Recenzja horroru

Lisa (Lisa)
Tytuł oryginalny:
Lisa
Reżyseria:
Gary Sherman
Scenariusz:
Gary Sherman
Obsada:
Staci Keanan, Cheryl Ladd, D.W. Moffett, Tanya Fenmore, Jeffrey Tambor
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1990
Czas trwania:
95 min.
Wszyscy, którzy widzieli niepowtarzalny "Dead and Buried" są świadomi faktu, iż Gary Sherman doskonale wie co oznacza słowo strach i wie jak je interpretować. Oglądając "Lisę" może i nie obgryzłem z nerwów wszystkich paznokci, ale gęsia skórka dawała o sobie znać co jakiś czas, a to bardzo miłe uczucie.
Czternastoletnia Lisa i jej najlepsza przyjaciółka Wendy wymyśliły sobie wyjątkowo nietypową zabawę: wypatrują na ulicy przystojnych mężczyzn i fotografują się z nimi. Czasami zdobywają numer telefonu którejś z "ofiar", lecz rzadko starcza im odwagi aby zadzwonić. Pewnego wieczoru Lisa wpada przypadkowo na "najpiękniejszego faceta jakiego kiedykolwiek widziała". Zdobywa jego numer i telefonuje. Problem w tym, że ów "najpiękniejszy" jest psychopatycznym mordercą znanym jako "ten który morduje przy świecach".
Motorem akcji w tym filmie, podobnie jak w "Black Christmas" czy "When a Stranger Calls", jest telefon. To dzięki niemu Lisa może prowadzić swoją grę. Zaskoczona własną śmiałością po pierwszej rozmowie rozzuchwala się i napastuje swego "wybranka" telefonami o najróżniejszych porach. Na tym się jednak nie kończy, gdyż zaradna małolata nawet go śledzi. Wie gdzie pracuje i że ma na imię Richard. Morderca z kolei po raz pierwszy zaczyna się czuć jak swoje ofiary, które nieświadome niczego przychodziły do domów i odsłuchując sekretarkę słyszały: "cześć, tu Richard, jestem w twoim mieszkaniu i zaraz cię zabiję". To zadanie naprawdę mrozi krew w żyłach szczególnie w emocjonującym zakończeniu, kiedy to dochodzi do nieuniknionej konfrontacji psychopaty z Lisą i jej matką. Zaskakujący jest fakt, iż Richard i Lisa mają ze sobą wiele wspólnego: ona kolekcjonuje zdjęcia "na niby" poderwanych facetów, on zbiera nagrania rozmów telefonicznych ze swymi ofiarami. Obydwoje uwielbiają śledzić ludzi i zbierać drobne dane o ich życiu, przez co zabawa w "kotka i myszkę" jaką między sobą prowadzą z każdą minutą staje się coraz bardziej ekscytująca. To niesamowite biorąc pod uwagę fakt, iż cała fabuła opiera się głównie na dialogach, oczywiście często nie pozbawionych humoru. Sherman wprowadził do swego filmu również wątek dramatyczny. Lisa często nie dogaduje się ze swą dość konserwatywną matką, która usilnie pragnie aby jej córka nie powielała błędów, za które ona sama została wyklęta z rodziny. Ciągłe nakazy dodatkowo mobilizują Lisę do kolejnych telefonów, są dla niej swoistym sprawdzianem dojrzałości.
Nie określiłbym tego filmu mianem "śmiertelnej dawki suspensu", ale przyznać muszę, że zgrabnie upleciona intryga wciąga widza bez reszty. Mimo, iż wiele faktów znanych jest widzom na długo przed tym jak odkryją je bohaterowie, nie umniejsza to w znacznym stopniu atrakcyjności fabuły, momentami czyni ją nawet ciekawszą. "Lisa" nie jest najlepszym filmem Garego Shermana, poziomem nie urasta do "Dead and Buried", lecz z powodzeniem mogę ją polecić wszystkim tym, którzy uwielbiają horrory spod znaku telefonicznego terroru.