Recenzja horroru

Horror Ogroff

Ogroff

Tytuł oryginalny:

Mad Mutilator

Reżyseria:

Norbert Georges Mountier

Scenariusz:

Norbert Georges Mountier

Obsada:

Norbert Georges Mountier, Howard Vernon, Robert Alaux, Francoise Deniel, Pierre Pattin

Kraj:

Francja

Rok produkcji:

1983

Czas trwania:

92 minuty

Horror Mad Mutilator - zdjęcie 1Horror Mad Mutilator - zdjęcie 2Horror Mad Mutilator - zdjęcie 3Horror Mad Mutilator - zdjęcie 4Horror Mad Mutilator - zdjęcie 5

Nazwano go Ogroff. Okrutny morderca i kanibal w skόrzanej brązowej masce, ktόry onanizuje się trzonkiem ukochanej siekiery. Szerzy terror we francuskiej leśnej dziczy mordując i ćwiartując na kawałki przypadkowe ofiary. Zamieszkuje w drewnianej szopie otoczony narzędziami mordu i ochłapami ludzkich ciał. Ogroff to samodzielna kreacja Norberta Georgesa Mountiera ("Trepanator"), wydawcy paryskiego horror zina i właściciela wypożyczalni kaset video, zagorzałego fana horroru i makabry. Zainspirowany "Halloween", "The Burning", "Friday the 13th Part 2", "Burial Ground" i, rzecz jasna, "The Texas Chainsaw Massacre" N.G Mount nakręcił w 1983 roku bajecznie tanie i tandetne obrzydliwstwo o oszalałym kanibalu Ogroffie, europejską odpowiedź na skrajnie niskobudżowe jatki Nathana Schniffa ("Weasels Rip My Flesh", "Long Island Cannibal Massacre", "They Don’t Cut the Grass Anymore").

Ogroff to istna maszyna do zabijania, ktόra tnie, torturuje, morduje, ćwiartuje, okalecza i pożera ludzkie mięso. Ogroff nie mόwi, on wydaje z siebie dźwięki: ryczy, pluje, wyje, toczy ślinę z ust. Swojego psa karmi co smakowitszymi fragmentami ludzkich ciał. A w piwnicznej dziurze w ziemi trzyma grupę krwiożerczych zombies. Już w ciągu pierwszych kilku minut czasu trwania dochodzi do rzezi. Auto zatrzymuje się na leśnej drodze. Tatuś idzie za potrzebą, mamusia wyhodzi na papierosa, a tak na oko ośmioletni chłopczyk udaje się z pieskiem do lasu. Spacer kończy się dla dzieciaka tragicznie, bo zostaje zarżnięty siekierą przez zamaskowanego kanibala. Ogroff ucina tatusiowi głowę i chwyta uciekającą w jego kierunku (?) mamusię, ta wyrywa mu się na moment, zostaje schwytana przy szopie Ogroffa, przywiązana do krzyża z trzema trupimi czaszkami, po czym morderca na jej oczach kroi zwłoki jej synka na pniu, zjada je kawałek po kawałku, wreszcie ucina mamusi język i karmi nim psa. Młoda kobieta natrafia na opuszczony samochόd pechowej rodziny. Włόczy się po lesie aż w końcu natyka się na martwego mężczyznę zwisającego z drzewa. Toż to zombie, należy zatem czym prędzej uciąć mu łeb! Dwόjka mężczyzn gra w lesie w szachy (??). Nadchodzi Ogroff. Siekiera w twarz jednego. Ucięcie nogi drugiemu. Następna w kolejce jest rozhisteryzowana kobieta, ktόra chowa się w samochodzie. Morderca zabija ją i przy okazji kompletnie dezeluje auto wielkim młotem. Potem powraca do ukrzyżowanej mamusi i ucina jej ramię siekierą. Spycha samochόd kobiety ze zbocza do rzeki – widzimy, jak piękny resorak wpada do zlewu. Kolejna kobieta parkuje na poboczu i otwiera bagażnik swojego auta. Pojawia się Ogroff i znowu z wprawą używa siekiery. Bryzga krew, ktόrą kanibal zlizuje z ostrza. Nasz bohater nie prόżnuje: wdaje się w pojedynek z przypadkowym drwalem. Siekiera przeciwko pile mechanicznej. Obstawiam na Ogroffa. Racja... Ogroff odbiera przegranemu piłę, ucina mu nogi i wyjmuję pukiel wnętrzności na wierzch. Czas na porwanie młodej niewiasty – tej, co unicestwiła żywego trupa! No bo ona wygląda tak jak matka Ogroffa ze zdjęcia w szopie! Dziewczyna wprowadza się do jego gniazdka, sprząta walające się na podwόrzu części ciała, a potem kochankowie uprawiają miłość (??!)... i wtedy pojawia się horda żywych trupόw a la "Burial Ground". Ogroff chwyta za siekierę, wsiada na motocykl i walczy z umarlakami, tnie trupy na kawałki. W finale pojawia się zagrany przez Howarda Vernona ksiądz, ktόry okazuje się wampirem... Ostatnie 20 minut doprawdy wprawia w osłupienie.

Dziwaczny i zerobudżetowy slasher Mountiera powinien przypaść do gustu wielbicielom "Don’t Go in the Woods" (1981) Jamesa Bryana. Przypadkowe ofiary robiące przypadkowe rzeczy w lesie i przypadkiem natrafiające na zdziczałego kanibala. Z tym, że "Ogroff" jest jeszcze bardziej amatorski: dźwięk rwie się, często w ogόle go nie słychać, montaż bywa toporny (film montowano chyba siekierą Ogroffa!), muzykę będącą konglomeratem minimalistycznej elektroniki i jakiegoś dronowego noisu co chwila przerywa źle wmontowany dialog (jest ich w filmie pięć czy coś koło tego!), strzał z pistoletu, krzyk czy kojący świergot ptaka. Wszytko obficie zbryzgane niemrawym gore, kiepsko wykonanym, niekiedy wręcz żenująco prymitywnym, ale nadal pozostawiającym po sobie niesmak. Struktura fabularna filmu (tak jak w przypadku "Morbus" czy francuskiego "Devil Story") niemal nie istnieje, "Ogroff" to po prostu jeden wielki obrzydliwy zlepek klisz z innych filmόw grozy! Scenariusz (jeśli takowy był) Mountier pewnie pisał w notatniku w trakcie pracy w wypożyczalni i oglądania horrorόw. Nie miałem jeszcze okazji zobaczyć jego horroru z 1992 roku "Trepanator" ("Re-Animator", anyone?), lecz w przyszłości to nadrobię, bo tak trzeba.

Fani trylogii "Violent Shit", "Don’t Go in the Woods", "Gore Met: Zombie Chef from Hell", "My Lovely Burnt Brother and His Squashed Brain" i krwawego kiczu Nathana Schniffa łączcie się. "Ogroff" jest niespodzianką dla was.

Ocena: 2+/6

Autor: Embalmer