Recenzja horroru

Horror Malefique

Malefique (Nieśmiertelni)

Tytuł oryginalny:

Maléfique

Reżyseria:

Eric Valette

Scenariusz:

Alexandre Charlot, François Cognard, Franck Magnier

Obsada:

Gérald Laroche, Philippe Laudenbach, Clovis Cornillac, Dimitri Rataud

Kraj:

Francja

Rok produkcji:

2002

Czas trwania:

90 minut

Horror Maléfique - zdjęcie 1Horror Maléfique - zdjęcie 2Horror Maléfique - zdjęcie 3Horror Maléfique - zdjęcie 4Horror Maléfique - zdjęcie 5Horror Maléfique - zdjęcie 6

Mówiąc o francuskiej grozie fanom przychodzi z reguły na myśl jedno nazwisko: Jean Rollin. I owszem - stary Rollin kręci dalej takie same filmy jak trzydzieści lat temu, niemniej czas już na drobną rewizję poglądów. Od paru lat Francuzi zaczynają wychodzić z fantastycznego dołka i zaskakują nas raz po raz filmami, które nie powstawały przez długie lata. Najpierw "Braterstwo wilków" (któremu jednak bliżej do kina przygodowego), później "Nieodwracalne", "Trouble Every Day", "Twentynine Palms", "Dead End". Jednak dopiero "Haute Tension" i "Maléfique" (co można przetłumaczyć jako złowróżbny, przeklęty), najczystsze gatunkowo, potwierdziły, że krajobraz współczesnego, europejskiego horroru odnalazł swoją nową gwiazdę.

W celi przebywa czterech skazańców. Carrere, szef przedsiębiorstwa skazany za korupcję; Marcus, transseksualista w trakcie metamorfozy; opóźniony w rozwoju Pâquerette i najstarszy Lassale oskarżony o zamordowanie swojej żony. Problemy rozpoczną się wraz z przypadkowym odnalezieniem w celi dziennika niejakiego Charlesa Danversa, przebywającego w celi na początku XX wieku. I nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że księga zawiera magiczne inkantacje. Więźniowie szybko łączą się w przeświadczeniu, że w dzienniku Danversa znajduje się zaklęcie, dzięki któremu wydostaną się z więzienia.

Film Erica Valette, młodego reżysera znanego do tej pory głównie z krótkiego metrażu "Il est difficile de tuer quelqu`un, meme un lundi" ("Trudno kogoś zabić, nawet w poniedziałek"), wieńczy serię Bee Movies spółki Fidélité Production. Wszystkie tytuły z tej kolekcji, "Un jeu d`enfants" Guillaume`a Taula, "Bloody Malory" Juliena Magnat (inspiracje kinem Z i serialem "Buffy: postrach wampirów"), "Requiem" Hervé Renoh (niedawno ukazał się na polskim rynku) powstały za przysłowiowe psie pieniądze ("Maléfique" kosztował milion euro, tyle co przeciętny budżet filmu telewizyjnego), w godnych pożałowania warunkach i w trakcie minimalnego okresu zdjęciowego. Ale poza tym wiąże je przede wszystkim jedno: duchowe pokrewieństwo z klasycznymi filmami serii B (tak się nieszczęśliwie złożyło, że film klasy B jest w Polsce określeniem pejoratywnym): filmem sensacyjnym, fantastycznym i wreszcie (jak w przypadku "Maléfique") horrorem.

To wyjaśnia początkowe zdumienie w jakie wprawia nas film Valette`a. W pierwszej scenie wchodzimy wraz z głównym bohaterem do zatęchłej celi i nie opuścimy jej praktycznie (nie chcę niczego zdradzać) aż do końca projekcji. Od czasu do czasu pojawia się w drzwiach jakiś strażnik, ale tak naprawdę liczy się tylko czwórka naszych bohaterów. Valette nie ulega częstej potrzebie współczesnych reżyserów do przedobrzania narracji. Jak więzienie to sadystyczny strażnik, skorumpowany naczelnik, konflikty między członkami poszczególnych cel... W "Maléfique" tego nie doświadczycie. Na szczęście, bowiem odwołując się do serii B Valette podkreśla, że jego głównym celem jest opowiedzenie dobrej historii. A do tego nie potrzeba wielu składników.

Młody, francuski reżyser nie tylko wykorzystuje scenariuszowy pitch do końca, ale dzięki temu "minimalizmowi formalnemu" udaje mu się wykreować na ekranie rodzaj mikrokosmosu. Oczami zrównoważonego Carrere`a Valette stopniowo wprowadza nas w na poły okrutny i perwersyjny świat celi: Marcus odcinający palce Pâquerette`owi, szczęśliwemu, że znajdzie się w izolatce; sklejanie onirycznego kolażu z czasopism pornograficznych przez Pâquerette`a; nocne wizje Lassale`a i homoseksualny związek jaki łączy go z Marcusem; scena karmienia piersią... Gdy w końcu zrywa się ostatnia nić wiążąca Carrere`a ze światem zewnętrznym, jesteśmy w stanie uwierzyć, że czwórka więźniów zdana jest odtąd wyłącznie na siebie i Valette, niepostrzeżenie, pogrąża nas w tym świecie w pełni. Dużą zasługę mają w tym aktorzy, ze szczególnym wyróżnieniem Clovisa Cornillaca w roli Marcusa. To dzięki nim scenariusz Valette`a nabiera życia, a nieco przejaskrawione postacie zyskują na wiarygodności.

Nie należy jednak zapominać, że "Maléfique" to przede wszystkim film grozy i kiedy już zapoznamy się z bohaterami i poczujemy się pewnie, reżyser wyciągnie na wierzch zakurzony i pożółkły ze starości dziennik sadystycznego i opętanego wizją wiecznej młodości Charlesa Danversa. Początkowo ten zbiór rycin i zapisków w starożytnych językach dodaje całości perwersyjnego kolorytu, jednak szybko zamanifestuje swoje nadnaturalne właściwości, co będzie miało przeważający wpływ na tragiczny dalszy ciąg wydarzeń.

Żal jedynie samej końcówki. Bowiem po pełnych napięcia i emocji ostatnich trzydziestu minutach, końcowe mrugnięcie okiem a la "Strefa zmroku" rażąco nie przystaje do klaustrofobicznego nastroju, w jaki wprowadził nas Valette.

Mimo tego drobnego zarzutu pierwszym uczuciem po przewinięciu się napisów końcowych jest radość, że oto doczekaliśmy się przekonującego, skutecznego i dobrze zrobionego europejskiego horroru, który z dumą może nosić na plecach plakietkę: "film serii B". Wiadomo - po latach suszy cieszy każda kropla wody.

Ocena: 4/6

Autor: flagg