Recenzja horroru

Humongous (Humongous)
Tytuł oryginalny:
Humongous
Reżyseria:
Paul Lynch
Scenariusz:
William Gray
Obsada:
Janet Julian, David Wallace, John Wildman, Janit Baldwin, Joy Boushel
Kraj:
Kanada
Rok produkcji:
1982
Czas trwania:
97 minut






Jakoś na początku 1993 roku, gdy miałem niewinne 12 lat, telewizja Polsat rozpoczęła nadawanie. Pamiętam nad wyraz dokładnie, że w soboty w godzinach nocnych leciały w niej horrory. To Polsatowi zawdzięczam mój pierwszy kontakt z takimi filmami grozy jak "Shock Waves" Kena Wiederhorna, "The Curse of Blue Lights" Johna Henry Johnsona, "One Dark Night" Toma McLoughlina, "Prom Night" i "Humongous" Paula Lyncha, itd. Ostatni z tutaj wymienionych zapadł mi chyba najbardziej w pamięć, a to za sprawą dwóch scen: brutalnego gwałtu na początku filmu (pociętego w większości wersji kasetowych) i przypadkowego odnalezienia przez Joy Boushel czaszki psa w leśnej gęstwinie. Oczywiście dzieciakowi, który bezkrytycznie chłonął filmowy horror, "Humongous" się spodobał, ale mijały lata i wraz z ich upływem zatarł się szybko w mojej pamięci poza wskazanymi powyżej dwiema scenami. Dopiero po tych blisko 14 latach natrafiła się okazja, by sobie ów slasher raz jeszcze odświeżyć. Skwapliwie z niej skorzystałem i świeżo po projekcji pragnę poinformować, iż warto było.
Prolog filmu ma miejsce w roku 1946 na samotnej wysepce gdzieś w okolicach północnego Ontario. Młoda natenczas dziewczyna imieniem Ida pada ofiarą brutalnego gwałtu, a jej napastnika rozszarpuje pies. Mija kilkanaście lat. Piątka nastolatków wybiera się na wakacyjny rejs luksusową łodzią. Po drodze natrafiają na rozbitka, którego biorą na pokład. Mężczyzna opowiada im o pobliskiej wyspie, gdzie samotnie mieszka zdziwaczała staruszka oraz jej dzikie psy. Niestety jak to zwykle w slasherach bywa na skutek pijaństwa i głupoty Nicka dochodzi do katastrofy. Łódź eksploduje i staje w płomieniach, a młodzież wraz z uratowanym rozbitkiem zostaje zmuszona do ewakuacji na niegościnny ląd. Być może wspomniana przez Berta staruszka Ida będzie w stanie im pomóc, kto wie? Kiedy Nick wyrusza na jej poszukiwania i nie powraca, do piątki pozostałych szybko dociera, iż wyspa jest zamieszkana przez kogoś jeszcze. Przez kogoś, kto łaknie krwi i poluje, by zabijać.
Pokaźna większość sieciowych recenzji na które się natknąłem gromi "Humongous" aż miło. Rating na IMDb opisywany film ma zdumiewająco niski, co mnie dziwi, ponieważ widziałem horrory znacznie gorsze, kompletnie nie nadające się do przyswojenia. Krytyka w dużej mierze dotyczy (- ła) przewidywalnej fabuły oraz zbyt ciemnych zdjęć nie pozwalających dokładnie przyjrzeć się jak najbardziej szkaradnemu obliczu monstrum. Z pierwszym zarzutem nie do końca się zgadzam, bo "Humongous" próbuje być inny od większości filmów hack-‘em-up i czasem się to udaje. Bliżej tej skromnej kanadyjskiej produkcji do genialnego survival horroru "Rituals" Petera Cartera niźli do "Friday the 13th" czy "Halloween". W obu filmach mamy wszak do czynienia ze zdeformowanym mordercą, który krąży po leśnych ostępach i ujawnia swoją szpetną facjatę dopiero w finale. Owszem, scena gdy Sandy (Janet Julian) usiłuje oszukać stwora przebierając się za jego matkę śmierdzi mi intensywnie drugą częścią "Piątku trzynastego", ale to wyjątek od reguły. Dla wielu fanów horroru irytująca jest także nadmierna ciemność scen nocnych aż do osiągnięcia punktu, gdy nie wiadomo, co się w danym momencie dzieje. Wierzę, iż nie wynika to z niskiego budżetu, ale z celowego zabiegu reżysera. W "Humongous" mrok poddany został stylizacji. Gdy potwór wdziera się przez drzwi, by dopaść ofiarę bądź dom łódek staje w płomieniach nagła jasność wprawia widza w stan szoku i wywołuje ból w oczach. Pięknie to musiało wyglądać zwłaszcza na ekranie kinowym.
Wadą filmu jest znikoma dawka gore – większa ilość tryskającej juchy uczyniłaby horror Lyncha jeszcze efektywniejszym i straszniejszym. Nie mam natomiast zastrzeżeń do obsady – młodzi aktorzy grają naturalnie, a kamera szczególnie adoruje uroczą Janet Julian, której w finale przyjdzie się zmierzyć ze zdeformowanym stworem. Posmaku narastającej grozy dodaje fakt, iż bestia zdaje się czaić wszędzie, poza tym bohaterowie filmu nie posiadają nawet podstawowego sprzętu do survivalu (np. latarek), przez co muszą przedzierać się przez upiorną ciemność bez niego. Ich przerażenie stopniowo udziela się oglądającemu, bo tego, czego on nie widzi, nie widzą także rozbitkowie. Odizolowana, ponura, obficie zalesiona wysepka, na której gdzieniegdzie walają się kości zjedzonych psów i innych zwierząt stanowi idealne miejsce do konfrontacji z maszkarą, która do mordowania używa siły fizycznej, a nie rozmaitych rzeźnickich narzędzi.
Paul Lynch odpowiada również za o wiele bardziej znany (no tak, w końcu zagrała w nim słynna królowa krzyku z końca lat 70-tych i początku 80-tych Jamie Lee Curtis) slasher "Prom Night" (1980). "Bal maturalny" wynudził mnie niemożebnie, czego nie da się powiedzieć o "Humongous". Odtwórca roli humongousa, wrestler Garry Robbins, zagrał kanibala Saw-Tooth we "Wrong Turn" – ot, taka malutka ciekawostka dla zainteresowanych.