Recenzja horroru

Horror Honeymoon Horror

Honeymoon Horror (Koszmar miesiąca miodowego)

Tytuł oryginalny:

Honeymoon Horror

Reżyseria:

Harry Preston

Scenariusz:

Harry Preston

Obsada:

Paul Iwanski, Bob Wagner, Cheryl Black, Philip Thompson, Bill Pecchi

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1982

Czas trwania:

88 min.

Horror Honeymoon Horror - zdjęcie 1Horror Honeymoon Horror - zdjęcie 2Horror Honeymoon Horror - zdjęcie 3Horror Honeymoon Horror - zdjęcie 4Horror Honeymoon Horror - zdjęcie 5Horror Honeymoon Horror - zdjęcie 6

W zasadzie powinna być pała, przyozdobiona z prawej strony małym plusikiem, lecz serce me rozkochane w niskobudżetowym kinie zaprotestowało nakazując w stosie schematów budujących ten film, odnaleźć jakieś pozytywy. Powiodło się i szczerze mogę oświadczyć, że "Honeymoon Horror" da się strawić, mimo, iż niektóre jego elementy stają ością w gardle. Nakręcona w dwa tygodnie w Grapevine w Teksasie siekanina, nie ukazuje fruwających kończyn ani wiader krwi rozlewanych po ekranie. Potrafi jednak porwać widza w przyjemny świat tandety i ździebko zauroczyć pod warunkiem, że jej pomożemy i przymkniemy nieco oczy na wiele spraw. Wiem, że sporo wymagam od widza i niejeden z was zastanowi się czy owo poświęcenie ma w ogóle sens. Od razu, więc odpowiadam, że nie. To tylko drobna rada dla wszystkich, którzy mają nieodpartą chęć odwiedzić Wyspę Zakochanych.

Podobną, nieodpartą chęć, wykazały trzy pary nowożeńców przybyłe na wyspę małą, lichą motorówką. Świeżo odnowiony po tragicznym pożarze motel, jest już gotowy na ich przyjęcie. Podobnie jak gotowy jest czający się w zaroślach intruz, którego sylwetka kładzie się ponurym cieniem na zatopiony w trzewiach lasu motelik. Owa ciemna postać przemykająca w mroku wygląda intrygująco. David Pinkston, autor zdjęć, stworzył do jej ukazania klasyczne dla gatunku horroru ujęcia, dobrze znane z "Piątku 13-go" czy "Uśpionego obozu". Tworzą one delikatną powłokę sączącej grozę atmosfery, którą ku niezadowoleniu widza stale przerywa fatalny montaż. Za jego sprawą twórcy filmu starali się zatuszować pewne braki, co spowodowało jeszcze większe braki, a te znowu stały się przyczyną występujących w obrazie Prestona luk. Może i jest to "masło maślane", za to dobrze opisuje efekt widoczny na ekranie. Feralny montaż swą niszczycielską siłę ujawnia w szczególności w scenach mordu, gdzie podarowano sobie wszystko to, czego nie umiano zrobić. Otrzymujemy tym samym nieco schłodzoną porcję kiepskiego gore, dla ludzi gotowych odmówić sobie obcowania z logiką w czasie seansu. Jednakże poprzez tę tandetę przebiły śladowe ilości suspensu umożliwiające pomyśle przebrnięcie przez nudnawe momenty, co sprawia, że "Honeymoon Horror" gwarantuje trochę więcej rozrywki niż choćby "Hellgate".

Zdecydowanie najbardziej rozrywkową i przerażającą zarazem stroną horroru Prestona jest szeryf, a dokładnie jego spocone dupsko. Ten mistrzowsko rozlany ślad na spodniach może się śnić po nocach. Jednak bardziej wstrząsające od wypoconego "zaplecza" władz okolicznego miasteczka, jest jego aktorstwo. Bill Pecchi odtwarzający szeryfa, to jedna z najgorszych ról, jakie w życiu widziałem. Inni dzielnie mu wtórują, a dialogi jedynie umacniają ich pozycję w rankingu katastrof aktorskich. Spacerują, rozmawiają, biegają i bezustannie robią sobie drinki, a nie potrafią nawet solidnie zedrzeć gardła, gdy to konieczne. Ostatecznie nie ma się czemu dziwić, większość osób maczających palce w tym projekcie była wówczas absolutnymi debiutantami. Harry Preston i L.L. Carney poprzestali na jednym scenariuszu, a David Pinkston powrócił za kamerę dopiero w 2005 roku. Lecz w żaden sposób nie usprawiedliwia to faktu, że tożsamość mordercy nie stanowi praktycznie żadnej tajemnicy, co niezwykle smuci, gdyż dało się z tego tematu wycisnąć znacznie więcej.

W "Honeymoon Horror" przez większość czasu panuje cisza, ale gdy okazjonalnie kompozytor zaserwuje nam kawałek swej twórczości, zdajemy sobie sprawę, że ta cisza nie była taka zła. Ron Di Lulio, autor muzyki do "Mountaintop Motel Massacre", podobnie jak aktorzy wbił kolejny gwóźdź do trumny, w której spoczął slasher Prestona. Slasher z najobleśniej spoconym tyłkiem w historii tego podgatunku.

Ocena: 2-/6

Autor: Lobo