Recenzja horroru

Face
Tytuł oryginalny:
Face
Reżyseria:
Song-Goo Yon
Scenariusz:
Hie-jae Kim, Cheol-hie Park, Seong-min Park, Sang-Gon Yoo
Obsada:
Hyun-jun Shin, Yoon-ah Song, Seung-wook Kim, Seok Hwan-An
Kraj:
Korea Południowa
Rok produkcji:
2004
Czas trwania:
92 minuty
Hyun-min pracuje dla koreańskiej policji trudniąc się rekonstrukcją twarzy zmarłych bądź zamordowanych osób poprzez jak najbardziej wnikliwe badanie ich czaszek. Jego ciężko chora córeczka przechodzi operacje transplantacji serca, ale ku rozpaczy ojca jej stan się pogarsza, co skłania Hyun-mina do rezygnacji ze swojej pracy i zajęcia się dzieckiem. W międzyczasie policja zajmuje się sprawą dziwacznych morderstw, w przypadku których ciała ofiar zostają rozpuszczone w kwasie, a po zwłokach pozostają tylko kości. W życiu Hyun-mina pojawia się Sun-yeong, która przynosi do niego czaszkę czwartej ofiary nieuchwytnego mordercy w nadziei, że uda się mu zrekonstruować twarz zamordowanej osoby. Wkrótce zarówno Hyun-mina jak i jego hospitalizowaną córkę zaczynają nękać upiorne wizje tajemniczej zjawy kobiety w bieli, a do mężczyzny powoli zaczyna docierać, iż sekret serii zabójstw tkwi w czaszce ofiary, której wygląd próbują wspólnie z Sun-yeong odtworzyć.
"Face" podobnie jak pokaźną większość nowych koreańskich produkcji z pogranicza horroru i thrillera takich jak "Tell Me Something" czy "Into The Mirror" cechuje zdumiewająco wysoki poziom realizacji oraz misternie skonstruowana kryminalna intryga. Film w miarę rozwoju akcji ogląda się z coraz większym zainteresowaniem, a główni aktorzy są na tyle wiarygodni w odtwarzanych przez siebie rolach, że aż podziw bierze. Niestety "Face", podobnie jak większość nakręconych w ostatnich latach azjatyckich horrorów cierpi na pewne niezwykle łatwe do zdiagnozowania schorzenie, które na własne potrzeby nazwałem syndromem post-"Ringu". Odkąd Hideo Nakata nakręcił w 1998 roku swój słynny horror hit "Ringu" z kulminacyjną (i do dziś chwytającą za gardło) sceną przedstawiającą przerażającą Sadako wolniutko wypełzającą z telewizora pojawiła się masa mniej lub bardziej udanych naśladowców, a w azjatyckim kinie grozy zaroiło się od zjaw dziewczynek czy kobiet z długimi, rozpuszczonymi włosami zakrywającymi zazwyczaj trupio bladą twarz. Nie inaczej jest tutaj. Głównego bohatera prześladuje duch długowłosej kobiety w białej sukni ukazując się mu w rozmaitych miejscach i choć momentami przechodził mnie z tego powodu przenikliwy dreszcz grozy, to jednak widząc tę upiorną postać nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że jest to kolejny ograny chwyt znany z "Ringu", "Ju-On: The Curse", "Unborn But Forgotten", "Into The Mirror" i zapewne jeszcze z wielu innych mniej znanych tytułów. Na szczęście ów nieszczęsny element nadnaturalny stanowi tutaj tylko niewielki dodatek, a osią fabuły jest ciekawy wątek kryminalny związany z nielegalnymi przeszczepami organów. Sama postać załamanego śmiercią swojej żony Hyun-mina jest świetnie nakreślona. Jesteśmy świadkami jego cierpienia, boleści, strachu o zdrowie córeczki. Dopiero wolno rozwijająca się przyjaźń z Sun-yeong pozwoli mu uwierzyć, że życie w końcu potoczy się lepiej, a wszystkie problemy kiedyś znikną niczym ulotny, pozbawiony znaczenia sen.
Już dawno doszedłem do przekonania, iż azjatycki horror ma dużo więcej do zaoferowania aniżeli sztampowe hollywoodzkie produkcje i "Face", aczkolwiek nie jest dreszczowcem przesadnie oryginalnym, stanowi kolejne potwierdzenie mojego poglądu na ten temat. Pozycja obowiązkowa dla miłośników inteligentnego kina grozy.