Recenzja horroru

Horror Lets Scare Jessica to Death

Lets Scare Jessica to Death

Tytuł oryginalny:

Let's Scare Jessica to Death

Reżyseria:

John D. Hancock

Scenariusz:

John D. Hancock, Lee Kalcheim

Obsada:

Zohra Lampert, Barton Heyman, Kevin O'Connor, Gretchen Corbett, Alan Manson

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1971

Czas trwania:

89 minut

Horror Let's Scare Jessica to Death - zdjęcie 1Horror Let's Scare Jessica to Death - zdjęcie 2Horror Let's Scare Jessica to Death - zdjęcie 3Horror Let's Scare Jessica to Death - zdjęcie 4Horror Let's Scare Jessica to Death - zdjęcie 5Horror Let's Scare Jessica to Death - zdjęcie 6

Od zamierzchłych czasów chciałem obejrzeć "Let's Scare Jessica to Death" i w końcu natrafiła się ku temu okazja. Wielu fanów horroru, zwłaszcza tych starszych wiekiem wychwalało ten film pod niebiosa, a niekwestionowany mistrz grozy Stephen King umieścił "Let's Scare..." pośród setki swoich faworytów w "Danse Macabre". No cóż, obecność wśród takich klasyków gatunku jak np. "Suspiria", "Carrie", "Alien", "Halloween" czy "Dawn of the Dead" do czegoś zobowiązuje, liczyłem więc mocno, iż horror ten rozłoży mnie na łopatki. Po zakończeniu projekcji nie zapiałem z zachwytu, ale większego rozczarowania również nie było. "Let's Scare Jessica to Death" to naprawdę dobry, trzymający w napięciu psychologiczny dreszczowiec, którego siła leży w znakomitym operowaniu sugestią i powoli narastającej atmosferze obłędu i paranoi.

Jessica, młoda i cierpiąca na zaburzenia psychiczne kobieta po sześciu miesiącach nieprzerwanego pobytu w instytucji leczniczej wychodzi na wolność. W towarzystwie męża oraz hippisowskiego przyjaciela opuszcza Nowy Jork, aby osiedlić się w osamotnionej farmie położonej z dala od większych siedzib ludzkich. W pobliżu znajduje się jedynie cokolwiek upiorne miasteczko, którego mieszkańcami są wyłącznie mężczyźni w podeszłym wieku z dziwnymi bliznami w okolicach szyi. Już w czasie podroży na miejsce, Jessica zaczyna odczuwać, iż coś nie do końca jest tak, jak powinno być, prześladują ją wizje oraz wewnętrzne głosy, które zdają się przed czymś nieuchronnym ostrzegać. Po dotarciu do celu, szepty w jej głowie stają się coraz bardziej napastliwe, ale Jessica postanawia zatrzymać je dla siebie, bojąc się, że ponownie popadnie w obłęd. Na farmie trio natyka się na Emily, lecz dziewczyna niemalże od samego początku nie wzbudza zaufania u głównej bohaterki. Co gorsza, z wyglądu jest niezwykle podobna do kobiety, która blisko sto lat temu utopiła się w pobliskim jeziorze. Złowieszcza legenda głosi, iż owa topielica była wcześniej wampirem...

Największym atutem "Let's Scare Jessica to Death" jest to, iż horror ten potrafi wzbudzić grozę u oglądającego nie zalewając go rzeką krwi. Praktycznie przez cały czas trwania filmu tkwił we mnie głęboko niczym cierń jakiś trudny do sprecyzowania lęk, od którego zdołałem się uwolnić dopiero na drugi dzień po seansie. W dużej mierze nastrój z wolna narastającego obłędu i szaleństwa jest tu kreowany przez przerażające dźwięki: wyjący wicher, skrzypienie podłóg na farmie, szepty wewnątrz umęczonego umysłu Jessiki, czy wreszcie przez samą materię dźwiękową, na którą składają się delikatne dźwięki gitary akustycznej, w pewnych momentach przechodzące w posępną elektroniczną kakofonię. W zasadzie wszystko to, co słyszymy w filmie jest nie mniej istotne, aniżeli to, co widzimy, ewentualnie to, czego nie będzie dane nam zobaczyć.

Na poklask zasługuje odtwórczyni głównej roli, znana aktorka komediowa z Broadwayu, Zohra Lampert. Śmiało mogę stwierdzić, iż po mistrzowsku sportretowała główną bohaterkę jako kobietę stojącą na krawędzi szaleństwa. Emanuje od niej zarówno wrażliwość, niezdecydowanie, optymizm, jak i smutek, rozpacz i ponad wszystko paranoidalny terror, który narasta wraz z każdą upływającą chwilą. Jessica zaczyna widzieć tajemniczą dziewczynkę w białej sukience wędrującą po okolicy niczym zjawa, a bladolica Emily o lodowatym spojrzeniu tylko napędza w niej strach czyniąc te wszystkie, straszne rzeczy, ale czy aby na pewno? Czy nie jest to przypadkiem wytwór jej wyobraźni? Do pozostałej obsady również nie mam zastrzeżeń, wszyscy bez wyjątku są świetni.

"Let's Scare Jessica to Death" jest horrorem wymagającym od widza sporego skupienia i odznacza się raczej niespiesznym tokiem narracji. Zrobiły na mnie zwłaszcza wrażenie pewne znakomicie współgrające z nastrojem detale: samochód, którym porusza się trio postaci przypomina czarny karawan, a Jessica lubi przerysowywać obrazy oraz nekrologi z cmentarnych nagrobków. Nie to jest jednak najbardziej intrygujące: tak naprawdę nawet do teraz nie jestem wcale pewien, czy Jessica kompletnie postradała zmysły, a może to otoczenie ją do tego doprowadziło? A co, jeśli w okolicy rzeczywiście działały nadnaturalne siły, dla przykładu wampiry? Spragniony odpowiedzi na kłębiące się pytania widz tu ich nie odnajdzie i zapewne będzie się czuł podobnie jak Jessica: niepewny i przestraszony, przytłoczony tym wszystkim, czego był świadkiem. Ja właśnie w taki sposób dzieło Johna Hancocka odebrałem.

W konkluzji pragnę zaznaczyć, iż "Let's Scare..." nie jest filmem dla tarzających się w potokach krwi wielbicieli splatter/gore. Oczywiście na upartego odnajdziemy tutaj odrobinkę makabry, ale na pierwszy plan wysuwa się nastrój. Ten subtelny, sugestywny horror będzie stanowił gratkę dla miłośników kina grozy nie obliczonego na krwawe efekty specjalne, tzw. jump scares czy skrajnie banalną fabułę. Do takich też osób ten film adresuje, a dzieciaki mogą nadal oglądać kolejne niepotrzebne amerykańskie rimejki czy bzdurne teen slashery pokroju "Valentine".

Ocena: 5/6

Autor: Embalmer