Recenzja horroru

Horror Maximum Overdrive

Maximum Overdrive (Maksymaple przyspieszenie)

Tytuł oryginalny:

Maximum Overdrive

Reżyseria:

Stephen King

Scenariusz:

Stephen King

Obsada:

Emilio Estevez, Pat Hingle, Laura Harrington, Yeardley Smith, John Short

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1986

Czas trwania:

97 min.

Stephen King we wczesnej fazie swej twórczości miał podobno brzydki zwyczaj krytykowania niekiedy warsztatu reżyserskiego autorów adaptacji jego powieści i opowiadań. Gdy sam stanął po drugiej stronie kamery tworząc solidnie zabarwioną typowym dla siebie humorem historyjkę o nawiedzonych ciężarówkach, wygłodniali krytycy rzucili się na niego niczym sępy na dogorywającego w pustynnych promieniach wędrowca. Nie przemawiał za nimi obiektywizm, lecz niezdrowa satysfakcja udowodnienia pisarzowi, że lepiej aby tulił do swej piersi maszynę do pisania aniżeli kamerę. Założę się, iż tak naprawdę niejeden z nich pękał ze śmiechu, gdyż "Maksymalne przyspieszenie" to kawał solidnej rozrywki.

Nastała parszywa pora dla Ziemian, gdyż spokojna dotąd trzecia planeta od słońca, niefortunnym zrządzeniem losu znalazła się w ogonie komety Rhea-M. W minutę później wszystkie sprzęty mechaniczne ogarnęła dzika, nieskrępowana furia. Mieszkańcy Wilmington, uśpieni sielankowym trybem życia, przeciągając się z rana w swych wygodnych łóżkach, nawet nie podejrzewali jaki koszmar los zgotował im tego zalanego słońcem dnia. Szaleje wszystko, od elektrycznego noża, poprzez kosiarkę do trawy, aż do ociekających ropą i ludzką krwią osiemnastokołowych potworów. Owe mechaniczne monstra, niczym wataha wygłodniałych wilków, osacza przydrożną stację benzynową wraz z przylegającym do niej barem Dixie Boy, licząc na to, że skąpią swe lśniące zderzaki w ciepłej posoce. Uwięzieni w zajeździe bohaterowie podejmują pełną desperacji ucieczkę w nadziei, iż bezpiecznie dotrą do miejsca pozbawionego wszelkiej techniki.

Stephen King, uważany przez wielu za mistrza współczesnego horroru, mając możliwość zapisania kolejnej karty w historii tego gatunku, tym razem na taśmie, a nie na papierze, wziął na warsztat swe wczesne opowiadanie "Ciężarówki". Jednakże zawarta w zbiorze "Nocna zmiana" nowelka znacznie odbiega klimatem od swej filmowej wersji. "Maksymalne przyspieszenie" to historia makabryczna, ale nie pozbawiona humoru, raz ocieka tandetą, raz wzbudza zachwyt. Tempo zwalnia i przyśpiesza, zwalnia i przyśpiesza, niczym jedna z oszalałych ciężarówek zaliczająca setne kółko wokół baru Dixie Boy. Fakt ten zdecydowanie nie świadczy na korzyść filmu, udowadnia jednak, iż reżyser potrafił wykazać się refleksem i nadrabiać zaległości zawsze, gdy intryga poczęła niebezpiecznie grzęznąć w bagnie fałszywej powagi. King od początku postawił na pastisz, przez co każda próba zbudowania należytego suspensu tudzież poważnej, przejmującej sytuacji, spowalniała akcję ożywającą dopiero przy okazji kolejnego krwawego gagu. Gdyby film był równie bezlitosny i pesymistyczny co opowiadanie, powstałoby zapewne dzieło niezwykle niepokojące, sugerujące przyszłość podobną do tej jaką James Cameron wywróżył swym "Terminatorem". Kto wie, może nawet okrutniejsze, gdyż cokolwiek w nim wypełznie i zaatakuje, wyjdzie "spod strzechy". Bezduszne, otaczające nas mechanizmy, którym "o swoich władcach wystarczyło wiedzieć tylko jedno; i wiedziały. Oni krwawią".

"Maksymalne przyspieszenie" to horror z "jajem". Już na samym wstępie widzimy jak Stephen King, we własnej osobie, zostaje wyzwany przez bankomat od "dupka". Tapeta w jednym z pomieszczeń na stacji benzynowej to przebogata galeria rozkładówek, a automat z napojami zanim zabił trenera dziecięcej drużyny baseballowej uderzeniem puszką w głowę, zaserwował mu solidny cios w genitalia. Mimo wszystko King w subtelności się nie bawi i przy całej "jajcowatej" otoczce funduje parę niebanalnych sekwencji. Podróż młodego chłopaka na rowerze przez typowe, amerykańskie przedmieście w rytm muzyki AC/DC, gdzie przed domami zalegają ofiary techniki i postępu lub wpasowanie innego smarkacza przez walec w murawę boiska, na którym chwilę wcześniej wspomniany automat bombardował puszkami młodocianą drużynę. Do tego stacja benzynowa nocą wygląda niezwykle uroczo, zielona łuna unosząca się na niebie oraz kurz uciekający spod kół ciężarówek, przypominający nieco mgłę nad otoczonym gęstym lasem bagniskiem, tworzą niebanalny nastrój.

Jeśli ktoś polubił "Creepshow", polubi również ten horror. Groteskowa wizja buntu maszyn, która przy dźwiękach AC/DC, wprowadzi nasz żołądek w przyjemne drżenie, sprawnie zaspokajając potrzebę unurzania się z roześmianą mordą w sztucznej krwi.

Ocena: 3+/6

Autor: Lobo