Recenzja horroru

Lost Paradise
Tytuł oryginalny:
'Shitsurakuen': Jôbafuku Onna Harakiri
Reżyseria:
Masami Akita
Scenariusz:
-
Obsada:
Asako Mochizuki, Chimuo Nureki, Toshiro Hasegawa, Yuri Sunohara
Kraj:
Japonia
Rok produkcji:
1990
Czas trwania:
34 minuty





Masami Akita, tworzący pod pseudonimem Merzbow, należy do czołowych przedstawicieli sceny noisowej. Począwszy od 1981, kiedy to w Tokio powołał do życia projekt Merzbow, aż do dziś aktywnie eksploruje rejony dźwiękowego hałasu niszcząc konwencjonalną muzykę i nie znając takich pojęć jak rytm czy melodia. Wydał już dziesiątki albumów, a jego twórczość wciąż pozostaje niestrawna i niezrozumiała nawet dla najbardziej otwartych na wszelkie nowinki słuchaczy. Chcecie posłuchać trochę dźwiękowej ekstremy, to polecam zapoznanie się z jego dziełem "Venereology" z 1992 roku - owej straszliwej dawki metalicznego wyziewu nie da się słuchać głośno, bo naprawdę łeb eksploduje. Oprócz muzykowania Masami pisze książki oraz komponuje na potrzeby filmu (opracował ścieżkę dźwiękową do holenderskiego obrazu Iana Kerkhofa "The Dead Man 2"). W 1990 roku zadebiutował jako filmowiec realizując "Lost Paradise" - przerażająco krwawy oraz szokujący filmik tematycznie oscylujący wokół japońskiego rytuału samobójstwa (seppuku).
Ubrana w wojskowy strój Japonka wędruje przez ogród, dopóki nie dociera do opustoszałego domostwa. Przechodzi przez ziejący mrokiem korytarz i trafia do oświetlonego pomieszczenia. Skrupulatnie czyści długie buty, następnie ściąga mundur odstawiając go na wieszak oraz klęka na podłodze. Niespiesznie rozpina białą koszulę odsłaniając małe piersi i brzuch, nieznacznie ściąga spodnie, po czym zaczyna delikatnie masować fałdy skóry. Wreszcie sięga po ostry sztylet owijając jego środkową cześć białym materiałem. Bez zastanowienia wbija go sobie z lewej strony pod brzuchem i chwytając za rękojeść przesuwa ostrze dalej w prawo tnąc ciało. Początkowo krew wypływa z rozcięcia powoli, ale w miarę powiększania się rany zaczyna tryskać coraz większym strumieniem barwiąc podłogę lepką czerwienią. Kobieta jęczy agonalnie niczym w miłosnej ekstazie rozpruwając sobie brzuch aż do momentu, gdy z ohydnej dziury wychodzą na wierzch wnętrzności. Ekstatyczne jęki stopniowo przechodzą w przedśmiertne wzdychanie, w końcu samobójczyni wypuszcza nóż z dłoni i pada z pozycji klęczącej na ziemię. Ostatnim wysiłkiem próbuje czołgać się w ogromnej kałuży krwi, tkanek i flaków, niestety nieruchomieje, a jej sina, umęczona od bólu twarz spogląda prosto w obiektyw statycznej kamery...
Choć filmową ekstremę uznaje za mój chleb powszedni, to nie raz wzdrygnąłem się z obrzydzenia oglądając "Lost Paradise". Można zadać sobie pytanie: jaki jest sens kręcenia tego typu produkcji ukazujących z brutalną dosłownością rytuał seppuku, ale jedno jest pewne - japońska kultura, zarówno w sferze filmowej jak i literackiej, była, jest oraz będzie przesycona sadyzmem i okrucieństwem, czego doskonałe odzwierciedlenie stanowi fascynacja rytualnym samobójstwem. Seppuku istniało w Japonii od dawna jako integralna część bushido, czyli kodeksu samurajów. Okryty hańbą czy próbujący uniknąć niewoli u nieprzyjaciela wojownik chwytał za samurajski miecz i rozpruwał sobie brzuch umierając powoli, ale z honorem. Niestety Akita nie wyjaśnia motywacji działania głównej bohaterki "Lost Paradise", a szkoda. Czyżby poczucie wstydu albo nieodwzajemnionej miłości spowodowało, że postanowiła umrzeć ofiarowując Bogom swą krew i wnętrzności? Fascynujący jest natomiast sam sposób ukazania przez reżysera rytuału samobójczej śmierci, któremu Akita nadał wyraźny posmak erotyczny. Samobójczyni rozcinając swoje ciało wydaje z siebie jęki mające seksualny charakter, a kamera niejednokrotnie celebruje widok jej nagich piersi i sterczących z podniecenia sutków. Całokształtu dopełnia niezwykła, aczkolwiek straszliwie posępna ścieżka dźwiękowa Merzbow stanowiąca lawinę drżącego, przesterowanego, dysharmonijnego dźwięku, przez którą przebijają się agonalne odgłosy cierpiącej niewyobrażalne męki kobiety. Akita sprawuje pełną noisową kontrolę nad dźwiękową materią - dla przykładu, gdy Japonka czyni przygotowania do samobójstwa dźwięk jest cichy, jakby przytłumiony, a od chwili, gdy wbija sztylet w ciało robi się coraz bardziej hałaśliwy, intensywny, dudniący. Efekty specjalne szokują swoim realizmem, ale Japończycy słyną z niebywałej dosłowności, jeśli chodzi o ukazywanie wszelkiego rodzaju samookaleczeń ("Naked Blood", "Women's Flesh"). Krew i wnętrzności wydobywające się z brzucha kobiety wyglądają tak, jak powinny wyglądać, co do jakości scen gore nie mam tym samym żadnych zastrzeżeń.
Bardzo ciężko się ten film ogląda, ale z drugiej strony potrafi wciągnąć i zostawić ślad w umyśle odpornego widza. Rozpatrując "Lost Paradise" wyłącznie pod kątem gore, to bez wątpienia mamy tutaj do czynienia z absolutnym ekstremum, z filmem maksymalnie krwawym, odpychającym. W żadnym wypadku nie należy traktować go w kategoriach rozrywkowych, bo "Lost Paradise" kaleczy, szarpie i obciąża psychikę oglądającego nie mniej bezlitośnie jak brutalny noise w wykonaniu Merzbow.