Recenzja horroru

Friday the 13th 3 (Piątek Trzynastego 3)
Tytuł oryginalny:
Friday the 13th Part 3
Reżyseria:
Steve Miner
Scenariusz:
Martin Kitrosser, Carol Watson, Petru Popescu
Obsada:
Dana Kimmell, Paul Kratka, Larry Zerner, Richard Brooker
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1982
Czas trwania:
95 minut
Jeszcze nie zasklepiła się ultragłęboka rana na jego ramieniu, a już niestrudzony mściciel rodzicielki swej proponuje kolejną porcję rozrywki w nowym towarzystwie. Jeszcze tej samej nocy zabija przygodnych ludzi – nieco obleśnych właścicieli sklepu spożywczego. Przy okazji pożycza sobie nowe ubranko. A tymczasem nad jezioro Crystal Lake (za każdym razem wyglądające zgoła inaczej) przybywa kolejna grupka młodych lekkoduchów – tym razem w celach czysto rozrywkowych, czyli: alkohol, dragi i popychanie. Ma się rozumieć, że za chwil parę sielanka zostanie delikatnie zakłócona i samo przez się, że jedna z blond dziewcząt ocaleje tylko po to by unieszkodliwić Jasona. Przynajmniej do następnego odcinka.
Nie lubię tej części. Nigdy nie lubiłem, za mało w niej chwil szczątkowej choćby grozy i napięcia, za dużo kiepskiego humoru. Jason w przeciągu jednej nocy z kudłatego młokosa o nieporadnych ruchach zmienia się w łysego wygimnastykowanego barczystego chłopa (tym razem w jego rolę wcielił się artysta cyrkowy i akrobata Richard Brooker). Modne podówczas efekty 3-D wyglądają po prostu śmiesznie i nienaturalnie – zwłaszcza oko na lince wypadające wprost na widzów czy też Jason wypuszczający strzałę z kuszy. Znaczna część akcji filmu toczy się w biały dzień, co w przypadku horroru nie jest raczej wskazane. Paczka przyjaciół wygląda na dobraną z przypadku – każdy z innej bajki, prym wiodą tu przede wszystkim: narzeczony głównej bohaterki oraz para hipisów jarająca niemożebną ilość marihuany przez monstrualnie wielkie tuby ("samochód nam się pali!!!). Zbiry na motorach wzbudzają śmiech i politowanie zamiast budzić należyty respekt. Nawet muzyka jest zapożyczona z dwóch poprzednich części – Harry Manfredini twierdzi, że do dziś dnia nie obejrzał tej części, bowiem nie poproszono go o skomponowanie nowej ścieżki dźwiękowej, zatem nawet nie zaprzątał sobie tym głowy. Mam wymieniać dalej? Może jeszcze głupawy utwór muzyczny podczas – a jakże – trójwymiarowej czołówki. Trzecia odsłona "Piątku 13-go" wygląda na kręconą w pośpiechu, co dziwi, bowiem poprzednie dwie części kręcone były w proporcjonalnie krótszym czasie (cz. 1 w miesiąc, cz. 2 w 2 miesiące, cz. 3 w 4 miesiące) a zdają się być o niebo lepsze. Wiadomym też jest, że istnieje kilka wersji zakończenia – w jednej z nich Jason obcina głowę siekierą głównej bohaterce. Niestety, wybrano najsłabszą chyba wersję, gdzie uraczono widzów sekwencją dość nachalnie nawiązującą do części pierwszej – chodzi o gnijącego trupa pani Voorhees wciągającego pod wodę dzielną bohaterkę całego tego pociesznego dramatu.
Sympatię widzów wzbudza jedynie Shelley, poczciwy grubas, niezrozumiany przez resztę kolegów, miłośnik makabrycznych dowcipów. W jego przypadku zastosowano zasadę "nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka" (wszyscy, którzy widzieli, wiedzą, o co chodzi). Otyły Shelley jest również wart odnotowania jako darczyńca znaku rozpoznawczego Jasona po wsze czasy – słynnej maski hokejowej. Od tej pory postać mordercy z Crystal Lake będzie kojarzona na wszystkich kontynentach.
Pierwotna misja Jasona zaczyna być od tej części powoli spychana na drugi plan. Coraz częściej nasz ulubieniec będzie zabierał się za pozbawianie życia osób nie mających absolutnie nic wspólnego ani z krzywdą, jaką rzekomo wyrządzili mu w 1957 roku nieodpowiedzialni opiekunowie ani z zabójstwem swojej matki. A wszystko ku uciesze piszczącej z uciechy hałastry nastolatków z kubłem prażonej kukurydzy między nogami.
Zatem rozpoczęła się taśmowa produkcja, furtka otwiera się coraz szerzej. Czekamy teraz do 1984 roku, by dowiedzieć się, jak dalej potoczyły się losy leżącego w stodole Jasona – póki co martwego – z siekierą wbitą w czaszkę. Frank Mancuso Jr. o to zadba. Kolejna odsłona będzie nieco lepsza od poprzedniczki, i wbrew tytułowi wcale nie ostatnia.