny w poszczególnych scenach: ok, jest sobie scena, gra w jej trakcie jakaś tam muzyka, potem następuje cięcie, wraz z nim muzyka gwałtownie się urywa i zaczyna lecieć od nowa, gdy ma miejsce powrót do poprzedniej sceny. Całkiem zabawne – zresztą zobaczycie sami, jeśli tylko uda wam się zdobyć ów obskurny film.
Fanów Marinsa oraz jego demonicznego wcielenia Ze do Caixao nie muszę chyba namawiać do zapoznania się z "Estupro". Na pewno spodoba im się raczej szorstkie i krwawe zakończenie, choć wrzask Marinsa przez bite 4 minuty może wystawić ich cierpliwość na ciężką próbę. Mimo wszystko, jest to najgorszy Marins, jakiego widziałem do tej pory, ale za to ma takie piękne długachne pazury...