Recenzja horroru

Night of the Bloody Apes
Tytuł oryginalny:
La Horripilante bestia humana
Reżyseria:
René Cardona
Scenariusz:
René Cardona, René Cardona Jr.
Obsada:
Armando Silvestre, Norma Lazareno, José Elías Moreno, Carlos López Moctezuma
Kraj:
Meksyk
Rok produkcji:
1969
Czas trwania:
83 minuty






Gdyby wymienić nazwiska najbardziej zasłużonych reżyserów meksykańskiego kina horroru na liście z pewnością znalazło by się jedno: Cardona. I mowa tu oczywiście o Rene Cardona’ie, a nie jego potomku (syn, Rene Cardona jr., również próbował swych sił w horrorze, bez powodzenia), który należy do najbardziej płodnych meksykańskich twórców gatunku. Cardona w swojej długoletniej karierze nakręcił ok. 20 horrorów, z czego największą sławę przyniosły mu opowieści o Santo ("Santo and Dracula's Treasure", 1969 czy "Santo vs. the Riders of Terror", 1970) oraz "Night of the Bloody Apes". Ten trzeci tytuł zapewne podzieliłby los wielu innych, zapomnianych filmów Cardony, gdyby nie jeden zasadniczy fakt: swego czasu znalazł się na osławionej liście Video Nasties, a to oznacza, że siłą rzeczy na trwale zapisał się w historii gatunku.
Dr. Krallman, na co dzień szanowany lekarz, po pracy przeprowadza eksperymenty mające na celu znalezienie leku na białaczkę, na którą choruje jego syn. Ponieważ stara się za wszelką cenę uratować życie chłopaka podejmuje się niebezpiecznego przedsięwzięcia: postanawia przeszczepić mu serce goryla. Operacja kończy się sukcesem, jednak pojawiają się efekty uboczne. W chłopaku zaczyna rodzić się bestia…
I to nie byle jaka! Pół-goryl, pół-człowiek, jak o nim mówią lekarze w filmie, choć jest to określenie raczej nietrafne, bo proporcje nie są równe: młody chłopak ma prawie całe ciało człowieka, za wyjątkiem gorylej głowy. Ma ona być odbiciem jego zwierzęcej duszy i potęgować grozę. Ale skąpa charakteryzacja zdobiąca twarz aktora, jak łatwo się domyślić, nie nadaje mu przerażającego wyglądu, bardziej komiczny, bo w efekcie kojarzy się z bohaterem "I was a Teenage Frankenstein" (ten nagi tors plus zdeformowana twarz!). Oczywiście bestia ma olbrzymi apetyt na to, aby zadawać ból i uśmiercać wszystkich wokoło. A skoro tak, to krew będzie się lała często i gęsto, bo trzeba przyznać, że Cardona dał zgorylowaciałemu Krallmanowi pofolgować! Co chwila jesteśmy świadkami jak urzeczywistnia on swoje mordercze zapędy, a trzeba przyznać, że jest on w swoich zwierzęcych zachowaniach naprawdę brutalny – a to rozerwie komuś szyję, a to wydłubie oko albo urwie głowę. Naturalnie bestia, kierując się swoimi zwierzęcymi instynktami, ma również chrapkę na seksualne uciechy. Dlatego też nie tylko morduje, ale również stara się wykorzystać napotkane kobiety. Efektem tego, co jakiś czas na ekranie pojawiają się roznegliżowane panie, najczęściej brutalnie traktowane przez człowieka z gorylą głową. Zresztą najlepsza scena filmu, to właśnie ta, w której bestia dopada swoją pierwszą ofiarę i ma ochotę zaspokoić ją seksualnie, ale kiedy ta się broni, w okrutny sposób morduje ją w jej własnym łóżku.
Ale to nie z powodu pełnych przemocy, krwawych i rozpustnych wyczynów bestii film Cardony zaszczycił listę Video Nasties, o której wspomniałem we wstępie. Cenzorom nie spodobało się, że do fabularnej całości zdecydowano się włączyć prawdziwe fragmenty operacji chirurgicznych serca. Meksykanin nie bał się pokazać najbardziej drastycznych szczegółów zabiegów i trzeba przyznać, że o ile same efekty specjalne nikogo nie wzruszą, to te fragmenty z pewnością wywołają pożądany przez reżysera efekt. Z uwagi na ten materiał film był przez wiele lat zakazany m.in. w Wielkiej Brytanii, jednak od 2002 roku jest już dostępny w pełnej wersji.
Jeśli ktoś po przeczytaniu drugiego akapitu zaciera ręce oczekując solidnej, krwawej uczty zmuszony jestem sprowadzić go na ziemię. Efekty specjalne, co pewnie nikogo nie zaskoczy, są bardzo marne, Cardona nawet nie stara się specjalnie tego ukrywać. Odcięta głowa czy wydłubane oko wyglądają przerażająco sztucznie, tak więc miłośnicy dobrego gore z pewnością poczują lekki zawód. Cardona nie przejmował się też takimi drobiazgami jak np. oświetlenie, gra aktorska, montaż czy dialogi. Wszystko to ma dla niego drugorzędne znaczenie, o czym niech świadczy chociażby następująca scena: bestia dopada kobietę, która wierzgając nogami przesuwa element dekoracji - sztuczną trawę - i odsłania kawałek podłogi. Chwilę później człowiek-goryl zrywa z niej całkowicie ubranie, ale już kilka sekund później kobieta w niemalże nietkniętym odzieniu wpada do sklepu i prosi o pomoc. Wyjąwszy niechlujstwo, mamy też w "Night…" kilka scen najzwyczajniej w świecie nudnych: pojedynki wrestling’owe (tak jakby Cardona nie do końca mógł się wyzbyć swoich zamiłowań), czy przydługie debaty w szpitalu. Mimo tego "Night of the Bloody Apes" ogląda się zadziwiająco dobrze i każdy zwolennik eksploatacji powinien być z seansu usatysfakcjonowany.
Na koniec jeszcze jedna uwaga, dla tych którzy się zastanawiają skąd się wziął tytuł "Night…" ("Noc krwawych małp"), skoro w filmie występuje tylko jeden człowiek-goryl. Otóż, sam się właśnie zastanawiam…
Swoją drogą jeśli macie ochotę na film z morderczą małpą (szympansem, jeśli mam być dokładny) w roli głównej polecam dość niesłusznie zapomniany obecnie "Link" Richard’a Franklin’a.