Recenzja horroru

Horror Hideaway

Hideaway (Kryjówka Diabła)

Tytuł oryginalny:

Hideaway

Reżyseria:

Brett Leonard

Scenariusz:

Andrew Kevin Walker

Obsada:

Jeff Goldblum, Christine Lahti, Alicia Silverstone

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1995

Czas trwania:

106 minut

Adaptacja powieści Deana R. Koontza.

Podczas powrotu z wakacji Hutch ulega poważnemu wypadkowi samochodowemu. Mężczyzna popada w stan śmierci klinicznej i w takim stanie zostaje przewieziony do szpitala. Tam, za pomocą najnowocześniejszej aparatury medycznej lekarzom udaje się uratować pacjenta, pomimo tego że akcja serca ustała aż na dwie godziny (!). Hutch wraca do zdrowia jednak już wkrótce zaczyna się zachowywać w dziwaczny sposób. Jest przekonany, że ma wizje morderst dokonywanych na młodych dziewczętach. Widzi i czuje dokładnie jak ich sprawca. Nie wie jednak, że swoista więź łącząca go z psychopatycznym zabójcą, pozwala także temu drugiemu na wgląd w jego umysł...

Już na samym początku właściwie, za sprawą animacji komputerowych, oceniłem ten film jako niezłą kiszkę. Dałem mu jednak szansę, mimo że z każdą następną chwilą czułem, że będzie to kolejny nieudany film. Nasuwało się coraz więcej wątpliwości co do scenariusza, wszystko wydawało się raczej konwencjonalne, odgrzewane. Na szczęście drugie 45 minut przyniosło pozytywną odmianę. Film powoli zaczął się wygrzebywać ze swoistego marazmu, zmierzając nareszcie w dobrym kierunku. Historia stała się ciekawa, wszystko zaczęło wiązać się ze sobą w jakąś sensowną całość, nie było to już takie bezbarwne widowisko jak w części pierwszej. Szkoda tylko, że całość zepsuły te nachalne efekty specjalne, wyglądające jakby wycięto je z innego filmu i to bynajmniej nie horroru. Nie są kiepskie, ale całkowicie nie pasują do klimatu i raczej nie odzwierciedlają dobrze tego co miały przedstawiać. Nie podobało mi się, że pod koniec więź obu panów przekształciła się w jakąś walkę dobrych i złych sił (choć mając na uwadze, że jest to adaptacja książki Deana Koontza, można się było tego spodziewać. To chyba było aż nadto. No i jeszcze Jeff Goldblum, strojący dziwne miny i pląsający z bronią niczym konik polny na łące. Chyba stać go na więcej.

Ocena: 3-/6

Autor: Mort