Recenzja horroru

Horror Friday the 13th 2

Friday the 13th 2 (Piątek Trzynastego 2)

Tytuł oryginalny:

Friday the 13th Part 2

Reżyseria:

Steve Miner

Scenariusz:

Ron Kurz

Obsada:

Amy Steel, John Furey, Stu Charno, Warrington Gillette

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1981

Czas trwania:

87 minut

Horror Friday the 13th Part 2 - zdjęcie 1Horror Friday the 13th Part 2 - zdjęcie 2Horror Friday the 13th Part 2 - zdjęcie 3Horror Friday the 13th Part 2 - zdjęcie 4Horror Friday the 13th Part 2 - zdjęcie 5Horror Friday the 13th Part 2 - zdjęcie 6

Sean S. Cunningham przyznał w którymś z wywiadów, że podczas realizacji "Friday the 13-th" nawet przez myśl mu nie przeszło, że ten skromny i kameralny dreszczowiec doczeka się mnóstwa kontynuacji i obrośnie wieczną legendą. Postać Jasona, która przecież była tylko pretekstem do popełniania zbrodni przez jego matkę – szaloną Pamelę Voorhees, to tylko drobny epizod, wręcz niemożliwy do jakiegokolwiek rozbudowania. Okazało się jednak inaczej - próbujący zwęszyć niezłą kasę ludzie z Paramount Pictures postanowili pociągnąć dalej wątek upośledzonego chłopca z Jeziora Kryształowego – nie muszę chyba dodawać, z jakim skutkiem.

Jedyna ocalała z masakry nad Crystal Lake, dzielna malarka Alice, wciąż nie może dojść do siebie – dręczą ją koszmary. Długie i spokojne życie niestety nie będzie jej dane, bowiem zostanie od ręki zamordowana przez nieznanego sprawcę w brudnych ogrodniczkach i flanelowej koszuli. Ostatnią rzeczą, jaką ujrzy przed śmiercią, będzie upiorne trofeum – głowa pani Voorhees, która odcięta została podczas pamiętnej i jakże pasjonującej babskiej walki na zęby, paznokcie i maczety. Tyle tytułem wstępu, który w nieskomplikowany sposób przypomina nam końcówkę części pierwszej i wprowadza nas w znajomy klimat serii. Mija kilka lat, legenda drzemie gdzieś wśród okolicznych kniei oraz miejscowej ludności, tylko po to, by odrodzić się na nowo, gdy nad Jezioro Kryształowe przyjedzie kolejna grupka rozpasanej i niepoprawnej młodzieży. Młodzieży, której mimo to przyświeca szlachetny cel opieki nad bandą rozwrzeszczanych dzieciaków. Na nic zdają się bełkotliwe historie nawiedzonego pijaczka Ralpha o położonym nieopodal przeklętym miejscu - Krwawym Obozie. Już niebawem poleje się krew, a wrzask mordowanych ofiar rozniesie się po gęstych lasach. Cała nadzieja w blondwłosej Ginny, która zna wiele psychologicznych sztuczek. Sztuczek, które może łyknąć jedynie niedorozwinięty dzikus – Jason Voorhees, który - o zgrozo! wcale nie utopił się w jeziorze, a tylko czaił w leśnych ostępach. Był najprawdopodobniej świadkiem śmierci swojej mamusi i teraz zabije każdego, kto wejdzie na jego teren.

Myślę, że nie będę oryginalny twierdząc, że pałam dość pokaźną dozą sentymentu do serii "Friday the 13-th". Od takich przecież filmów zaczęła się moja przygoda z horrorem trwająca z małymi przerwami około 16 lat. Dziś, gdy dysponuję już dużo większą niż niegdyś skalą porównawczą i gdy moje zainteresowania zdążyły niejednokrotnie wyewoluować by wreszcie się skrystalizować, teraz patrzę o wiele bardziej krytycznym, (choć nadal łaskawym) okiem na niekończący się korowód coraz to wymyślniejszych zbrodni dokonywanych przez sztandarową ikonę współczesnej pop-kultury.

