Recenzja horroru

Horror Murder-Set-Pieces

Murder-Set-Pieces (Mord w kawałkach)

Tytuł oryginalny:

Murder-Set-Pieces

Reżyseria:

Nick Palumbo

Scenariusz:

Nick Palumbo

Obsada:

Sven Garrett, Jade Risser, Tony Todd, Cerina Vincent, Gunnar Hansen

Kraj:

USA

Rok produkcji:

2004

Czas trwania:

105 minut

Horror Murder-Set-Pieces - zdjęcie 1Horror Murder-Set-Pieces - zdjęcie 2Horror Murder-Set-Pieces - zdjęcie 3Horror Murder-Set-Pieces - zdjęcie 4Horror Murder-Set-Pieces - zdjęcie 5Horror Murder-Set-Pieces - zdjęcie 6

Jako zagorzały zwolennik wszelkich odmian ekstremalnego horroru czekałem niecierpliwie na "Murder-Set-Pieces" od czasu, gdy na rozmaitych witrynach internetowych pojawiły się pierwsze informacje o jego realizacji. Za efekty specjalne miała odpowiadać ekipa z Toe Tag z Fredem Vogelem. Vogela nie trzeba chyba szerzej przedstawiać, wszak to osobnik odpowiedzialny za popełnienie dwóch maksymalnie ohydnych horrorów w konwencji pseudo-snuff: "August Underground" oraz "August Underground’s Mordum". Filmy te szokowały realistycznymi pokazami tortur, poniżania i degradacji stanowiąc doskonałą pożywkę dla maksymalnie zwichrowanej widowni. Za realizację "Murder-Set-Pieces" wziął się Nick Palumbo, reżyser "Nutbaga", zainspirowanego "Maniakiem" Williama Lustiga horroru o mordercy prostytutek z Las Vegas. W zamierzeniu miało być krwawo i szokująco. I jest, ale poza mnogością naprawdę mocnych scen gore "Murder-Set-Pieces" nie jest w stanie zaoferować widzowi prawie nic.

Twórcy filmu, na krótko przed ukończeniem jego realizacji, zaczęli ostro reklamować swój produkt, aby pchnąć go na rynek. Oficjalna strona "MSP" twierdziła nawet, że będziemy mieć do czynienia z "najbardziej kontrowersyjnym filmem w historii" zawierającym "gwałt, tortury, ostry seks, ultra-przemoc, porwanie i mordowanie dzieci" oraz "nigdzie wcześniej nie widziane zdjęcia z ataku terrorystycznego na World Trace Center". Ba, na IMDb doszło do oszustw polegających na tym, że podstawione osoby pisały recenzje wychwalające "Murder-Set-Pieces" pod niebiosa, a wszelkie negatywne komentarze pod adresem filmu były kasowane. Trzeba przyznać, że tak nachalny, by nie rzec arogancki marketing odniósł zamierzony skutek, bo wiele osób zainteresowało się wyprodukowanym przez Fright Flix sadystycznym spektaklem mizoginii. Czy jednak "MSP" zasługuje na miano najbardziej szokującego horroru wszechczasów? Bzdura i jeszcze raz bzdura!

Fabuła filmu to jeden wielki ciąg gwałtów i niezwykle krwawych morderstw popełnianych na cycatych prostytutkach i striptizerkach w Las Vegas. Zabójcą tych wszystkich kobiet lekkich obyczajów jest neo-nazistowski fotograf (Sven Garrett), którego dziadek był podwładnym Adolfa Hitlera. Jego postać stanowi zlepek wyświechtanych klisz znanych z dziesiątek innych filmów traktujących o seryjnych mordercach: trawią go koszmarne wspomnienia związane z rozpustną mamusią, a morduje kobiety, bo chce oczyścić świat z brudu. Przeciwko zwyrodnialcowi występuje w końcu siostrzyczka jego dziewczyny, jedenastoletnia Jade, która od początku podejrzewała, że chłopak Charlotte zajmuje się czymś, więcej niż tylko fotografowaniem.

