Recenzja horroru

Horror Karma

Karma (Klątwa)

Tytuł oryginalny:

Karma

Reżyseria:

Allan Lunardi

Scenariusz:

Salman Aristo, Elvin Kustaman

Obsada:

Dominique, Joe Taslim, Jenny Chang, H.I.M. Damsyik

Kraj:

Indonezja

Rok produkcji:

2008

Czas trwania:

90 minut

Horror Karma - zdjęcie 1Horror Karma - zdjęcie 2Horror Karma - zdjęcie 3Horror Karma - zdjęcie 4Horror Karma - zdjęcie 5Horror Karma - zdjęcie 6

Każdy jest kowalem swojego losu. Przynajmniej do momentu, gdy planów życiowych i działań zmierzających do szczęśliwej przyszłości nie przekreślą jakieś czynniki obiektywne, na które nie mamy żadnego wpływu: śmierć, choroba, czy jak w przypadku bohaterów "Karmy" klątwa rodzinna, zgodnie z którą każda kobieta należąca do familii Guan umiera w młodym wieku. Pomimo tego młoda kobieta o imieniu Sandra decyduje się na ślub i dziecko z jednym z członków rodziny, aby przezwyciężyć złą karmę. Jednak sile przeświadczenie o możliwości zmiany losu może się okazać nie wystarczające do przełamania fatum, którego źródło tkwi w grzechach przeszłości.

Realizując swój pomysł na film reżyser Allan Lunardi zdecydował się połączyć elementy dramatycznej historii ze współczesnym kinem grozy. Historia opowiedziana w "Karmie" koncentruje się na sytuacji rodzinnej dwóch zakochanych w sobie ludzi, którzy za wszelką cenę chcą stawić czoła przeciwnościom losu. Niezależnie od tego czy mają one racjonalne podłoże (rodzina kobiety nie interesuje się ich sytuacją) czy irracjonalne (rodzinna klątwa) zakochani zrobią wszystko by osiągnąć szczęście. Okazuje się jednak, że nie jest to takie proste, bo wszystkie nasze postępki mogą wpłynąć zarówno na nasze, jak i cudze życie. Mogą przynieść nam zarówno szczęście, ale i ściągnąć na nas nieszczęście, a konsekwencje tych wyborów będą nam zawsze towarzyszyć. Na szczęście Lunardi nie stara się wprost przedstawiać nam oczywistości, jedynie umiejętnie wplata je jako tło swojej historii. Nie bawi się też przy tym w moralizatorstwo, nie poddaje ocenie działań bohaterów, nie stara się na siłę wmawiać, abyśmy kierowali się określonymi wartościami, nie piętnuje niczyjego postępowania. W mojej ocenie jego film ma stanowić jedynie rozprawkę na temat tego jak nasze działania determinują naszą przyszłość, bez wskazywania żadnej określonej drogi, a jednocześnie jak bardzo jest to nieskuteczne wobec nieuchronnych wydarzeń, na które nie mamy żadnego wpływu. Lunardi pokazuje niejako dwa wykluczające się oblicza tej samej sprawy i pozostawia ją otwartą, choć pesymistyczna wymowa zakończenia może dawać wskazówkę co do tego jak ostatecznie kształtuje się pogląd reżysera. To jednak wolna interpretacja, Lunardi na szczęście pozostawia możliwości swobodnego odczytania swojego filmu. O ile w ogóle widz ma na to ochotę, bo plusem "Karmy" jest to, że każdy może w nim znaleźć co chce: albo interesującą rozprawkę o istocie przeznaczenia, albo zwykłe połączenie dramatu rodzinnego i horroru, albo nawet na tej najbardziej trywialnej płaszczyźnie, zwyczajny horror, w którym postanowiono wykorzystać rodzinną klątwę jako doskonały punkt wyjściowy dla opowiedzenia historii o duchach. Sądzę jednak, że ta ostatnia opcja byłaby nieco krzywdząca dla filmu, a pierwsza zdecydowanie najlepsza, bo wtedy inaczej patrzy się nawet tytuł filmu: z początku bardzo naturalny dla horroru, a nabierający wieloznaczności po obejrzeniu "Karmy" do końca (może stanowić nie tylko określenie czynów, które mają wpływ na życie, ale może być traktowany chociażby jako synonim kary). Oczywiście polscy tłumacze nie uszanowali takiego drobiazgu i zdecydowali się wyświetlić film po prostu jako "Klątwę".

Reżyser nie miał jednak zamiaru robić ze swojego filmu ciężkiego, akademickiego kloca, nad którym debatowały by mądre głowy. Trzeba jasno napisać, że "Karma" jest filmem rozrywkowym, a Lunardi zrealizował kino grozy zgodnie ze obecnymi standardami gatunku. Podążył przy tym dobrze znaną i dość dobrze wydeptaną ścieżką współczesnego azjatyckiego horroru, czerpiąc wyraźne inspiracje z podobnych filmów z Japonii czy Korei. Z jednej strony wydaje się to być naturalne podejście dla indonezyjskiego filmowca, z drugiej to świadomy wybór, który pozwala na swobodne obracanie się w kręgu estetyki grozy, a jednocześnie nie przysłania, tego co reżyser chciał przekazać w tle. Lunardi skoncentrował się na atmosferze opowiadanej historii, zrezygnował z efektownych sztuczek realizacyjnych (ograniczając się do jednokrotnego wykorzystania efektów komputerowych, zresztą zupełnie niepotrzebnych) i oparł się na kreowaniu nastroju przy pomocy sprawdzonych środków. Szkoda tylko, że w przeważającej mierze są one znane każdemu przeciętnemu widzowi gatunku. Zjawy z wymalowanymi na biało twarzami to już doprawdy bardzo ograny chwyt i tylko wykorzystanie ich w jakiś wyjątkowo niestandardowy sposób może wzbudzić większe emocje. W przeciwnym razie, tak jak w przypadku "Karmy" wygląda to nieco monotonnie i nie robi już większego wrażenia. Dodatkowo, Lunardi używa ich bardzo oszczędnie, co w powoduje, że groza zawarta w filmie ma charakter, przynajmniej jak dla mnie, zbyt delikatny, jest jej za mało. Szczęśliwie jednak pod koniec reżyser odszedł od tego schematu i zaproponował rozwiązanie, które pozostawia na dłużej w pamięci i jest najbardziej charakterystycznym momentem "Karmy". Niebagatelną rolę odgrywa w tym kolorystyka całego filmu: dominują szarości, które nie tylko nadają opowieści odpowiedni ton, ale również stanowią idealną kompozycję z barwami użytymi w finale. Co prawda reżyser zbyt wcześnie, moim zdaniem, zmierza do ostatecznego rozwiązania fabularnego, jednak w decydującym momencie Lunardi osiąga bardzo dobry efekt.

Podsumowując, interesujący, choć niezbyt oryginalnie zaprezentowany horror zawierający w sobie trochę ciekawego dramatu. Powinien się spodobać fanom azjatyckiego kina grozy.

Ocena: 3+/6

Autor: Mort