Wedle niepisanych praw, sequel filmu grozy ma być krwawszy, bardziej trzymający w napięciu, ma oferować bardziej wymyślne i bolesne sceny zgonów niż oryginał, ma… już nie chce mi się wymieniać. W niniejszym przypadku nie zostało to potraktowane aż tak bardzo dosłownie, ale rzecz jasna wypadało zaspokoić chore potrzeby mało wymagającej widowni. Twórcy, trzymając się stylu, jaki cechował część pierwszą zaprezentowali następny wachlarz frywolnych postaci, kilka par cycków, nietuzinkowe pomysły na śmierć przed kamerą, jeszcze mocniejszą ścieżkę dźwiękową stworzoną również przez Harry’ego Manfredini (który jak się miało okazać będzie nadwornym muzykiem serii "Friday the 13-th"). Skoro dzieło Cunninghama pokochały tysiące osób na całym świecie, to z pewnością spodoba im się pomysł na rozbudowanie postaci Jasona – taki był prosty tok myślenia producentów. Wygląd czarnego charakteru zaczerpnięto z postaci psychopaty z filmu "The Town That Dreaded Sundown" i nałożono mu na głowę biały worek przepasany sznurem. Szczerze przyznam, że taki image Jasona jest o wiele bardziej interesujący niż powszechnie znany, czyli olbrzymi gnijący schab w humorystycznej masce hokejowej. A skoro już jestem przy Jasonie – z całym szacunkiem dla niego, ale pomysł pod tytułem "nie utonąłem, lecz cały czas żyłem i czekałem nie wiadomo na co" zadaje absolutny kłam temu, co działo się w części pierwszej. Intrygujący jest przede wszystkim powód, dla którego "kochane, jedyne dziecko" nawet, jeśli upośledzone, nie objawiło się przez tyle lat swojej mamie, która z miłości do niego gotowa była zabijać, lecz wegetowało w leśnej głuszy przez szereg lat. OK. nieważne, nie takie absurdy czekają jeszcze tych, którzy nie zaznajomili się z tym sławetnym cyklem. Wystarczy przymknąć oko na wszelkiej maści niedorzeczności, płytkie dialogi i zasiąść do oglądania z czysto rozrywkowych pobudek. Poza tym saga z Crystal Lake została już przeanalizowana i opisana przez tysiące fanów na całym świecie i trudno wymyślić cokolwiek nowego na jej temat.

Nastrój ten sam, co w "jedynce", postać mordercy prezentuje się odpowiednio tajemniczo (choć jego tożsamość od początku jest znana), muzyka wzorowo wzmaga tempo filmu. Efekty specjalne nie są już tak porywające jak w poprzedniej części (Tom Savini był zajęty tworzeniem efektów do konkurencyjnego - i moim skromnym zdaniem znacznie od "Piątku 13-go" lepszego – "The Burning"), podobnie pomysły na uśmiercanie młodych opiekunów – w pewnym stopniu były inspirowane "Bay of Blood" Mario Bavy, podobnie zresztą jak w przypadku prequela. Obie części ogląda się tak samo przyjemnie i bezstresowo, stanowią one – może nie do końca zwartą – ale pewną całość i poziomem nie odstają od siebie zbyt wiele. Aż dziw, że Betsy Palmer zgodziła się wystąpić po raz wtóry jako pani Voorhees. Pomny jej negatywnego stosunku do mało inteligentnych horrorów jestem pełen podziwu dla jej decyzji.

Tradycyjnie otwarta furtka nie mogła zostać zamknięta – w Jasonie zwietrzono kurę znoszącą złote jaja, co miało się niebawem potwierdzić. W przeciągu 2 kolejnych lat powstały 2 nastepne części: nieudana i irytująca "trójka" oraz trochę lepszy "The Final Chapter". Ale o tym potem.

Młodzi i niedoświadczeni sympatycy filmowej grozy, pamiętajcie na koniec o jednym: początkowo całkiem smaczne i lekkie danie już niebawem zacznie zmieniać się w coraz bardziej ciężkostrawne i odbijające się długą czkawką porcje serwowane z zadziwiającą regularnością (przynajmniej do absurdalnego odcinka nr VIII, w którym niezniszczalny Jason sieje zamęt po kanadyjskim Vancouver udającym Nowy Jork). Jednak, co by nie było, specjalne miejsce w moim sercu dla Jasona było, jest i będzie!

Ocena: 3+/6

Autor: Buio Omega