Recenzja horroru

Horror Malabimba

Malabimba

Tytuł oryginalny:

Malabimba

Reżyseria:

Andrea Bianchi

Scenariusz:

Piero Regnoli

Obsada:

Katell Laennec, Patrizia Webley, Enzo Fischiella, Mariangela Giordano

Kraj:

Włochy

Rok produkcji:

1979

Czas trwania:

85 minut

Horror Malabimba - zdjęcie 1Horror Malabimba - zdjęcie 2Horror Malabimba - zdjęcie 3Horror Malabimba - zdjęcie 4Horror Malabimba - zdjęcie 5Horror Malabimba - zdjęcie 6

Będąca uosobieniem niewinności dziewczyna zostaje opętana przez demona i zaczyna robić rozmaite brzydkie rzeczy. Do konfrontacji ze złem staje dzielna zakonnica. Znacie to? Znamy. Wzorzec będzie oczywisty nawet dla laika: "Egzorcysta" Williama Friedkina. Oczywiście słynny horror z Lindą Blair był kopiowany wielokrotnie, począwszy od produkcji z USA takich jak "Abby" Williama Girdlera, a na tureckich plagiatach skończywszy ("Seytan"), ale "Malabimba" czyni to wyjątkowo bezwstydnie. Bianchi wypełnił ten film tak dużą ilością erotyzmu, że w zasadzie fani horroru nie mają tu czego szukać, jedynie miłośnicy włoskiego kina eksploatacji będą w siódmym niebie.

Na skutek nieudanego seansu spiritystycznego, w trakcie którego wywołana zjawa zrywa ubrania z jego uczestników i ciska na wszystkie strony przedmiotami, szesnastoletnia Bimba zostaje opętana przez złośliwego ducha hrabiny Lucrezii. Jej zachowanie zmienia się błyskawicznie: z niewinnego dziewczęcia Bimba przeobraża się w żądną seksu nimfetkę. W trakcie kolacji na starym zamczysku łapie służącego za krocze miotając przy tym przekleństwa, masturbuje się za pomocą pluszowego misia, innym razem w czasie uroczystego przyjęcia obnaża się podnosząc do góry swą kieckę, następnie zaspokaja się wielkim czerwonym smerfem czy wreszcie zabija wujka Adolfo (unieruchomionego w łóżku brata ojca dziewczyny) uprawiając z nim seks oralny. Młodziutka bewzstydnica próbuje uwieść siostrę Sofię, aczkolwiek zakonnica opiera się tak długo, jak może, tak samo zachowuje się wobec ukochanego tatusia. Do walki ze złem staje opiekunka Bimby, siostrzyczka Sofia, która usiłuje wypędzić złośliwego ducha z ciała zagubionej istotki.

"Malabimba" to czysty sleaze przeznaczony raczej dla wąskiego kręgu odbiorów na codzień taplających się w eksploatacyjnym bagnie. Elementów horroru jest tu tyle, co kot napłakał, ale nie to przecież było zamysłem reżysera. Cel przyświecał mu jeden: pokazanie jak największej ilości erotyki, seksu i perwersji na ekranie. Bianchi nakręcił jednak wersję miękką, co wywołało niezadowolenie u producenta Gabrielle Crisantiego ("Giallo a Venezia", "Patrick Still Lives"). To z jego inicjatywy w filmie pojawiły się wstawki porno, zaczerpnięte zapewne z jakiegoś innego pornusa. Choć nie ukrywam, że widząc jak Bimba powoduje zawał serca u swojego wujaszka przy pomocy miłości francuskiej, ubawiłem się co niemiara. Samych scen masturbacji mamy tutaj od groma: w filmie robią to prawie wszystkie kobiety, nawet siostra Sofia odkrywa uroki onanizmu. Rekordzistką jest bez wątpienia Bimba, która używa do samozaspokajania maskotek takich jak pluszowy miś oraz czerwony smerf. A gdzie miejsce na horror? - zapytacie. I tu lojalnie ostrzegam: w "Malabimba" nie ma ani grama grozy, nawet scena seansu spirystycznego na początku filmu bardziej śmieszy, niźli przeraża.

Słówko należy rzec o obsadzie i ekipie realizatorskiej. W roli siostry Sofii bryluje Mariangela Giordano. Ilekroć widzę ją na ekranie, na myśl przychodzą mi trzy sceny z jej udziałem: odgryzanie piersi matce przez syna w kultowym "Burial Ground", przebijanie damskiego krocza pogrzebaczem w "Patrick Still Lives" oraz obcinanie nogi piłą w "Giallo a Venezia". Pani Giordano lubi chyba ginąć na niezwykle wymyślne i szokujące sposoby, ale aktorka z niej raczej przeciętna. Katell Laennec po zagraniu Bimby nie pojawiła się już w żadnym filmie. Nic w tym dziwnego, bo jako odtwórczyni roli głównej jest po prostu kiepska, ma natomiast inne bardziej ukryte walory. Warto zwrócić uwagę na scenę uwodzenia unieruchomionego wujaszka Adolfo, gdy rozpustne dziewczę powolutku ściąga białe majteczki, a kamera koncentruje się przez dłuższy czas na jej kroczu. Toż to talent, jak się patrzy. Patrizia Webley ("Salon Kitty", "Queen of Sex") jako Nais również zapewnia odpowiednią dawkę nagości, nie można więc specjalnie narzekać na poziom gry aktorskiej. Pozostaje jeszcze do omówienia kwestia muzyki, której autorem jest Berto Pisano. Nie drażni ona specjalnie, aczkolwiek widz obeznany z włoskim horrorem powinien szybko zauważyć, iż pewne części wspomnianej scieżki dźwiękowej zostały nieco później ponownie użyte w "Giallo a Venezia" i "Burial Ground". Nie ma to jak włoska oszczędność!

Na zakończenie pragnę zasygnalizować, iż w czasie gdy Andrea Bianchi kręcił "Burial Ground", inny Bianchi, tym razem Mario (brak pokrewieństwa) zrealizował swoisty remake "Malabimby" pod tytułem "La Bimba di Satana". W odróżnieniu od oryginału "La Bimba..." to już czysty porno horror. Więcej w nim ostrych scen kopulacji, pojawiają się nawet żywe trupy, aby rozpętać piekło, a w roli zakonnicy ponownie obsadzono Mariangelę Giordano. Ta kobieta chyba nie znała umiaru - pełen szacunek dla niej.

Fani ponadnormatywnej dawki erotyzmu w horrorach niech od razu rozpoczną owocne poszukiwania "The Malicious Whore", natomiast miłośnicy suspensu i powolnego celebrowania nastroju grozy zawiodą się straszliwie.

Ocena: 3+/6

Autor: Embalmer