Recenzja horroru

Premonition (Wizje)
Tytuł oryginalny:
Yogen
Reżyseria:
Norio Tsuruta
Scenariusz:
Jiro Tsunoda, Noboru Takagi, Norio Tsuruta
Obsada:
Hiroshi Mikami, Noriko Sakai, Hana Inoue, Daisuke Ban, Maki Horikita
Kraj:
Japonia
Rok produkcji:
2004
Czas trwania:
95 minut
"Premonition" to kolejny całkiem przyzwoity japoński film grozy i zarazem druga odsłona cyklu "Japanese Horror Theater" powstałego z inicjatywy Takashige Ichise, liczącego się w Kraju Kwitnącej Wiśni producenta horrorów. Tym razem za reżyserię wziął się Norio Tsuruta, twórca "Kakashi" i "Ring 0: Birthday", a za kanwę scenariusza posłużyła manga autorstwa Jiro Tsunody pod tytułem "Newspaper of Terror". Z kolei za minimalistyczną i cudownie mroczną oprawę dźwiękową odpowiedzialny jest bliski współpracownik Hideo Nakaty, Kenji Kawai (min. "Ringu", "Dark Water"). "Yogen" zdecydowanie różni się od masy klimatycznych azjatyckich dreszczowców, w których zjawa dziewczyny o kruczoczarnych włosach okalających twarz nawiedza swoje ofiary. Tutaj źródłem strachu jest zwykły kawałek gazety o właściwościach nadnaturalnych przepowiadający śmierć danej osoby bądź grupy osób jeszcze przed nastąpieniem tragicznego zdarzenia. Przeznaczenia nie da się oszukać bez wystąpienia pewnych konsekwencji, ale główny bohater podejmie takie próby. "Premonition" co prawda nie straszy tak skutecznie jak opisywany niegdyś przeze mnie "Kansen", niemniej jednak wart jest obejrzenia.
Niewiarygodnie ekspresyjny aktor Hiroshi Mikami gra faceta o imieniu Hideki, który wraz z żoną Ayako i pięcioletnią córeczką podróżuje samochodem. W trakcie jazdy Hideki postanawia się zatrzymać przy najbliższej budce telefonicznej, aby z niej przesłać wiadomość. Małżonka wraz z dzieckiem pozostaje w aucie, a on sam zamyka się w położonej na odludziu, przydrożnej kabinie. Tam odkrywa nieco szczerniały od płomieni kawałek gazety. Ku jego skrajnemu przerażeniu ten niezwykły papier zawiera nekrolog i przepowiada śmierć jego córki w samochodowej kraksie. Niedługo potem ogromna ciężarówka uderza w jego samochód, gdzie na tylnym siedzeniu tkwi przypięta pasami dziewczynka. Dochodzi do eksplozji, dziecko ginie, a Hideki wraz z Ayako, którą udało mu się na sekundy przed zdarzeniem wydostać z samochodu, bezradnie obserwują śmierć ich jedynego potomka. Mijają trzy lata od tragicznego wypadku. Hideki wciąż nie potrafi dojść do siebie po tak nagłej utracie ukochanej córki. Jego małżeństwo z Ayako legło w gruzach, oboje żyją w separacji. Regularnie nawiedzają go wizje skrawków gazet przepowiadające przyszłe tragedie. Kiedy jedna z jego uczennic ginie zadźgana nożem przez szaleńca, a on przeczytwaszy jej nekrolog nie potrafi temu zapobiec, Hideki wraz ze swą byłą małżonką ze wszystkich sił zaczynają dążyć do wyjaśnienia demonicznej tajemnicy.
Problematyczny w "Yogen" jest przede wszystkim scenariusz, któremu jednak nie można odmówić względnie nowatorskiego podejścia do tematu. Chodzi mi konkretnie o to, że Hideki poszukując prawdy w zasadzie nie okrywa niczego nowego, o czym byśmy nie wiedzieli uważnie śledząc tok akcji przez pierwsze 20-25 minut projekcji. Dowiemy się, iż ci, co przeczytają przerażające nagłówki gazetowe i im w porę zapobiegną, zapłacą za to straszną cenę. Ich źródłem jest mistyczne miejsce w przestrzeni kosmicznej, gdzie wszystkie zdarzenia, które już wystąpiły, teraz występują czy dopiero mają kiedyś wystąpić koegzystują ze sobą. Poza tymi szczątkowymi informacjami niczego więcej nie dowiemy się na temat gazet przepowiadających śmierć. W zasadzie środkowa część "Premonition" prowadzi widza do nikąd - przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Ciekawe są natomiast elementy dramatyczne, których treścią jest rozpad małżeństwa protagonisty wywołany rodzinną tragedią. I tutaj gromkie brawa należą się odtwórcom głównych ról. Hideki i Ayako (Hiroshi Mikami i Noriko Sakai) to postaci z krwi i kości, osoby niewiarygodnie wrażliwe, dotkniętę najgorszą tragedią z możliwych: zgonem jedynego dziecka. Gdy martwa dziewczynka ze spaloną twarzą wzywa imię swego ojca, na twarzy Japończyka pojawia się cała gama uczuć - od skrajnego szoku, niedowierzania, nadziei i ulgi aż po rozpacz i udrękę. Ta dwójka naprawdę potrafi grać!
Szkoda tylko, że "Yogen" (w odróżnieniu od "Kansen") nie sprawdza się prawie wcale jako mrożący krew w żyłach horror. Za mało w nim grozy, a efekty specjalne są używane nader oszczędnie. Podobnie jak "Kakashi", najnowszy obraz Norio Tsuruty wywołuje u oglądającego ten bardziej pierwotny strach: lęk przed utratą bliskich, przed byciem samotnym czy wreszcie przed obezwładniającym poczuciem winy, gdy czegoś strasznego nie da się uniknąć i zapomnieć. Zakończenie filmu jest zarówno smutne jak i w satysfakcjonujące, ale pobudza do rozmyślań nad losem człowieka. Warto ten film obejrzeć szczególnie dla niezwykle emocjonalnego prologu i ciekawego finału. Na tle innych japońskich horrorów takich jak "Ringu" czy "Kairo", "Yogen" wypada tak sobie, ale na pewno na jakiś czas pozostanie w mojej pamięci.