Recenzja horroru

Horror Malpertuis

Malpertuis

Tytuł oryginalny:

Malpertuis

Reżyseria:

Harry Kümel

Scenariusz:

Jean Ferry

Obsada:

Orson Welles, Mathieu Carriere, Susan Hampshire, Jean-Pierre Cassel, Michel Bouquet

Kraj:

Francja / Belgia / RFN

Rok produkcji:

1971

Czas trwania:

100 min. (reż. 119)

Horror Malpertuis - zdjęcie 1Horror Malpertuis - zdjęcie 2Horror Malpertuis - zdjęcie 3Horror Malpertuis - zdjęcie 4Horror Malpertuis - zdjęcie 5Horror Malpertuis - zdjęcie 6

Jako miłośniczka filmów grozy, często marzyłam o prywatnym "odkryciu" filmu, który swoją doskonałością spędzałby mi sen z powiek, nie pozwalając o sobie zapomnieć przez długie lata. Jak dotychczas, takich dzieł było niewiele. Pewnego dnia trafiłam jednak na nieznany mi tytuł, który mnie zaintrygował, więc postanowiłam bliżej się z nim zapoznać. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę.

Film, osadzony w realiach przełomu XIX i XX w., opowiada historię młodego marynarza Jana, którego statek zawinął do portowego miasta – rodzimej miejscowości chłopaka. Po nieprzyjemnych perypetiach, jakie miały miejsce w portowej knajpie, Jan budzi się i dowiaduje od niespodziewanie odnalezionej siostry, że znajdują się w Malpertuis – posiadłości wuja Cassaviusa, ekscentrycznego bogacza. Okazuje się, iż wuj właśnie żegna się z życiem i zebrał swoich spadkobierców, aby przekazać im ostatnią wolę. Zaskakuje ona wszystkich. Wkrótce Jan odkrywa, że Malpertuis nie jest zwykłym domem. Kryje w sobie liczne tajemnice, podobnie, jak jego mieszkańcy – więźniowie testamentu wuja. Jednak niełatwo go opuścić, zwłaszcza, gdy w grę wchodzi miłość...

"Malpertuis" to film Harry’ego Kümela, belgijskiego twórcy, którego nazwisko znawcy horroru skojarzą z wampiryczno-erotycznym "Les levres rouges" (Daughters of Darkness) z tego samego,1971 r. To dzieło osobliwe i przepełnione magicznym wręcz pięknem. Jego scenariusz powstał w oparciu o powieść belgijskiego pisarza Jeana Ray’a (naprawdę – Raymundusa Johannesa Marii de Kremera, który pod wyżej wymienionym pseudonimem pisał po francusku opowiadania i powieści grozy, natomiast jako John Flanders zasłynął tworzonymi w języku niderlandzkim fabułami detektywistycznymi). Jedną z największych zalet tego niezwykłego filmu, jest oszałamiająca strona wizualna. Począwszy od starannie dobranych plenerów i przepięknie zaaranżowanych wnętrz tytułowego Malpertuis, przez kostiumy, kolorystykę, aż do kompozycji pojedynczych kadrów, wszystko stoi na najwyższym poziomie i może przyprawić widzów o estetyczny zawrót głowy. Od filmu trudno oderwać wzrok, a wizje niekończących się korytarzy, klatek schodowych, ukrytych pomieszczeń i detali architektonicznych, na długo zostają w pamięci. Ów labirynt przywodzi na myśl zarówno sztychy Piranesiego z serii "Więzienia", jak i zagmatwane logicznie grafiki Eschera. Jasne jest, że domostwa złowieszczych Matek Dario Argento w filmach "Suspiria" oraz "Inferno", nie byłyby takimi, jakimi są, gdyby nie "Malpertuis".

Tytułowe "przeklęte domostwo" zasiedla cała menażeria typów ludzkich, znakomicie odegranych przez znanych aktorów, przede wszystkim Orsona Wellesa, grającego starego Cassaviusa, Jean-Pierre’a Cassela w roli ogarniętego obsesją na punkcie światła Lampernista, oraz Michaela Bouqueta jako przebiegłego Dideloo. Świetną kreację stworzył też Charles Janssens – jego Philarius, na poły obłąkany wypychacz zwierząt o szczurzej twarzy, jednocześnie bawi i przeraża. Główny bohater Jan jest dziwnie pozbawiony emocji, lecz za to Mathieu Carriere, który go gra, emanuje urodą młodego boga. Ponadto w filmie pełno ukrytych symboli – dotyczy to zarówno postaci, jak i kolorystyki i charakteru ubrań głównego bohatera. Nieprzypadkowo w trzech najważniejszych rolach żeńskich wystąpiła jedna aktorka, Susan Hampshire – jako Nancy, Alicja oraz Euryale, stanowi wcielenie trzech różnych rodzajów miłości Jana – braterskiej, zmysłowej i czystej. Dla aktorki zatrudniono osobnego makijażystę – Johna O’Gormana, który świetnie się spisał – każda z odtwarzanych przez nią postaci jest inna, zaś makijaż Euryale to prawdziwy majstersztyk sztuki malowania twarzy (ciekawa jestem, czy inspirował się nim późniejszy długoletni kreator makijażu firmy Shiseido, Serge Lutens? Nie zdziwiłoby mnie to.). Film zadziwia aż do niesamowitego końca. Osobom zainteresowanym kulturą śródziemnomorską z pewnością wcześnie zaświta coś w głowie, lecz nawet i na nich końcówka "Malpertuis" zrobi ogromne wrażenie. Mimo tego, ów surrealistyczny obraz Kümela można, a nawet należy obejrzeć wiele razy, gdyż z każdym kolejnym seansem a to dostrzega się nowe symbole, a to inaczej interpretuje całość – jest to rzadka zaleta cechująca naprawdę doskonałe, jeśli nie genialne, filmy.

"Malpertuis" ukazał się w dwóch wersjach – jedna, pokazana w Cannes, jest krótsza od reżyserskiej o dziewiętnaście minut, zawiera też sceny usunięte z drugiej. Tę dłuższą osobiście zmontował Kümel. Nieprzypadkowo rozpoczął ją rozmową dziewczynki i mężczyzny, dotyczącą "Alicji w krainie czarów" Lewisa Carrolla i zakończył sentencją tegoż autora. Film jest bowiem wyprawą w krainę snów, niekiedy koszmarnych, a labirynt "przeklętego domostwa" jest również pułapką umysłu. W czasie wyświetlania w kinach, "Malpertuis" zebrał raczej nieprzychylne recenzje, co naprawdę mnie zdziwiło. Na szczęście, po latach doczekał się należnego mu uznania, co zaowocowało wspaniałym wydaniem DVD, które prezentuje obie wersje filmu wraz z ciekawymi dodatkami.

Jako Wasza recenzentka, korzystając z prawa do wyrażenia własnej opinii, pozwolę sobie na stwierdzenie, że jest to jeden z najważniejszych i najlepszych klimatycznych filmów grozy, jakie obejrzałam. Powiem nawet, że uważam go za skończone arcydzieło.

Ocena: 6/6

Autor: Kamikadze