Recenzja horroru

Horror Home Sweet Home

Home Sweet Home

Tytuł oryginalny:

Home Sweet Home

Reżyseria:

Nettie Pena

Scenariusz:

Thomas Bush

Obsada:

Jake Steinfeld, Salle Elyse, Vinessa Shaw, Peter DePaula, Don Edmunds, Charles Hoyes

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1981

Czas trwania:

85 minut

Horror Home Sweet Home - zdjęcie 1Horror Home Sweet Home - zdjęcie 2Horror Home Sweet Home - zdjęcie 3Horror Home Sweet Home - zdjęcie 4Horror Home Sweet Home - zdjęcie 5Horror Home Sweet Home - zdjęcie 6

"Home Sweet Home" – no tak, pierwszy ‘dziękczynny’ slasher, zły i zepsuty do szpiku kości. W związku z tym na pewno znajdzie oddanych zwolenników wśród koneserów odmóżdżającego kiczu.

W pobliżu jednej z autostrad Los Angeles stoi samochód. W nim spożywa sandwicza pewien nieszczęśnik wsłuchany w dźwięki radia. Ktoś podchodzi do auta. Ktoś o zdecydowanie morderczych zamiarach! Chcąc być przyjacielski mężczyzna częstuje niespodziewanego gościa piwem i… ginie wyciągnięty z ogromną siłą przez okno. Rozlega się przenikliwy chichot mordercy, który wygląda niczym osiłek w typie Lou Ferrigno. Po uduszeniu ofiary ubrany w dżinsy i lekki podkoszulek mięśniak rekwiruje jego auto, toczy pianę z ust niczym wściekły pies i wstrzykuje sobie w język PCP (fencyklidynę). Radio trzeszczy: "26 letni Jay Jones uciekł dzisiaj ze szpitala psychiatrycznego Hobart. Jest uzbrojony i niebezpieczny. Zabił już rodziców oraz Bogu ducha winnego pielęgniarza". Jay pędzi jak szalony przed siebie. Dodaje gazu przejeżdżając na przejściu dla pieszych staruszkę w szarej peruce. Jej krew bryzga strumieniami na szybę. Jay zatrzymuje się w pobliżu domu na wsi, który tętni radosnym życiem dziewięciorga durnych postaci. Wśród nich na szczególne wyróżnienie zasługują latynoska piosenkarka Maria nie znająca języka angielskiego oraz grający na elektrycznej gitarze nastolatek nazywany Pomyłką (Mistake) ze wzmacniaczem na plecach i o twarzy pomalowanej na mima, który wszystkim daje zdrowo popalić. Cała dziewiątka zbiera się, by skonsumować okazałego dziękczynnego indyka. Lecz nie będzie im to dane. Jay już się o to postara. Goście co rusz czegoś szukają: paliwa, wina, grochu. Odnajdują za to śmierć z ręki osiłka z wytatuowanym na łapie napisem ‘Home Sweet Home’. Schemat goni schemat i schematem pogania: gaśnie światło, kable telefoniczne zostają przecięte, auto odmawia posłuszeństwa na skutek braku paliwa, inne psuje się. Nie do wiary. Co za cholernie pechowy Dzień Dziękczynienia! Jedynie Jay rechocze zadowolony mordując bez skrupułów kogo popadnie. Nie ma zmiłuj dla kretynów, oj nie ma.

Kiczowaty slasher z muskularnym Jake Steinfeldem (swego czasu był instruktorem fitness wielu hollywoodzkich gwiazd i promotorem fizycznego treningu) w roli chichoczącego świra-narkomana. Rozdziawicie niejednokrotnie oczy ze zdziwienia podziwiając sceny morderstw w "Home Sweet Home": uduszenie podstarzałego hippisa złotym łancuchem, zgniecenie jednego z gości bagażnikiem samochodu, śmiertelne porażenie nastoletniego fana KISS gitarą elektryczną wcześniej graną unplugged (na nic się zdaje jego żałosne błaganie o litość: "Zrobię wszystko… zagram na gitarze…"). Jay to twardziel nad twardziele: dyszy żądzą krwi nawet z wystającym z boku nożem. To prawdziwa maszyna do zabijania – w dodatku z barczystym karkiem napompowanym Anielskim Pyłem (PCP). Dzięki niemu "Home Sweet Home" robi się z minuty na minutę coraz bardziej zwariowany, akcja prze do przodu i leje się krew. Co z tego, że aktorstwo razi kompletną amatorszczyzną, skoro zabawa jest zaiste przednia!

Najgorszym wrogiem kiczu jest nuda. W przypadku "Home Sweet Home" nie nudziłem się nawet na moment, czego nie mogę powiedzieć np. o "The Prey", "The Berserker", "Iced", "Houseboat Horror" czy "Savage Water". Producent filmu Don Edmonds zasłynął przede wszystkim wyreżyserowaniem dwóch początkowych części serii "Ilsa" i absurdalnego slashera "Terror on Tour" (1980).

Ocena: 3/6

Autor: Embalmer