Recenzja horroru

Frenchman's Farm (Farma Francuza)
Tytuł oryginalny:
Frenchman's Farm
Reżyseria:
Ron Way
Scenariusz:
James Fishburn, Ron Way, Matt White
Obsada:
Tracey Tainsh, David Reyne, Ray Barrett, Norman Kaye, John Meillon
Kraj:
Australia
Rok produkcji:
1987
Czas trwania:
95 min.
Spec od australijskich seriali (np. "Good Morning Mr.Doubleday"), Ron Way, zaprasza na skwierczącą w bezlitosnych promieniach popołudniowego słońca farmę, gdzie każdy jej skrawek rozpomina zbrodnie sprzed lat. Przecinający powietrze oskard i towarzyszące mu głuche plaśnięcie sygnalizujące udaną dekapitację, niczym wieczne echo pokutuje na australijskim odludziu. Warto tę farmę odwiedzić, mimo, iż nie spływa krwią i obłędem, suspens również zdaje się być zjawiskiem okazjonalnym, lecz pozostaje jeszcze tajemnica, która pomimo swej prostoty, skutecznie łechce naszą ciekawość.
Jackie, studentka prawa, w drodze do domu z powodu szalejących pożarów zmuszona zostaje opuścić wygodną, asfaltową drogę i udać się inną, okrężną, prowadzącą przez małe miasteczko Harrisville. Na tej trasie zamiast aktualnych komunikatów o walce z żywiołem, z radia płyną doniesienia z frontów II wojny światowej, a wskazówki zegara w szalonym tempie cofają się do tyłu. Na dodatek samochód przegrzewa się i zamiera w pozbawionej cienia okolicy, prosto w objęciach ociekającej potem promieni tarczy słońca. Jackie wyrusza na poszukiwanie wody do położonej niedaleko farmy, gdzie na jej oczach dochodzi do okrutnego mordu. Cudem uchodzi z życiem i dopiero po czasie orientuje się, iż odbyła podróż w przeszłość. Zaintrygowana zbrodnią przetrząsa archiwa by ze zdziwieniem stwierdzić, iż morderstwo został posądzony niewinny człowiek. Ambitna studentka prawa rozpoczyna prywatne śledztwo.
Farma pobudzona do życia przez australijską ekipę różni się od tych prezentowanych w amerykańskich produkcjach i to bardzo. Nie ocieka dewiacją jak te w "Teksańskiej masakrze piłą łańcuchową" czy "Świniach", rezygnuje z czarnego humoru, jaki panował w "Piekielnym motelu" i zdecydowanie nie kipi żądzą zemsty jak w przypadku "Vengeance is mine". Tu kolor żółty dominuje nad czerwonym, "Farma Francuza" to nie orgia krwi, lecz łamigłówka z przeszłości, w której za przerażanie widza odpowiedzialne są kolejno odkrywane poszlaki. Nie wywiązują się z tego zadania najlepiej, ale za to dzielnie podtrzymują intrygę na poziomie nieprowokującym senności. Całość rozgrywa się za dnia, w piekącym słońcu, noc spowija farmę swoim płaszczem dopiero pod koniec. To wtedy Jackie nawiedzają zdominowane obrazem gilotyny koszmary, które całkiem ciekawie sfilmował autor zdjęć, Malcom McCulloch. Burzowa noc niesie ze sobą niejedno niebezpieczeństwo, w świetle piorunów pojawia się dzierżące w dłoni oskard widmo budowniczego farmy, co pobudza osobliwą atmosferę, rozganiając cisnącą się na kolejne kadry rutynę związaną z prowadzonym śledztwem. Odkrywanie tajemnicy to jedna sprawa, ale wspomniane wyżej poszlaki, mimo, iż spędzają sen z powiek, nie prowokują zwrotów akcji. Jednakże zakończenie rekompensuje ten drobny mankament, zwala się na widza nagle i to bez żadnej zapowiedzi, niejednemu zabijając solidnego klina rozwiązaniem intrygi. Intrygi, w którą w połowie wkrada się odrobina przygody. Pojawia się motyw ukrytego skarbu, przez co ową australijską produkcję odbiera się trochę jak opowiadanie Edgara Allana Poe "Złoty żuk". Wszystko to sprawia, iż "Farma Francuza" jest dość osobliwym horrorem, gdzie aktorstwo zdecydowanie nie stoi na oscarowym poziomie, a muzyka osłabia klimat, nad którym poszczególne sceny długo pracowały. Da się to jednak przeboleć i zakończyć seans z poczuciem, iż nie zmarnowało się czasu.
Australijski horror nie może pochwalić się wybitnymi dokonaniami na tym polu, produkcje typu "Trzynaste piętro" źle wpływają na jego wizerunek, tak, więc w obliczu tego faktu, "Farma Francuza" wypada całkiem przyzwoicie, pomimo, że nie jest widowiskiem powalającym na kolana. Dla wielbicieli kina pozbawionego gore, gdzie dzień potrafi być bardziej przerażający od nocy, a skwar promieni dokucza silniej niż ciążąca nad głową klątwa, film ten będzie interesującym doświadczeniem.