Recenzja horroru

Leprechaun 2 (Powrót karła)
Tytuł oryginalny:
Leprechaun 2
Reżyseria:
Rodman Flender
Scenariusz:
Turi Meyer, Al Septien
Obsada:
Warwick Davis, Charlie Heath, Shevonne Durkin, Sandy Baron, Adam Biesk
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1994
Czas trwania:
85 min.
Według folkloru spotkanie Leprechauna jest wydarzeniem bardzo rzadkim i jeśli już ma miejsce, to zazwyczaj w okolicach elfowych fortów, którymi zwykle są drumliny (niskie, owalne wzgórza o podłużnym, asymetrycznym profilu) oraz starodawnych fortyfikacji (takich jak szańce). W horrorze Rodmana Flendera znacznie łatwiej o małe randez-vous z tym karzełkiem, choć wielu bohaterów filmu wolałoby z pewnością, by fikcja była znacznie bardziej zbliżona do folkloru. Tym razem Leprechaun sam o towarzystwo ludzi się naprasza, nastała bowiem pora by najbardziej znany irlandzki skrzat znalazł sobie żonę.
Dzień Św. Patryka, Leprechaun obchodzi urodziny. W tym szczęśliwym dla niego dniu postanawia poślubić córkę swego niewolnika darując mu tym samym wolność. Przemyślny karzeł, dysponujący mocą magiczną, rzuca na dziewczynę urok. "Kichnie raz, drugi raz kichnie, po trzecim kichnięciu już mi nie czmychnie". Chyba, że ktoś powie "na zdrowie", niwelując zgubne skutki zaklęcia, co osobiście czyni ojciec wybranki Leprechauna. Rozwścieczony skrzat zabija go i rzuca klątwę na jego ród, której spełnienie nastąpi w dalekiej przyszłości. Jej ofiarą stanie się piękna Bridget, lecz nim dojdzie do obrządku, zachłanny pokraka w zielonym kubraczku musi odzyskać skradzioną mu monetę.
Tym razem akcja przenosi się z prowincji do dużego miasta, co staje się jednym z czynników klęski poniesionej przez "Powrót karła". Humor i energia jaką Mark Jones nasycił część pierwszą zaprzepaszczone zostały bezpowrotnie na korzyść błazeńskiej zgrywy i głupawych dialogów. Leprechaun nadal pozostaje typem zabójcy-dowcipnisia, lecz Warwick Davis, odtwórca tytułowej roli, ani na moment nie wychodzi ponad to co pokazał w obrazie Jonesa. Po części jest usprawiedliwiony, słaby scenariusz duetu Meyer – Septien ("Sleepstalker") mógł go ograniczać, choć wątpię czy jakikolwiek inny zaradny aktor widziałby w tym problem.
W przypadku tej kontynuacji reguła więcej, mocniej, szybciej, śmieszniej, nie zadziałała. Postaci są kiepsko rozrysowane, a niezliczone konwersacje jakie między sobą prowadzą zwalniają tempo opowieści, które to powinien narzucać tytułowy bohater, a nie jego ofiary. Przez cały seans widz jest świadkiem zabijania grozy w horrorze, którego powodem jest Bridget, jej chłopak i jego wujek. Żenujące trio podejmujące jeszcze bardziej żenujące próby rozbawienia widza. Według mnie takie zabiegi są odpowiednie dla komedii, a nie filmu grozy, jakim z założenia jest "Leprechaun 2". Tymczasem film Flendera jest wręcz przeładowany dowcipem i po pewnym czasie przestaje być zarówno zabawny jak i przerażający. Część pierwsza, autorstwa Jonesa, również bawiła, lecz humor ten w większości uzasadniała natura irlandzkiego karła oraz liczne odniesienia do folkloru Szmaragdowej Wyspy, w sequelu niestety tego zabrakło.
Leprechauny są złośliwe z natury. Uwielbiają płatać wymyślne i dobrze przemyślane figle, na co jest wiele przykładów w podaniach irlandzkich. Np. pewnego razu rolnik złapał leprechauna i zmusił go do wydania miejsca ukrycia skarbu. Skrzat powiedział mu, że złoto zostało zakopane pod jednym z rosnących na polu chwastów. Rolnik obwiązał wskazaną roślinę czerwoną chustą, wypuścił leprechauna i poszedł po łopatę. Gdy wrócił, wszystkie chwasty na tym polu były obwiązane identycznymi czerwonymi chustami. Całe szczęście dla twórców tej opowieści, ów charakterystyczny element dotyczący prześmiewczej natury karzełka został po części zachowany. Okazuje się, że filmowy Leprechaun, w spełnianiu życzeń jest równie dosłowny co Dżin z "Wishmastera", co przejawia się w scenie z kociołkiem, najbardziej makabrycznej sekwencji w całym obrazie. Todd Masters, twórca efektów do "Skowytu 6", wykazał pełną klasę w tej materii, podobnie zresztą jak Gabriel Bartalos, który po raz kolejny "oszpecił" Warwicka Davisa, czyniąc z jego sympatycznej twarzy to przepysznie obrzydłe ryło, szczerzące się do widza z ekranu.
Rodman Flender, który horror z komedią miksował również w przypadku "Idle Hands", zdecydowanie nie dorównał efektowi jaki rok wcześniej uzyskał Mark Jones. "Leprechaun 2", okraszony pomysłowym tytułem alternatywnym: "One Wedding and Lots of Funerals", jest infantylny i pełen banałów, które są w stanie przemówić wyłącznie do dwunastolatka.