Recenzja horroru

Morbus
Tytuł oryginalny:
Morbus
Reżyseria:
Ignasi P. Ferre
Scenariusz:
Isabel Coixet
Obsada:
Mon Ferre, Carla Dey, Joan Borras, Victor Israel, Sony, Montserrat Calvo
Kraj:
Hiszpania
Rok produkcji:
1983
Czas trwania:
82 minuty






Attention: Ta recenzja to jeden wielki SPOILER, lecz czy znajdzie się śmiałek, co sięgnie po "Morbus"?
Sędziwy mężczyzna wędruje przez spowity mrokiem cmentarz. Wicher się wzmaga, szeleszczą krzaki, nasila się złowróżbne bicie dzwonów. Pora odwrócić się w lewo, by spojrzeć w ślepia żywej śmierci. O tajemniczej serii zejść z tego świata opowiada na wizji prezenter telewizyjny. Nagle jego twarz nabiera grymasu przerażenia... zostaje zaatakowany przez coś spoza kadru... Rozpoczyna się "Morbus"- zaraza delirycznego kiczu rozplenia się błyskawicznie pozbawiając tchu i nie znając litości. Po przemknięciu napisów cięcie do właściwej akcji. Znudzony pracą brodacz przysypia nad biurkiem. Biedak nie może iść na przyjęcie... W międzyczasie pewien chemik opracowuje substancję pozwalającą na rezurekcję umarłych. Trzeba jeszcze wykraść klucze do szpitalnego prosektorium, ale od czego jest ponętna asystentka! Wystraczy podwinąć jej spódnicę i rozpiąć nieco guziki bluzki i do dzieła! Czar pryska, bo pracownik szpitalny niepomny na jej wdzięki zaczytuje się w gejowskim magazynie porno. Ale to nie powstrzymuje naukowca, który przy pomocy stworzonej przez siebie formuły ożywia trupy. One wychodzą z kostnicy, a on nie. Przykro mi. Seks równa się śmierć, co odczuwa na swojej skórze asystentka chemika zabawiająca się z przypadkowo poznanym pielęgniarzem. Cięcie! Wnet poznajemy dwie prostytutki, do których dzwoni odziany w czarne rękawiczki klient. Zaprasza je na przejażdżkę do leśnej gęstwiny, aby uprawiać z nimi... czytanie. Nie żartuję... Lekturę czerstwej książeczki przerywa atak pałętających się po lesie zmartwychwstańców. Giną zaczytana dziwka i wsłuchany klient, drugiej udaje się uciec... Budzi się naga w domu znanego pisarza horroru piszącego książkę o zombies. Mężczyzna daje jej sweter, aby okryła ciało ("Jestem tutaj naga i samotna, ponieważ zostaliśmy zaatakowani przez obudzone trupy!"), a potem próbuje ją zgwałcić. W końcu to takie normalne w hiszpańskim kinie grozy, czego dowodem choćby kiepskawy "Horror of the Zombies" (1974) Amando de Ossorio. Okazji do zaprezentowania odważnej golizny nie powinno się marnować! Po próbie gwałtu pora na prysznic i czułą scenę miłosną... Dobra, wyprzedzam fakty, ale to nie koniec szaleństwa. Na ścianach domostwa pisarza wiszą pejcze, bicze i ostrza. "Dla twórczej inspiracji" – stwierdza artysta. Wystarczy zatem spojrzeć na sprzęt sadomaso i voila! powieść gotowa. Cięcie i zmiana planu! Do kaplicy zjeżdżają się sataniści na rowerach. Łysawy kapłan (czyżby inspiracja "Satan’s Blood"?) przywiązuje gołą niewiastę do ofiarnego stołu. W tym samym czasie wysmarowani olejem wyznawcy diabła zapamiętale oddają się seksualnej orgii. Inwokacja Szatana zostaje przerwana przez hordę wygłodniałych trupów. Jednej z członkiń sekty udaje się zbiec do domu pisarza, gdzie obleśny sługa autora podaje jej jakieś fatałachy. "On jest miły" mówi dziewczyna, ale szybko zmienia zdanie... Brzydal zabiera ją do swojej kwatery i tam torturuje... nie... grozi jej pejczem, świecą i metalowym ostrzem odłożywszy je potem przykładnie na miejsce... Tymczasem ożywione trupy dostają się do domu... wyżywając się na oknach. Pisarz i dziwka uciekają do lasu, ona gdzieś znika, on ją potem znajduje martwą, przytula do siebie i... ona otwiera oczy i gryzie kochanka w szyję... Pobudka, panie pisarzu ze snu i jawy! Ktoś dzwoni do drzwi...
Nonsenowna imitacja onirycznego koszmaru obficie przyprawiona śmiałą damską golizną ze szczyptą orgiastycznego satanizmu. Danie zjadliwe, acz ciężko strawne. Pod kątem aktorskim film leży i kwiczy, ale przy właściwym podejściu można się na nim dobrze bawić. Zwłaszcza gdy zna się hiszpański... oraz "Burial Ground" i "Nightmare City".