Recenzja horroru

My Sweet Satan
Tytuł oryginalny:
My Sweet Satan
Reżyseria:
Jim Van Bebber
Scenariusz:
Jim Van Bebber
Obsada:
Jim Van Bebber, Terek Puckett, Mike Moore, Alydra Kelly
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1994
Czas trwania:
19 minut






Ten skromny krótkometrażowy horror w reżyserii Jima Van Bebbera jest oparty na autentycznej historii Ricky'ego Kasso, młodego narkomana zafascynowanego satanizmem, który w 1984 roku bestialsko zamordował swojego kolegę w czasie trwającej w lesie narkotycznej orgii. Kasso został szybko schwytany przez gliniarzy i osadzony w więzieniu, gdzie powiesił się. Zafascynowany jego historią Van Bebber postanowił nakręcić króciutki film o kulisach tej zbrodni, w minimalnym stopniu zmieniając fakty.
Ricky Kasslin jest wykolejonym ćpunem i satanistą. Godzinami słucha metalu, pali zielsko, wdycha hel oraz bierze LSD i rozmaite kwasy. Kiedy jeden z jego kumpli kradnie mu pieniądze, Ricky postanawia nie puścić tego płazem. Wraz ze swoim przyjacielem urządzają narkotyczne party w lesie i zapraszają złodziejaszka do wspólnej zabawy, która kończy się torturami i okrutnym rytualnym mordem.
Całkiem ciekawy horror/short stanowiący wizytówkę wczesnej twórczości Jima Van Bebbera. Zwraca uwagę soundtrack do "My Sweet Satan" - ciężka muzyka metalowa bywa stosowana w horrorach raczej rzadko i zazwyczaj z miernym skutkiem. Tutaj jest jednak jak najbardziej na miejscu i kreuje odpowiednio mroczną atmosferę. Van Bebber jest również godny zapamiętania jako wiecznie naćpany Ricky wielbiący swojego mistrza Szatana ponad wszystko.
"My Sweet Satan" nie należy do filmów łatwych w odbiorze, obfituje bowiem w sporo drastycznych scen. Końcowa scena mordu potrafi nieźle zaszokować, bo oprawcy dosłownie masakrują swoją ofiarę. Najpierw Ricky wydłubuje oczy wrzeszczącemu ze strachu chłopakowi dźgając go przy tym wielokrotnie nożem, a potem przyjaciel Ricky'ego dokańcza dzieła miażdżąc martwej już ofierze czaszkę buciorami. Sam widok dwójki morderców stojących nad zwłokami i oblepionych krwią może wzbudzić u wielu fanów horroru niekontrolowane uczucie odrazy.
Mam jednak z tym filmem malutki problem. Chodzi mi tutaj przede wszystkim o samo potraktowanie problematyki wiary w Szatana. Wydaje mi się, że przedstawienie satanizmu jako domeny zagubionych i narkotyzujących się dzieciaków poszukujących sensu w swoim życiu jest zbyt powierzchowne, ale to tylko moja subiektywna opinia. Mimo wszystko, "My Sweet Satan" jest filmikiem udanym, a na twórczość Van Bebbera należy uważać, bo pojawia się nam nowa nadzieja mocnego i brutalnego horroru. Jego najnowsze dzieło "The Manson Family" (2003) już zbiera pochlebne recenzje na wielu festiwalach, a ja sam wyczekuje na ów film z wielką niecierpliwością.