Recenzja horroru

Leprechaun (Leprechaun)
Tytuł oryginalny:
Leprechaun
Reżyseria:
Mark Jones
Scenariusz:
Mark Jones
Obsada:
Warwick Davis, Jennifer Aniston, Ken Olandt, Mark Holton, Robert Gorman
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1993
Czas trwania:
92 min.






Pod względem wróżek, duchów, skrzatów itp. zdecydowanie przoduje Anglia, Szkocja i Irlandia. Niewiele jest narodów, których folklor wykazuje taką obfitość baśniowych postaci. W dawnych czasach, a także i dziś, nie brakowało ludzi gotowych przysiąc, iż one naprawdę istnieją. W Kornwalii, w południowo-zachodniej Anglii, mieszkają swawolne elfy, które nagradzają pracowite gospodynie srebrnymi monetami, a z niziny szkockiej pochodzi przynoszący pecha "minidiabeł" Nuckelavee. Natomiast w Irlandii, jak wiadomo, są najpiękniejsze wróżki, nazywają je Dana O'Shea. Podobno przy odrobinie szczęścia można zobaczyć ich uroczyste orszaki. Jednak Szmaragdową Wyspę zamieszkuje ktoś jeszcze - Leprechaun. Skarbnik skrzatów, strzeże złota, które można znaleźć na końcu tęczy i szyje baśniowe buty dla elfów oraz wróżek. Przystrojonego w zielone ubranko, często można zobaczyć w stanie wskazującym na spożycie, gdyż uwielbia ważone w domu piwo. Tak podają legendy, natomiast reżyser Mark Jones, ukazał nam ową postać w ździebko innym świetle.
Pewnej nocy Daniel O'Grady wraca do swego domu elegancką limuzyną spity jak "bela" i już na werandzie snuje przed małżonką wizje opływającego w luksusy, przyszłego życia. Gdy ta nie daje wiary jego wręcz ekstrawaganckim planom, Daniel zdradza jej sekret ich nagłego bogactwa. Wtedy pojawia się ohydna istotka w zielonym kubraczku i bucikach z błyszczącymi sprzączkami. To Leprechaun przyszedł odebrać swoją własność. O'Grady nie zamierza się łatwo poddać, uzbrojony w czterolistną koniczynkę (jedyną rzecz zdolna powstrzymać skrzata na dłużej), pakuje go do drewnianej skrzyni. Po dziesięciu latach zapuszczone domostwo zdobywa nowych właścicieli, którzy zarządzają remont. Renowacja budynku staje się dla Leprechauna idealnym momentem na ucieczkę i odzyskanie skradzionego mu przed laty złota.
"Leprechaun" Marka Jonesa, twórcy "Rumpelstiltskin", od początku utrzymany jest w tej samej tonacji, co późniejsze części "Koszmaru z ulicy Wiązów". "Wojownicy snów", "Mistrz snów", a w szczególności "Dziecko snów", ukazywały Freddy'ego jako szalonego rozrabiakę, żartującego i do żartów zdolnego (oczywiście makabrycznych), piąta część uwydatniała nawet jego komiksowe cechy, ocierając się przy tym o pastisz. Podobnie jest z obrazem Jonesa, Leprechaun śmieje się nie tylko z innych, ale i siebie samego (przezabawna scena przeglądania się w lusterku), a przy tym jest bezwzględny i skory do zadawania bólu w najbardziej wyrafinowany sposób. Gdy ugania się za kimś w celu poderżnięcia mu gardła nie zapomina puścić pod jego adresem skromnego żarciku lub niewinnej rymowanki typu - "pierścień wokół róży, kieszeń pełna burzy". Posiada nadprzyrodzoną moc, która nie pozwala go skrzywdzić w konwencjonalny sposób i twarz równie uroczą, co papcio Krueger. Zarówno Leprechaun, jak i Freddy używają sarkazmu i ironii w ten sam, bezbłędny sposób, komentując zazwyczaj metodę, jaką skończą z danym delikwentem lub określając za ich pomocą fatalne położenie bohatera, który ośmielił się wejść im w drogę. Dla obydwu mordowanie jest zabawą, a do tego posiadają parszywy śmiech, który wszyscy tak bardzo kochamy. Jednak te podobieństwa widać najlepiej tylko na przykładzie pierwszej części przygód irlandzkiego skrzata, a ich przytoczenie jest przydatne w zrozumieniu atmosfery, jaka charakteryzuje obraz Jonesa. Czyli półtorej godziny makabrycznej rozróby w wykonaniu "zgnitolicego" karzełka, wobec której należy przybrać skromny dystans, by dać się porwać jej nastrojowi.
Humoru tu pod dostatkiem. Leprechaun ma "jobla" na punkcie czystych butów i gdy tylko widzi jakieś zabrudzone, od razu zabiera się do pucowania, czemu towarzyszy ciche bluzganie pod nosem. Istnienie tej obsesji zaowocowało ucieszną sceną rzucania powalanymi butami w jego kierunku dla odwrócenia uwagi. Oczywiście pociesznych sekwencji jest w filmie o wiele więcej, a wszystkie one potwierdzają groteskowość, z jaką ukazany został Leprechaun. O pełnym grozy klimacie można zapomnieć, jednak cały ten dowcip, jak i charakterek skrzata tłumaczy prosty fakt - to Irlandczyk, a jak Irlandczyk może być poważny?! Mark Jones tworząc ten obraz był zobowiązany wpleść do niego odrobinę irlandzkiego dowcipu i według mnie, poprzez komiczną postawę Leprechauna, troszkę mu się to udało. A co to oznacza dla widza? Że bez kufla piwa (w tym wypadku najlepiej Guinnessa), niech do tego horroru nie podchodzi!
Cóż więcej dodać, "Leprechaun" się spodobał, przez co obecnie cykl obejmuje sześć części, okraszanych coraz to zmyślniejszymi podtytułami: "Leprechaun 4: In Space" czy "Leprechaun in the Hood". Debiutowała w nim ówczesna "gwiazdka" seriali, Jennifer Aniston, a partnerował jej znany z "April Fool's Day", Ken Olandt. Jednak całe widowisko należało do odtwarzającego tytułową rolę, Warwicka Davisa ("Willow"), który dzięki mistrzowskiej charakteryzacji Gabe'a Bartolosa, zauracza i rozbawia nas swą kreacją bez reszty. Tak, więc najpierw monopolowy, a później wypożyczalnia wideo i pełen radości wieczór mamy zapewniony. Oczywiście pod warunkiem, że płynie w nas choćby kropla irlandzkiej krwi.