Recenzja horroru

Postal
Tytuł oryginalny:
Postal
Reżyseria:
Uwe Boll
Scenariusz:
Uwe Boll
Obsada:
Zack Ward, Dave Foley, Chris Coppola, Michael Benyaer
Kraj:
Niemcy/Kanada/USA
Rok produkcji:
2007
Czas trwania:
106 minut






Uwe Boll sie wkurwił. Dość już miał ciągłego upokarzania swojej osoby, miażdżących ocen na imdb, ze strony ludzi, którzy jego filmów nawet nie widzieli, krytyków jeżdżących po nim jak po łysej kobyle. Krytyków sprał po pyskach podczas szeroko relacjonowanych meczów bokserskich (oberwał wtedy między innymi Chris Alexander z Rue Morgue i Jeff Sneider z Ain't it Cool News). To jednak nie pomogło - filmy niemieckiego reżysera, jeszcze przed swoją premierą, zbierają najniższe z możliwych ocen. Wielka złość i gorycz musiała buzować w Bollu. Gorycz i wściekłość tak wielka, że postanowił się odwinąć wszystkim po kolei i każdemu z osobna. I tak powstał "Postal" - jeden z najbardziej kontrowersyjnych filmów ostatnich lat.
W gry komputerowe nie gram już od dawna, nie żebym nie chciał, ale zwyczajnie czasu nie starcza. Dlatego nie mogę ocenić jak powiódł się pomysł przeniesienia tej akurat gry na ekran. Z informacji na Wikipedii wynika jednak, że dzieło firmy Running With Scissors, to obłąkańcza rozwałka bez jakichkolwiek pretensji do fabuły. Za to pełno w niej przekraczającej wszelkie granice makabry i okrucieństwa oraz szalonych pomysłów (lubicie postrzelać do dzieci? Proszę bardzo! A kot, jak wiadomo, to najlepszy tłumik do broni półautomatycznej). Ten brak scenariusza przejął też Boll – historia opowiedziana w "Postal" jest cienka jak tyłek węża i służy tylko jako pretekst to obrażenia kogo tylko można.
I szczerze mówiąc w kilka dni po projekcji nie za bardzo jestem w stanie powiedzieć, co było osią fabuły filmu Miszcza Uwe. Perypetie Postal Dude, głównego bohatera filmu, obejmują bycie wyrzuconym z pracy, zdradę małżeńską, skumanie się z Wujkiem Dave, przywódcą kultu religijnego, próbę przechwycenia transportu zabawek w kształcie penisa oraz walkę z arabskimi terrorystami. Co dzieje się w jakiej kolejności ma znaczenie tak dalece drugorzędne, że ciężko mi poukładać to w streszczenie fabuły. Za to pamiętam swój wielki opad szczęki podczas projekcji i zastanawianie się, jak daleko Niemiec jest w stanie się posunąć. Bardzo daleko…
W pierwszej scenie na przykład widzimy dwójkę muzułmańskich terrorystów, którzy porwali Boeniga 767 American Airlines. Za chwilę mają dokonać wielkiego czynu i zabrać ze sobą do grobu tysiące niewiernych. Ale kiedy przychodzi do omawiania wizji życia po śmierci, okazuje się, że nie są pewni ile dziewic czeka na nich w niebiesiech. Krótki telefon do Osamy, który jest im stanie zaoferować jedynie 20 dziewcząt i to do podziału, rozczarowuje ich tak bardzo, że postanawiają zawrócić, polecieć na Bahamy (albo Haiti, wybaczcie krótką pamięć). Już mają zawracać, kiedy do kabiny pilotów dostają się pasażerowie, w wyniku czego wybucha walka, terroryści tracą panowanie nad samolotem i zupełnie przypadkowo Lot 11 kończy się w jednej z wież WTC. Mocne, prawda? Dalej jest w podobnym tonie – żarty z niepełnosprawnych, Żydów, chrześcijan, muzułmanów, nazistów, obozów koncentracyjnych, otyłych, kobiet, zabijania dzieci, co tylko można wymyślić. Nagromadzenie wszelkiej maści obelg pod każdym możliwym adresem sprawia, że taki "South Park" zdaje się bajką dla grzecznych dzieci. Bo Boll nie moralizuje, nie stara się przemycić jakichś dydaktycznych gadek pod płaszczykiem anarchicznego humoru. Nie, on wali po łbie każdego i po równo (choć sam reżyser zdaje się mieć ambicję bycia społecznie zaangażowanym, ale nie przywiązywałbym do tego zbytniej wagi).
