Recenzja horroru

Ouija Board
Tytuł oryginalny:
Bunshinsaba
Reżyseria:
Byeong-ki Ahn
Scenariusz:
Byeong-ki Ahn
Obsada:
Gyu-ri Kim, Se-eun Lee, Yu-ri Lee, Seong-min Choi
Kraj:
Korea Południowa
Rok produkcji:
2004
Czas trwania:
92 minuty






Horror południowokoreański zacząłem darzyć wielką estymą od czasu obejrzenia "A Tale of Two Sisters", "Tell Me Something" oraz "Into the Mirror". W pewnym momencie mojej niekończącej się eksploracji gatunku stwierdziłem nawet, że Koreańczycy dawno już prześcignęli jakościowo Japończyków, jeśli chodzi o kręcenie nastrojowych filmów grozy. Tym bardziej przykre jest to, iż najnowszy horror Byeong-ki Ahna "Bunshinsaba" okazał się dla mnie sporym rozczarowaniem. Od twórcy całkiem znośnego "Gawi" oraz świetnego "Phone" oczekiwałem czegoś więcej, aniżeli powielania sprawdzonych wcześniej schematów. Niestety "Ouija Board" stanowi zaledwie przyzwoity zlepek idei znanych z "Ringu", serii "Whispering Corridors", "Into the Mirror" oraz "Dead Friend". Wyglada mi na to, że scenarzysta poszedł na łatwiznę i większość pomysłów skopiował z wyżej wymienionych produkcji niewiele dając od siebie.
Yoo Jin uczy się w szkole położonej w miasteczku, w którym zamieszkują jej rodzice. Dziewczynkę prześladuje grupka uczennic z klasy zamieniając jej życie w piekło. Yoo Jin postanawia się zrewanżować na czwórce najbardziej dokuczliwych dziewcząt. W tym celu rzuca na nie klątwę przy użyciu jak zawsze niezawodnej tabliczki ouija. Przekleństwo powoduje, iż każda z wymienionej czwórki umiera w męczarniach paląc się żywcem. Na pozostałe uczennice i rezydentów mieściny pada blady strach, gdy wkrótce okaże się, że Yoo Jin przywołała zjawy matki oraz córki, spalone żywcem przez mieszkanców miasteczka 30 lat wcześniej. Czyżby duchy powróciły zza grobu aby dokonać zemsty na sprawcach koszmarnej zbrodni?
Jeszcze jeden koreański horror, którego akcja rozgrywa się w dziewczęcej szkole, w której zaczynają ginąć młodziutkie uczennice w mundurkach. Widzieliśmy to już wcześniej, między innymi w trzycześciowej serii "Whispering Corridors". Troszkę irytuje nagminne stosowanie ogranych chwytów przez reżysera/scenarzystę (uczennica ze zdolnościami parapsychicznymi, zjawa dziewczynki z twarzą przesłoniętą długimi czarnymi włosami ala "Ringu", klika szkolnych tępicielek czy wreszcie oficjele skrywający mroczny sekret), aczkolwiek niezaprzeczalnym plusem filmu jest to, że oferuje kilka zaskakujących rozwiązań skupiając się mocno na fabule. Dla przykładu obecne w "Bunshinsaba" duchy nie straszą swych ofiar na smierć, tak jak było w niezliczonych azjatyckich produkcjach z serią "Ju-on" na czele, ale uporczywie wpatrują się w nie dotąd, aż zahipnotyzowana ich spojrzeniem uczennica włoży sobie na główkę folię i ją podpali. Brzmi to poniekąd nonsensownie, ale wygląda naprawdę intrygująco.
Kolejnym atutem filmu jest Se-eun Lee w roli Yoo Jin. Dość powiedzieć, że nie mogłem oderwać wzroku od jej ekspresyjnych oczu i cudownej twarzy. Na wzmiankę zasługuje jeszcze jedna azjatycka piekność, Gyu-ri Kim odtwarzająca postać nowej nauczycielki, którą możemy również podziwiać w "Gawi" oraz w pierwszej cześci "Whispering Corridors". Film jest starannie zrealizowany i wygląda imponująco pod względem wizualnym, ale tego akurat należy oczekiwać od reprezentantów nowej fali klimatycznego azjatyckiego horroru. Dodać jeszcze należy, że kilka momentów potrafi zmrozić krew w żyłach, w szczególności chodzi mi tutaj o przerażającą sekwencję rozgrywające się w mroku nocy na pustej drodze. I nawet jeśli owa krótka scena została zainspirowana wieloma azjatyckimi horrorami, w których długowłose zjawy wyczołgują się z różnorakich przedmiotów (np: Sadako wypełzająca z odbiornika telewizyjnego w "Ringu" Hideo Nakaty), to jednak straszy doprawdy znakomicie.
Konkludując, nową produkcję Byeong-ki Ahna ogląda się nadzwyczaj dobrze, jeśli tylko zignorujemy liczne zapożyczenia. Ów brak innowacyjności to zasadnicza wada filmu. Końcowy wniosek, który mi się nasuwa jest jeden: zaczynam dostrzegać pierwsze symptomy zmęczenia materiału, jeśli chodzi o nową falę azjatyckiego nastrojowego horroru. Zarówno japońskie, koreańskie jak i tajlandzkie produkcje powoli zaczynają zjadać swój własny ogon powtarzając ad nauseam pewne rozwiązania fabularne. Mam nadzieję, że pojawią się wkrótce świeże pomysły i powstaną wreszcie horrory na miarę "A Tale of Two Sisters" czy "Kairo". Pomimo moich narzekań, warto "Bunshinsaba" przynajmniej raz obejrzeć, bo jest to całkiem przyzwoity, acz mocno sztampowy horror.