Recenzja horroru

Horror Mill of the Stone Women

Mill of the Stone Women

Tytuł oryginalny:

Il Mulino Delle Donne di Pietra

Reżyseria:

Giorgio Ferroni

Scenariusz:

Giorgio Ferroni, Remigio Del Grosso, Ugo Liberatore, Giorgio Stegani

Obsada:

Pierre Brice, Scilla Gabel, Wolfgang Preiss, Herbert A.E. Böhme, Dany Carrel

Kraj:

Włochy, Francja

Rok produkcji:

1960

Czas trwania:

94 minuty

Horror Il Mulino Delle Donne di Pietra - zdjęcie 1Horror Il Mulino Delle Donne di Pietra - zdjęcie 2Horror Il Mulino Delle Donne di Pietra - zdjęcie 3Horror Il Mulino Delle Donne di Pietra - zdjęcie 4Horror Il Mulino Delle Donne di Pietra - zdjęcie 5Horror Il Mulino Delle Donne di Pietra - zdjęcie 6

"Mill of the Stone Women" z całą pewnością należy uznać za jednego z prekursorów wczesnego włoskiego gotyckiego horroru obok tak znamienitych produkcji jak "I Vampiri" Mario Bavy i Riccardo Fredy, "Black Sunday" (ponownie Bava) oraz "L’Amante del Vampiro" Renato Polselli’ego. Na wiele lat film ten popadł w otchłań niepamięci, z której wydobyto go dopiero dwa lata temu za sprawą eleganckiego DVD wydanego przez niezawodne Mondo Macabro. I z tego powodu jak najbardziej wypada się cieszyć, gdyż wreszcie "Mill of the Stone Women" zyskał sobie szerszą publiczność na którą bez wątpienia zasługuje. Obecnie nieco zapomniany Giorgio Ferroni nakręcił bowiem cudownie atmosferyczny, przesycony szaleństwem i wizualnie olśniewający horror będący zarazem przyprawiającą o dreszcze fuzją pomysłów z "House of Wax" Andre De Totha i "Eyes Without a Face" Georgesa Franju.

Młody artysta Hans (Pierre Brice czyli pamiętny Winnetou z popularnego niegdyś w polskiej telewizji cyklu Haralda Reinla) trafia do położonego w malutkiej holenderskiej wiosce wiatraka, gdzie mieszka ekscentryczny rzeźbiarz i profesor sztuki Wahl (Herbert A.E. Böhme). Lokalną atrakcję stanowi upiorna karuzela kobiecych figur woskowych przedstawiających sławetne ongiś władczynie oraz morderczynie ( Kleopatra, Joanna D’Arc, szkocka królowa Mary itp.) znajdująca się w niszczejącym wiatraku. W przystojnym przybyszu szybciutko zakochuje się tajemnicza córka naukowca Elfi (w tej roli olśniewająco zmysłowa czarnowłosa piękność Scilla Gabel). Według słów ojca kobieta cierpi na dziwaczną chorobę – jakikolwiek rozstrój emocjonalny może spowodować jej nagły zgon. Niestety Hans darzy miłością Lisolette (Dany Carrel) i odrzuca uczucie chorowitej dziewczyny. Zrozpaczona Elfi umiera. Zaszokowanemu tym zdarzeniem młodzieńcowi pomocnik profesora, doktor Bolem (Wolfgang Preiss znany z serii filmów o doktorze Mabuse), podaje specyfik na sen, po którym Hansa nawiedza przerażający koszmar zacierający granice między rzeczywistością a iluzją. Kiedy następnego dnia Hans widzi Elfi żywą i w bardzo dobrym stanie załamuje się nerwowo. Czyżby oszalał? Jaka ponura tajemnica tkwi w spowitym pajęczynami młynie? Wreszcie co strasznego kryje się za karuzelą ‘kobiet z kamienia’?

Częstokroć porównywany do gotyckich dreszczowców Mario Bavy "Mill of the Stone Women" odznacza się raczej letargicznym tempem akcji, które wystawi cierpliwość wielu oglądających na ciężką próbę. Zwolennicy gore i erotyki również będą głęboko rozczarowani, bo wskazanych wyżej elementów tutaj nie znajdą. Natomiast miłośnicy klimatu już mogą z lubością zacierać ręce, gdyż "Il Mulino Delle Donne di Pietra" to horror do cna przesycony cudowną gotycką atmosferą, która chwilami aż wycieka z ekranu, staje się wręcz namacalna. Ziejąca wszechobecnym mrokiem krypta, samotny, rozpadający się wiatrak, korytarze pełne złowieszczych cieni, ukryte pomieszczenia, wzbudzająca powiew grozy karuzela śmierci, rzeźby o zastygłych we wiecznym milczeniu twarzach – wszystko to przyobleka film w ów wyjątkowy, jakże charakterystyczny dla Eurohorroru z lat 60-tych i 70-tych klimat, którego z reguły ze świecą szukać we współczesnych produkcjach. Nastrojowa ścieżka dźwiękowa, stylowa gra kolorami (zwłaszcza czerwienią i błękitem) oraz znakomite zdjęcia Piera Ludovico Pavoni’ego to kolejne wyraziste atuty filmu. A finał, w którym obserwujemy trawione ogniem, topiące się kukły pozostaje w pamięci na długo. Doprawdy magiczny moment w annałach gatunku!

Jako że jestem wielkim wielbicielem twórczości Mario Bavy, którego zresztą uważam i chyba już zawsze będę uważał za najwybitniejszego reżysera włoskich horrorów, wiedziałem już od pierwszych minut projekcji, że "Mill of the Stone Women" mi się spodoba. I choć tempo akcji w pierwszej połowie bywa ospałe, to film ogląda się z uwagą podziwiając klimatyczne lokacje, piękne kobiety oraz przyprawiające o ciarki na plecach figury woskowe. Każdy, kto pragnie się nieco bardziej zagłębić w historię Italohorroru powinien po niniejszy film z wielką przyjemnością sięgnąć.

Ocena: 5-/6

Autor: Embalmer