Recenzja horroru

Patrick Still Lives
Tytuł oryginalny:
Patrick Vive Ancora
Reżyseria:
Mario Landi
Scenariusz:
Piero Regnoli
Obsada:
Sascha Pitoeff, Gianni Dei, Mariangela Giordano, Anna Veneziano
Kraj:
Włochy
Rok produkcji:
1980
Czas trwania:
91 minut






Mario Landi, świeżo po stworzeniu szokującego giallo "Giallo a Venezia" postanowił pójść za ciosem i nakręcił kolejny epatujący erotyzmem i okrucieństwem horror pod wdzięcznym tytułem "Patrick Still Lives". Film ten stanowi włoską imitacje niezłego australijskiego thrillera "Patrick" (1978) w reżyserii Richarda Franklina.
Patrick jest młodym mężczyzną znajdującym się w stanie śpiączki będącej następstwem pewnego tragicznego w skutkach incydentu. Choć znajduje się pod stałym nadzorem lekarskim, to jednak jego sytuacja się nie zmienia. Jego ojciec zaprasza 5 pozornie przypadkowych osób (trzech mężczyzn plus dwie kobiety) do swojej willi. Przybysze, nie znając celu swoich odwiedzin, urozmaicają sobie czas seksem i kłótniami. W tym czasie Patrick zaczyna ujawniać swoje zdolności telekinetyczne. Nie wróży to niczego dobrego, bowiem zgromadzeni w rezydencji goście zaczynają ginąć w makabryczny sposób.
"Patrick Still Lives" jest typowym przykładem kina eksploatacji prosto ze słonecznej Italii. Fabuła stanowi tutaj jedynie pretekst do pokazania licznych scen nagości i erotyzmu. Wszystkie panie tutaj występujące nader ochoczo pozbywają się swoich ubrań i pokazują każdą część swojego ciała. Jest więc co oglądać, tym bardziej, ze każda z występujących w tym filmie aktorek szczyci się wspaniałym włoskim powabem. Reżyser Mario Landi nie zapomina również o spragnionych krwi fanach horroru i serwuje nam pokaźną ilość scen krwawych i okrutnych. Szczególnie jedna scena totalnie mnie zniszczyła - chodzi tutaj o głośną sekwencje, gdy wielki metalowy pogrzebacz kierowany siłą woli Patricka wolno przebija krocze Mariangeli Giordano, po to, aby wyjść przez jej usta. Naprawdę rozdziawiłem japę w tym momencie, widząc te fontanny buchającej krwi, a na myśl przyszła mi końcowa scena krwawego wytrysku z "Nekromantika" Buttgereita. Ohyda! Film zawiera również inne sceny krwawej rzezi, ale w paru momentach nawet się przestraszyłem.
Reasumując, "Patrick Still Lives" jest kawałkiem taniego, podniecającego, sadystycznego i cudownie obrzydliwego kina i tego właśnie oczekiwałem od twórcy niesławnego "Giallo a Venezia". Nie zawiodłem się wcale i choć wielu z was pewnie uzna kino eksploatacji za kompletnie bezwartościowe to mam to gdzieś. Włoskie kino grozy nie jest dla każdego i tak powinno pozostać.