Recenzja horroru

Horror Killer Pad

Killer Pad

Tytuł oryginalny:

Killer Pad

Reżyseria:

Robert Englund

Scenariusz:

Dan Stoller

Obsada:

Daniel Franzese, Eric Jungmann, Shane McRae, Emily Foxler

Kraj:

USA

Rok produkcji:

2008

Czas trwania:

84 minuty

Horror Killer Pad - zdjęcie 1Horror Killer Pad - zdjęcie 2Horror Killer Pad - zdjęcie 3Horror Killer Pad - zdjęcie 4Horror Killer Pad - zdjęcie 5Horror Killer Pad - zdjęcie 6

Wystarczył zaledwie trailer, abym wiedział, czego mam się spodziewać. Blisko dwuminutowy zlepek scen, które w zamierzeniu miały zachęcić do obejrzenia filmu, mnie utwierdziły w przekonaniu, że nie warto po niego sięgać. Czasem jednak każdy z nas musi zrobić coś wbrew sobie, dlatego też nie będę się rozpisywał przy jakiej okazji sięgnąłem po "Killer Pad". Ważne, że go obejrzałem, a właściwie przeżyłem, bo nie da się inaczej do niego podejść niż jak do autentycznego survivalu. Żywa legenda horroru, Robert Englund, który po blisko 20 latach zdecydował się ponownie wyreżyserować pełnometrażowy obraz gatunku poniósł całkowitą klęskę.

Grupka trzech młodych chłopaków opuszcza swoich rodziców i wyrusza w poszukiwaniu samodzielności. Wspólnie wynajmują dość okazale wyglądającą posiadłość, w której oddają się swoim ulubionym rozrywkom: grają na konsolce, piją browar, zajadają się czipsami itd. Kiedy pewnego dnia w progu mieszkania pojawia się wyjątkowo ponętna sąsiadka, chłopcy postanawiają wyprawić szaloną imprezę. Wkrótce przekonają się, że znajdująca się w ich piwnicy dziura w ziemi to nic innego brama do Piekła, a seksowna dziewczyna to istne wcielenie Diabła.

Już sam początek daje nam przedsmak tego, co będziemy oglądać przez następne półtorej godziny. Po zaledwie pięciu minutach byłem znudzony, a po dziesięciu już wręcz załamany. Ożywiłem się po kwadransie, kiedy pojawiła się pierwsza z trójki nowych, gorących koleżanek chłopaków. Ale to by było na tyle, potem już było coraz bardziej męcząco i przede wszystkim nudno. Trochę to zaskakujące bowiem wraz z rozpoczęciem balangi można by odnieść wrażenie, że film staje się bardziej dynamiczny, ale to jedynie pozory - zamiast imprezowego tempa mamy rozwlekłe i nieciekawe widowisko. Robert Englund postawił na realizację horroru komedii, która – jeśli chodzi o humor i styl - w dużej mierze wzoruje się na popularnych amerykańskich obrazach skierowanych do nastolatków w stylu "American Pie" czy "Stary, gdzie moja bryka?" (to zresztą nie powinno dziwić, bo jedną z osób stojących za "Killer Pad" jest producent właśnie drugiego z tytułów). I to niestety wyraźnie widać: masa durnych zachowań, histerycznych reakcji, grymasów i min, które zapewne są zamierzonym idiotyzmem, ale do mnie robienie z siebie błazna w tak mało śmieszny sposób jakoś zupełnie nie przemawia. Oczywiście "Killer Pad" gustuje w niesmacznych i żenujących dowcipach, opartych głównie na prostackich skojarzeniach bądź niewybrednych podstawach. Grubasy zajadające się ciastkami czy karły zestrojone w spodnie bez pośladków to typowe przykłady rozśmieszaczy, które poutykano w każde pięć minut filmu. Nie zabrakło rzecz jasna tych najbardziej prymitywnych żartów, określanych mianem humoru klozetowego, które w przypadku filmu Englunda przybierają formy dosłowne. Załatwianie się na głowę kobiety, która chwilę wcześniej została wessana przez szatańskie moce do toalety powinno w wystarczający sposób obrazować poziom dowcipu, jaki prezentuje sobą "Killer Pad". A nawet jeśli filmowcy starają się odejść na moment od takich schematów to wcale na lepsze to nie wychodzi. Scena, w której ksiądz, który pokonuje Szatana i jego służebnice śpiewając kawałek grupy KISS doprawdy woła o pomstę do Nieba.

I tak jest przez całą projekcję. Szczerze mówiąc, trochę mnie wstyd ogarnął po zakończeniu, że nie zdecydowałem się przerwać jej dużo wcześniej. No ale do końca wyczekiwałem jakichkolwiek elementów horroru, bo przecież nie można zapominać, że to również film zaklasyfikowany do tej kategorii. Ciężki jednak żywot fana horroru, który spróbuje się zmierzyć z dziełem Englunda, bo nie doczeka się niczego interesującego. Chyba że kogoś przeraża widok dwóch ewidentnie sztucznych odciętych głów w lodówce, wysmarowane czerwonymi farbami dziewczęta udające ofiary śmiertelnego poparzenia czy kobieta-Szatan z tanią charakteryzacją i plastikowymi skrzydłami (a żeby było śmieszniej to i z penisem – to tak w ramach łączenia horroru z komedią). Właściwie jest tylko jedna krwawa scena, w której odważono się cokolwiek pokazać, poza tym to szukaj wiatru w polu. Ale też tak sobie myślę, że nawet dość pokaźna liczba scen gore nie pomogłaby temu filmowi, tak samo jak i nie pomogła mu obecność kilku ładnych dam (ku memu zdziwieniu wiecznie ubranych) czy niektóre motywy wzorowane na innych horrorach. Cała reszta dyskwalifikuje go do tego stopnia, że pozostaje już tylko jak najszybciej zapomnieć o tej jakże odjazdowej młodzieżowej komedii z Szatanem w tle, w której nie ma ani czego się bać, ani z czego się śmiać.

Nikt nie odbierze Robertowi Englundowi jego miejsca w panteonie najważniejszych aktorów gatunku, ale "Killer Pad" z pewnością pozostawi skazę na jego biografii. Byłoby zdecydowanie lepiej gdyby jego skromny reżyserski dorobek zamknął się na (też w sumie dalekim od doskonałości) "976-Evil", ale mleko już się wylało. Dlatego nam nadzieję, że zwolennicy aktora czym prędzej zapomną o tej niefrasobliwej próbie, bo trochę to smutne patrzeć jak ta ikona kultury realizuje takie nikomu niepotrzebne gnioty, które ogląda się z zażenowaniem i zakłopotaniem.

Jak na razie mój najmocniejszy kandydat na najgorszy film 2008 roku.

Ocena: 1/6

Autor: Mort