Oczywiście nie jest obrazoburcą i twórcą kontrowersyjnym wielkiej klasy. Żeby przypadkiem nikt nie pomyślał, że oto objawił się nowy Pasolini czy Bunuel. Humor w "Postal" to przede wszystkim jego klozetowe wydanie (zresztą widoku defekującego Wujka Dave’a nam reżyser nie oszczędza, uzupełniając to dźwiękami głośnego puszczania wiatrów). Skojarzenia z "Jackass", "Scary Movie", "Dumb & Dumber" czy wspomnianym już "South Park", a także, a może przede wszystkim z Tromą, nasuwają się same. Choć można zgadzać się z Bollem w diagnozowaniu bolączek współczesności, to nawet celne kopniaki pod adresem wszelkiej maści fundamentalistów, ogłupiałych konsumentów popkultury, religijnego zakłamania, niestety toną w zalewie żartów o pierdzeniu lub podobnych, na takim samym poziomie.
Film jest zrealizowany bardzo sprawnie – akcja mknie od jednego pomysłu do drugiego, od jednej nieprawdopodobnej sceny do kolejnej. Niemiec okazuje się kompetentnym reżyserem! Szkoda tylko, że "Postal" odwołuje się do zbyt często do najniższych instynktów i śmiech towarzyszący projekcji przemienia się ordynarny rechot. Ale uczciwie trzeba zauważyć, że czasem taki seans może być oczyszczający. Bo oto pojawił się ktoś, kto nie trzęsie portkami ze strachu, w obawie przed reakcją środowisk islamskich. Bo nie oszukujmy się, żarty z grubasów, kalek czy nawet Żydów to głównie sprawa dobrego smaku i nie wymaga zbytniej odwagi. Ale żeby pokazać w tak negatywnym świetle Arabów, trzeba mieć naprawdę wielkie cojones… I chwała Bollowi za to!
Gdyby oceniać ten obraz w kategoriach normalnych pewnie nie zostawiłbym na nim suchej nitki. Prymitywny humor i rachityczna fabuła to koktajl, który niespecjalnie lubię. Ale są tacy, którym na pewno przypadnie do gustu. Zresztą, muszę przyznać, że rżałem ze śmiechu razem z całą salą podczas projekcji "Postal". Tylko potem czuję się nieswojo, że trafia do mnie taki humor, ale trafia, bawi – taka mała grzeszna przyjemność;-). Jaka więc końcowa ocena? Mam mieszane uczucia, z jednej strony to film z gatunku, jaki omijam szerokim łukiem, z drugiej strony łamanie wszelkich możliwych granic zaimponowało mi. Nie jestem w stanie obiektywnie podejść do sprawy. Stawiam taką ocenę wysoką, a jeśli się ktoś nie zgadza, uważa, że Boll to najgorszy reżyser świata… Cóż, polecam seans, a potem można polemizować do woli. Tylko trzeba mieć w pamięci, że Niemiec naprawdę się postarał, żeby obrazić kogo tylko się dało. Na pewno nie jest to film dla każdego.
Na "Postal" się jednak nie skończyło… Żeby zamknąć mordy krytykom, Boll postanowił również nakręcić dobry film. I… Udało mu się!!! Ale "Seed", o którym mowa, to temat na zupełnie odrębną recenzję…