Recenzja horroru

Horror Never Pick Up a Stranger

Never Pick Up a Stranger

Tytuł oryginalny:

Bloodrage

Reżyseria:

Joseph Zito

Scenariusz:

Robert Jahn

Obsada:

James Johnson, Judith-Marie Bergan, Jerry McGee, Ian Scott, Patrick Hines, Lawrence Tierney

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1979

Czas trwania:

77 minut

Horror Bloodrage - zdjęcie 1Horror Bloodrage - zdjęcie 2Horror Bloodrage - zdjęcie 3Horror Bloodrage - zdjęcie 4Horror Bloodrage - zdjęcie 5

Nastoletni Richard (Ian Scott) nienawidzi kobiet. W wyniku sprzeczki o pieniądze morduje małomiasteczkową prostytutkę Beverly (Judith-Marie Bergan) wpychając ją na okno. Szyba przecina dziwce gardło. Chłopak pozbywa się jej zwłok, po czym ucieka do Nowego Jorku, aby tam rozpocząć nowe życie. Na miejscu udaje mu się wynająć brudny pokój hotelowy i znaleźć pracę w fabryce piwa. Zaprzyjaźnia się z wiecznie zalaną sąsiadką żydowskiego pochodzenia, Candice (Rita Ebenhart) i zaczyna krążyć po obskurnych barach w poszukiwaniu prostytutek. Na jego trop wpada John Ryan (James Johnson), gliniarz będący w zażyłym związku z zamordowaną Beverly. Policjant kontaktuje się z detektywem Tomem Malone (Lawrence Tierney), który zna miejscowe środowisko przestępcze od podszewki. W międzyczasie Richard włóczy się zaplutymi ulicami Nowego Jorku, dusi kobiety i bawi się w podglądacza...

Ha! Jeszcze jeden film o morderczym świrze nienawidzącym kobiet. Lecz w tym akurat przypadku stoi za nim Joseph Zito, późniejszy reżyser wyjątkowo krwawych slasherów "The Prowler" (1981) i "Friday the 13th 4: The Final Chapter" (1984), nad którymi pracował wspólnie z mistrzem charakteryzacji Tomem Savini. Zatem nie może być źle... Niestety "Bloodrage" nie do końca przekonuje jako próba dostania się w głąb udręczonej psychiki seryjnego mordercy. Akcja rwie się zmierzając monotonnie ku gwałtownej, inspirowanej "Życzeniem śmierci" Michaela Winnera, konkluzji. W filmie z łatwością można dostrzec liczne źródła inspiracji: urbanistyczny brud skorumpowanej do cna metropolii i wewnętrzne monologi Richarda kojarzą się nieodparcie z "Taksówkarzem" Martina Scorsese, ścieranie śladów krwi przez zabójcę na krótko po morderstwie Beverly oraz podglądanie przez niego mieszkańców sąsiedniego bloku to z kolei ukłony w kierunku "Psychozy" i "Okna na podwórze" Hitchcocka. W dodatku ścieżka dźwiękowa Michaela Karpa zdaje się naśladować muzykę Bernarda Hermanna (po raz kolejny jawi się nam "Psychoza"). Sęk w tym, że wspomniane odniesienia zostały przez reżysera niezdarnie sklejone w całość. Dowodzi tego np. samowolny finał, zapewne wymuszony przez producentów na skutek braku pieniędzy oraz repetytywne, niewiele wnoszące do fabuły sekwencje wojeryzmu.

Za wielki atut "Bloodrage" na pewno należy uznać wzorcowo wykreowaną atmosferę miastowego zepsucia. Akcja filmu zahacza o cuchnące uryną nowojorskie alejki, zgniłe pokoje o odrapanych ścianach, podłe speluny z ‘kowbojskim’ striptizem i ziejące ciemnością klatki schodowe. Sceny morderstw prostytutek są brutalne, wyrachowane i zimne (podtapianie w wannie, duszenie telefonicznym kablem). Wpadając w furię zabijania Richie nie oszczędza nawet domowych zwierząt (przetrącenie karku sympatycznemu psiakowi sąsiadki i wyrzucenie jego ścierwa przez okno). Zagrany przez Iana Scotta Richard to atypowy psychopata: zamknięty w sobie, nieśmiały, introwertyczny młodzieniec, który zabija odwiedzane dziwki rozczarowany ich niemoralnym postępowaniem. Spora dawka śmiałej damskiej golizny oraz mizoginistyczna przemoc wprowadza debiutancki horror Josepha Zito na zachwaszczone tory czystego kina eksploatacji.

"Bloodrage" oddycha moralną zgnilizną i pławi się w gorejącym ogniu urbanistycznego piekła. Czyni to jednak w pozbawiony werwy, średnio interesujący, wyprany z większych emocji sposób. Niemniej wielbiciele "Don’t Go in the House", "Don’t Answer the Phone", "Maniac", " Hitch Hike to Hell" czy "The New York Ripper" raczej powinni być usatysfakcjonowani.

Ocena: 4-/6

Autor: Embalmer