Recenzja horroru

Horror Murder to the Tune of the Seven Black Notes

Murder to the Tune of the Seven Black Notes (Siedem Czarnych Nut)

Tytuł oryginalny:

Sette Note in Nero

Reżyseria:

Lucio Fulci

Scenariusz:

Lucio Fulci, Roberto Gianviti, Dardano Sacchetti

Obsada:

Jennifer O'Neill, Gabriele Ferzetti, Marc Porel, Gianni Garko

Kraj:

Włochy

Rok produkcji:

1977

Czas trwania:

96 minut

Takimi filmami Fulci pokazuje swoje drugie, jakże odmienne od zakodowanego w świadomości większości horror maniaków, oblicze. A jest ono, co może się wydawać niektórym dziwne, a dla pewnych osób stanowić istny szok, inteligentne i bezkrwawe. I oczywiście bardzo dobre.

Jennifer O'Neill ("Scanners") wciela się w postać dojrzałej kobiety, która posiada niebywałe zdolności psychiczne: ma m.in. możliwość widzenia przyszłych zdarzeń. W jednej z takich wizji widzi zamordowaną kobietę zamurowaną w ścianie. Wkrótce odkrywa, że ofiara i postać z jej wizji to nie te same osoby...

Wielka szkoda, że filmy Fulcie'go sprzed "Zombie 2" takie jak "Don't Torture a Duckling" czy właśnie "Siedem Czarnych Nut" są tak mało znane. Co prawda to zupełnie inne kino, ale stanowi tak samo wyśmienitą rozrywkę jak jego późniejsze rzeźnickie dokonania. Fulci pokazuje w nich wyraźnie, że nie był bezmózgowcem i umiał nie tylko zalewać nas flakami czy zastępami zombiaków, ale sklecić naprawdę przyzwoitą historię, nadać jej sensowny kształt oraz dostarczyć naprawdę wielu emocji przy jednoczesnym braku jakiegokolwiek gore. Ci, którzy czepiają się Fulci'ego, że nie potrafił nic innego jak tylko epatować przemocą powinni zobaczyć właśnie ten film. "Siedem Czarnych Nut" bowiem to bardzo satysfakcjonująca i intrygująca opowieść, połączenie parapsychologicznego thrillera oraz motywów charakterystycznych dla nurtu giallo. Historia opowiedziana w filmie, oprócz tego że sama w sobie jest ciekawa to umożliwia jeszcze Fulci'emu prezentację swoich niekwestionowanych umiejętności. Już od samego początku aplikuje nam sporą dawkę suspensu, odjechany klimat, do którego wykorzystuje bardzo ciemne i dobre zdjęcia Sergio Salvati (stałego członka ekpiy Fulci'ego) oraz specyficzny klimat włoskiego kina przypominający filmy chociażby Dario Argento ("Deep Red" w szczególności). Do tego Fulci dorzuca jeszcze kilka sprytnych i zaskakujących zagrywek (zabawa napięciem i muzyką w scenie wchodzenia po schodach), charakterystyczny dla siebie styl reżyserii oraz niesamowitą muzykę Fabrio Frizzi'ego oraz Franco Bioxio. Stworzony przez tego drugiego tytułowy motyw stanowi nie tylko mistrzowsko wkomponowany do filmu element, ale według mnie jest jednym z takich, których nie zapomina się już do końca życia! Warto tez wspomnieć o Jennifer O'Neill. Jej rola na pewno nie jest zagrana na jednej nucie... Wręcz przeciwnie, pokazuje pełen wachlarz emocji, dzięki czemu jej postać stanowi mocny punkt filmu. Wszystko to powoduje, że "Siedem Czarnych Nut" ogląda się bardzo dobrze, mimo że gdzieś w środku akcja ewidentnie traci na dynamice, pojawiają się przydługie dialogi, a urzeczywistniające się sceny z wizji, Fulci przedkłada nam zbyt nachalnie i jednostajnie. Powoduje to pewną denerwującą powtarzalność, z której jednak na szczęście włoski mistrz wychodzi kilkakrotnie obronną ręką. Nie chcę za wiele zdradzać, żeby nie zepsuć przyjemności, jaką z pewnością jest wtopienie się w przypominający sen klimat filmu Fulciego.

Tak więc, mimo kilku ewidentnych niedociągnięć, "Siedem Czarnych Nut" stanowi jedno z najciekawszych dzieł włoskiego mistrza. Szkoda tylko, że ten ulubiony w opinii samego reżysera thriller okazał się wielką klapą we Włoszech, co o mały włos nie odebrało nam Fulci'ego na dobre.

Ocena: 5/6

Autor: Mort