Recenzja horroru

Ginger Snaps 2: Unleashed (Zdjęcia Ginger 2)
Tytuł oryginalny:
Ginger Snaps 2: Unleashed
Reżyseria:
Brett Sullivan
Scenariusz:
Megan Martin
Obsada:
Emily Perkins, Tatiana Maslany, Eric Johnson, Janet Kidder, Katharine Isabelle
Kraj:
Kanada
Rok produkcji:
2004
Czas trwania:
94 minuty






Świetny sequel do jednego z najlepszych horrorów o wilkołakach ostatnich lat, a mianowicie "Ginger Snaps" (2000, John Fawcett).
Akcja "Ginger Snaps II" zaczyna się w momencie zakończenia oryginału. Na nowo poznajemy Brigitte, która zabiła swoją siostrę wilkołaka Ginger w zakończeniu pierwszej części. Niestety jej krew została zmieszana z krwią Ginger i grozi jej przemiana w koszmarną bestię. Brigitte za wszelką cenę usiłuje powstrzymać proces przeobrażenia używając do tego serum odkrytego w "Ginger Snaps". Jest od niego kompletnie uzależniona i musi sobie wstrzykiwać ów specyfik codziennie, aby zapobiec transformacji. Dodatkowo towarzyszy jej zjawa Ginger (a może jest to wytwór jej wyobraźni?), która zapewnia Brigitte odrobinę wsparcia i komfortu. Jednakże to nie wszystko, bowiem jej tropem podąża spragniony krwi wilkołak. Przypadek sprawia, że Brigitte trafia do centrum rehabilitacyjnego dla uzależnionych od narkotyków dziewcząt. Zostaje uznana za ćpunkę i zamknięta w osobnej celi, a jej szczepionka trafia w ręce pracowników centrum. Rozpoczyna się dla niej koszmar, a podążający za nią wilkołak czai się na zewnątrz budynku...
Emily Perkins w roli Brigitte jest niesamowicie wiarygodna. Ma w sobie wiele wewnętrznej siły i woli walki. Liczy się dla niej przetrwanie w ludzkiej postaci i choć żyje w potwornym stresie i napięciu to jednak nie poddaje się. Warta odnotowania jest również młodziutka Tatiana Maslany, odtwarzająca postać tajemniczej dziewczynki znanej jako Ghost, którą Brigitte spotyka w centrum. Wypada ona w swojej roli znakomicie, co więcej grany przez nią charakter jest dwuznaczny i skrywa wiele sekretów.
"Ginger Snaps II" jest bardzo mroczny i dość krwawy. Ataki wilkołaka są naprawdę intensywne z tryskającą na wszystkie strony krwią. Film wypełnia duża dawka znakomitych efektów specjalnych, a dziwaczny industrial na soundtracku kreuje złowrogą atmosferę niepokoju i osaczenia. Finał w samotnym domku pośród ośnieżonych lasów trzyma w napięciu i jest po prostu świetny.
Obecnie niewiele kreci się horrorów o wilkołakach, a seria "Ginger Snaps" z pewnością zasługuje na wyróżnienie. Każdy miłośnik kina grozy powinien te filmy znać i posiadać w swojej kolekcji.