Recenzja horroru

Night of Death
Tytuł oryginalny:
La Nuit de la Mort
Reżyseria:
Raphael Delpard
Scenariusz:
Raphael Delpard, Richard Joffo
Obsada:
Isabelle Goguey, Charlotte de Turckheim, Betty Beckers, Michel Debrane, Ernest Menzer
Kraj:
Francja
Rok produkcji:
1980
Czas trwania:
94 minuty






Kiedy mówię o francuskim horrorze lat 70-tych i 80-tych na usta ciśnie mi się przede wszystkim jedno imię i nazwisko: Jean Rollin oraz jego lesbijskie wampirzyce skąpane w mglistych oparach onirycznego koszmaru. Któż z nas nie pamięta pochodu czwórki skąpo odzianych dziewcząt paradujących z gracją przez spowity mrokiem cmentarz w "Lips of Blood", urodnej gwiazdki porno Brigitte Lahaie dzierżącej kosę w "Fascination" czy smutnego klauna zagubionego wśród posępnych alejek francuskiej nekropolii w "The Rose of Iron". Warto wspomnieć jeszcze o bluźnierczym "Don’t Deliver Us from Evil" (1971), sadomasochistycznym "Midi Minuit" (1970), komiczno-absurdalnym "The Sadist Has Red Teeth" (1971, to w tym filmie krwiopijca kupuje kły w sklepie!), utrzymanym w erotyczno-surrealistycznym stylu "Succesive Slidings of Pleasure" (1974) Alaina Robbe Grilleta, erotycznym horrorze sci-fi "Porno Zombies" (1977) oraz o skandalizującej "Bestii" (1975) Waleriana Borowczyka. W latach 80-tych francuscy filmowcy sporadycznie sięgali po kino grozy. W 1983 roku właściciel wypożyczalni kaset video i wydawca paryskiego horror zina Norbert Georges Mountier zrealizował "Mad Mutilator" – amatorski slasher o zdziczałym odludku Ogroffie żyjącym w leśnej szopie i mordującym każdego, kto stanie na jego drodze. Mountier poszedł za ciosem i w 1992 roku nakręcił kolejny taniutki horror "Trepanator". Zafascynował mnie "Tracking" Pierre B. Reinharda z 1981, który Pete Tombs z Mondo Macabro określił mianem ‘chorego’. No bo co innego można powiedzieć o filmie, w którym... uwaga... czwórkę nastoletnich femmes prześladuje duch amerykańskiego żołnierza chcący je zgwałcić. Ja tylko od lat pytam: skąd wyciągnąć ten zdeprawowany eksploit? Reżyser wielu pornoli Reinhard znany jest bardziej z kiczowatego zombie horroru "The Revenge of the Living Dead Girls" (1987), gdzie francuskie dziewoje zamieniają się ożywione trupy na skutek wypicia zanieczyszczonego chemikaliami mleka. O dziwacznym hołdzie Michela Ricauda dla teatru makabry (Grand Guignol) "Sexandroide" (1987) przeczytacie moją recenzję. Z 1985 roku pochodzi bezsensowny "Devil Story" Bernarda Launoisa, po który w przyszłości postaram się sięgnąć, a z 1983 "Demon of the Island" Francisa Leroi. I tym samym dochodzimy do "Night of Death" (1980) Raphaela Delparda... Kanibalizm na francuskiej prowincji – czyż nie powinno się go zasmakować wraz z wytrawnym czerwonym winem z okolic Bordeaux?
Do położonego z dala od ludzkich sadyb domu starców przybywa nowa pielęgniarka, Martine (Isabelle Gougey). Miejsce to jest zaiste dziwaczne! Ekscentryczni pensjonariusze są 'wegetarianami', szefowa placówki Helene co rusz gra na pianinie tę samą niepokojącą melodię i... z hospicjum znikają bez śladu pracownicy. Ten tajemniczy los spotyka Nicole (Charlotte de Turckheim), pielęgniarkę, z którą Martine zdążyła się zapoznać. Okazuje się, że dziewczyna wbrew twierdzeniom Helene nie opuściła sekretnych komnat Deadlock House: padła natomiast ofiarą grupki podeszłych wiekiem francuskich kanibali, a jej nagie, wypatroszone z wnętrzności zwłoki ukryto gdzieś w budynku. Czy filigranowe ciało Martine także stanie się pokarmem dla hordy kanibalistycznych emerytów?
Po obejrzeniu "La Nuit de la Mort" zaświtało mi w głowie nieodparte skojarzenie z "Don’t Look in the Basement" (1973) S.F Brownrigga: nowa pielęgniarka w miejscu skrywającym straszliwy sekret, pośród zdziwaczałych pensjonariuszy. Za horrorem Delgarda przemawia faktycznie przyprawiająca o dreszcze ścieżka dźwiękowa Laurenta Petitgirarda, dwie makabryczne sceny wyciągania trzewi i kanibalizmu oraz histeryczne, niekiedy wręcz przejaskrawione aktorstwo starszej obsady. Obłędnym procesjom podstarzałych ludożerców towarzyszy schizofreniczna, przypominająca złowieszczy lament piosenka jeszcze bardziej potęgująca duszny nastrój grozy. Gwałtowny finał filmu autentycznie zaskakuje i zasklepia się w pamięci. Jednocześnie zdaję sobie w pełni sprawę z tego, że "Night of Death" ze względu na powolne tempo akcji i okraszenie fabuły elementami czarnego humoru nie każdemu przypadnie do gustu, ale to nie mój problem. W 1984 roku Raphael Delpard powrócił do gatunku horrorem "Clash" – mglistym, irracjonalnym zaproszeniem w głąb sennego koszmaru, w którym pewną dziewczynę (Catherine Alric) prześladuje tajemniczy mężczyzna (Pierre Clementi), być może będący owocem jej strapionej wyobraźni...