Recenzja horroru

Lolita Vibrator Torture
Tytuł oryginalny:
Lolita Vib-zeme
Reżyseria:
Hisayasu Sato
Scenariusz:
-
Obsada:
Kiyomi Ito, Takeshi Ito, Sayaka Kimura, Yuko Suwano
Kraj:
Japonia
Rok produkcji:
1987
Czas trwania:
63 minuty






Hisayasu Sato jest zdecydowanie jednym z najciekawszych i najbardziej intrygujących kreatorów nurtu pinku eiga. Jack Hunter w swoim artykule o Sato napisał, iż "jego twórczość ma na celu odkrycie mrocznej pustki w sercu doczesnej egzystencji". W filmach reżysera przewijają się takie tematy jak alienacja oraz niemożność porozumienia się pomiędzy ludźmi, a także wynikający z braku kontaktu interpersonalnego pesymizm. "Lolita Vibrator Torture" to sztandarowe dzieło Japończyka, przepełnione zimnym jak lód nastrojem odhumanizowania i dławiącej samotności. Podobnie jak w większości swoich obrazów Hisayasu dokonuje w nim swoistej wiwisekcji trawiących go fantazji oraz obsesji.
Zwyrodniały odludek mieszkający samotnie w ponurym kontenerze na dachu wieżowca w Shinjuku zwabia do niego młodziutkie japońskie uczennice. Tam poddaje dziewczęta seksualnym torturom przy użyciu wibratora, po czym je morduje, a ciała polewa kwasem. Jedna z potencjalnych ofiar szybko staje się wspólnikiem zboczeńca aktywnie biorąc udział w sadomasochistycznych praktykach...
W "Lolita Vibrator Torture" wibrator służy jako narzędzie do zadawania bólu, a nie erotycznej rozkoszy. Tym samym pinku Sato stanowi wyjątkowo nieprzyjemne w odbiorze sportretowanie seksualnej dewiacji rodem z kart "Salo – 120 dni Sodomy" markiza De Sade. Warto wszak zauważyć, iż wszystkie aktorki w nim grające, choć wyglądają bardzo młodo, były w trakcie kręcenia w dorosłym wieku. Pomimo tego, sam skandalizujący tytuł wyprodukowanego przez studio Shishi Pro Kana Mukai i dystrybuowanego przez Nikkatsu filmu gwarantuje negatywną reakcję wśród niewyrobionej w kinie eksploatacji widowni. Ale w pinku Sato jest coś więcej oprócz stworzenia zimnego, anty-erotycznego portretu pary, którą połączyła perwersja, a mianowicie ucieczka od obaw przynoszonych przez kolejne dni pozbawionej jakiegokolwiek znaczenia egzystencji. Pomimo gorszącego tytułu "Lolita Vibrator Torture" raczej rozczaruje zwolenników kina gore, bowiem krwi jest tutaj zaledwie odrobina. Sato bardziej interesuje przedstawienie apatycznego świata wyzwalającego w jednostce najgorsze instynkty. W prologu widzimy trzy uczennice poruszające się wieczorem zatłoczonym komercyjnym pasażem. Wspaniała sekwencja nakręcona w dokumentalnym stylu – szybko jednak główna bohaterka zostaje odłączona od zapewniającego komfort i bezpieczeństwo szkolnego kokonu i trafia do świata dorosłych. Poznajemy także jej późniejszego oprawcę, który tylko z pozoru wydaje się być pewny siebie. Pod jego maską kryje się wyalienowany nastolatek pozbawiony możliwości normalnego obcowania z kobietami. Wibrator w jego dłoni stanowi instrument zastępczy (substytut), za pomocą którego maltretuje i poniża swoje ofiary. Oczywisty symbol dominacji będący zarazem odzwierciedleniem seksualnej impotencji zwyrodnialca.
"Lolita Vibrator Torture" to atypowy pink, oddziaływujący wizualnie i zmysłowo eksperyment. Ospałe tempo akcji odbija problemy postaci, a statyczne sekwencje seksualne epatują chłodem. Pojawiają się fantasmagoryczne efekty wizualne: zdeformowane lustrzane odbicia, kompozycje odpychających czarno-białych fotografii, śnieżący ekran telewizora, widok komputerowego monitora, subiektywne ujęcie dachu budynku symbolizujące samobójcze impulsy itd. Ściany pomieszczenia, w którym nastolatek mieszka, pokryte są od góry do dołu fotografiami przedstawiającymi zniekształcone, sterroryzowane oblicza ofiar. Wibrator krąży po zakamarkach dziewczęcego ciała niczym wąż, stroboskopowe błyski nasilają się wraz z momentem, gdy torturowana uczennica umiera wymiotując krwią, wreszcie niepokojący soundtrack stanowi zapis auralnego eksperymentu przepełnionego echem krzyków, brzęczącym odgłosem wibratora oraz niespokojną ciszą.
Nie da się tego nihilistycznego obrazu łatwo wyrzucić z pamięci. Śmiem nawet wysnuć śmiałą hipotezę, iż "Lolita Vibrator Torture" stanowił źródło inspiracji dla twórczości Shinya Tsukamoto. Apokaliptyczno-mizantropijna wizja Sato tutaj zobrazowana jest zdecydowanie posępna, ale nie sposób odmówić jej mocy.