Ot i mamy cały zarys fabuły. Widać, iż Palumbo nie zależało na napisaniu kompetentnego scenariusza, liczyło się jedynie wrzucenie do filmu jak największej ilości nagości, gore i sadystycznej przemocy, a co za tym idzie złamanie kilku tabu, bo w końcu trzeba solidnie wstrząsnąć widzem. Liczne sceny morderstw z lubością pokazane w "Murder-Set-Pieces" stają się z upływem czasu coraz bardziej odrażające i sadystyczne, cóż jednak z tego, jeśli brakuje odpowiedniej dawki grozy i terroru. Nie mogłem się wręcz oprzeć wrażeniu, że Palumbo próbuje sympatyzować z fotografem poprzez ukazanie niemalże wszystkich kobiecych postaci jako nagiego mięsa, które można zerżnąć i zabić. Przez to "Murder-Set-Pieces" będzie łakomym kąskiem dla wszelkiej maści mizoginów, którzy nie dbają o coś takiego, jak rozbudowa charakterów. Nieprzyjemnie robi się w momencie, gdy fotograf zaczyna obierać sobie za ofiary dzieci, przy czym nie ma to absolutnie nic wspólnego z jego manią oczyszczenia środowiska z brudnych elementów. Chodzi mi szczególnie o trzy niesmaczne sceny: zadźgania nożem małej dziewczynki w toalecie, rozcięcia twarzy Jade brzytwą oraz "zabawy" fotografa z malutkim chłopczykiem. Zwłaszcza w tej trzeciej sekwencji dziecko zostało narażone na traumatyczne przeżycia, a widząc je żałośnie płaczące i oblepione krwią stwierdziłem, że tym razem Palumbo przegiął pałę. Podobnie zresztą uczynił Tamakichi Anaru w barbarzyńskim "Niku Daruma" poddając główną bohaterkę seksualnym torturom, w trakcie których widać było, że nieszczęsna kobieta naprawdę cierpi. Wykorzystywanie malutkich dzieci do kręcenia takich sekwencji jak powyżej wymieniona naraża je na ogromny ładunek stresu i zasługuje na stanowcze potępienie z mojej strony.

Na ciepłe słowa zasługują nieco goblinowska ścieżka dźwiękowa oraz realistyczne efekty gore z wprawą wykonane przez speców z Toe Tag. Wśród obrzydliwych atrakcji zobaczymy dwukrotne podcinanie gardł brzytwą, przecinanie czaszki piłą mechaniczną, przybijanie do krzesła czy seks oralny z ucietą głową a la "Haute Tension". Piwnica fotografa usłana jest kawałkami ciał, po brzegi zbryzgana juchą i doprawdy wygląda niczym koszmarny loch tortur, w którym morderca pije krew i zabawia się z gnijącym torsem. "Murder-Set-Pieces" jest również dobrze nakręcony, ale na tym jego plusy się kończą. Sven Garrett w roli fotografa-sadysty wypada słabo i niewiarygodnie. Być może nie jest to do końca jego wina, ufam, iż to kiepski scenariusz nie pozwolił mu się do końca wykazać. Reszta obsady, z wyjątkiem rewelacyjnej Jade Vesser w roli jedenastoletniej Jade, gra w sposób amatorski, ale chociaż nie irytuje swoją obecnością. Warto natomiast dodać, że w drobnych epizodach pojawiają się tutaj takie ikony gatunku jak Gunnar Hansen (mechanik, w którego domu wisi wielka nazistowska swastyka), Ed Neal (pamiętny autostopowicz z "Teksaskiej masakry..." Hoopera, tutaj samarytanin, który podwozi nocą do domu Jade) , Tony Todd (sprzedawca w sklepie porno, dokąd trafia fotograf w poszukiwaniu filmu snuff) oraz ponętna Cerina Vincent ("Cabin Fever") jako pasażerka autobusu.

Konkludując, jeśli lubicie się taplać w morzu krwi i rajcują was silikonowe panienki masakrowane przez neonazistowskiego zwyrodnialca, to "Murder-Set-Pieces" jest horrorem dla was. Mnie ten film troszkę zniesmaczył, bardziej jednak zirytował nachalnymi próbami szokowania za wszelką cenę. Do klasy takich dzieł jak "Angst", "Maniac" oraz "Henry: Portrait of a Serial Killer" produkcji Fright Flix brakuje bardzo wiele. Ale Palumbo ma zapewne gdzieś negatywne opinie dotyczące swojej twórczości i powoli przymierza się do realizacji kolejnego horroru "Sinister". Mam tylko cichą nadzieję, że nie znajdzie się w nim miejsce na kolejnego świra mordującego prostytutki w rozświetlonym blaskiem kasyn Las Vegas.

Ocena: 2+/6

Autor: Embalmer