Recenzja horroru

Eyes Without A Face
Tytuł oryginalny:
Occhi dentro, Gli
Reżyseria:
Bruno Mattei
Scenariusz:
Lorenzo De Luca
Obsada:
Antonio Zequila, Monica Seller, Gabriele Gori, Carlo Granchi
Kraj:
Włochy
Rok produkcji:
1993
Czas trwania:
73 minuty






Bruno Mattei nakręcił całkiem dobre giallo? Brzmi jak absurdalny żart, prawda? A jednak 'Eyes Without A Face' włoskiego reżysera stanowi całkiem miłą niespodziankę. Choć oczywiście niektórzy mogą być zawiedzeni. Bo nastawiając się na typową rozrywkę w stylu twórcy 'Emmanuelle in Hell' można się rozczarować - zamiast sleaze-rozrywki klasy Z, widz dostaje nadające się do mało bolesnego oglądania giallo klasy D. Jednych ta informacja odrzuci, inni rzucą się na poszukiwania tego mało znanego tytułu.
Ktoś kopiuje pomysły zawarte w komiksie z serii 'Doctor Dark' i w bestialski sposób morduje kobiety, wyłupia im oczy, a na okaleczonych oczodołach pozostawia kawałki szkła. Giovanna Rei, autorka tych popularnych obrazkowych historii, jest atakowana przez prasę, która zarzuca jej inspirowanie morderców. Chociaż zarzut jest absurdalny rysowniczka chce zakończyć serię. Jej decyzję popiera jej chłopak, a sprzeciwia się wydawca. Niemrawa zwykle w takich przypadkach policja szybko identyfikuje mordercę i doprowadza do jego ujęcia. Jednak postać w czarnej masce uderza znowu...
Ten film jest okropny i nieporadny. Aktorzy grają z manierą godną kina niemego (te grymasy, gestykulacja - brakuje jedynie plansz z napisami między poszczególnymi scenami), a groteskowe wrażenie jest potęgowane przez kiepski angielski dubbing. Aczkolwiek do tego ostatniego koneserzy włoskich produkcji pewnie zdążyli przywyknąć. Zresztą same dialogi są też popisem nieudolności i trącą niezamierzoną śmiesznością. Jednak niektóre sceny potrafią wywołać zdziwienie - jak konferencja prasowa, gdzie ścierają się dwa punkty widzenia na fikcyjną przemoc. W kinie popularnym pośledniego sortu, u tego reżysera? Technicznie 'Gli occhi dentro' prezentuje się jak produkcja pół-amatorska - prześwietlone plany, nieporadne kadrowanie. Że też Mattei nie nauczył się prawie niczego przez lata swojej kariery. A próba budowania napięcia poprzez filmowane w zbliżeniu obuwie mordercy, którym są... tenisówki? To trzeba zobaczyć na własne oczy!
Czy więc 'Eyes Without A Face' mają jakieś zalety? Tak naprawdę niewiele. Pełno tu odniesień gatunkowych i cytatów z innych filmów. Jeden z bohaterów nazywa się Caligari, w kajucie jachtu wiszą plakaty m.in. z Dawn Of The Dead (pod ich włoskim tytułem 'Zombi'), wydawnictwo publikujące 'Doctora Dark' to Lovecraft Publications. Tyle tylko, że są to jedynie puste ozdobniki, które nawet niespecjalnie bawią, bo w fabule i scenografii umieszczone są nachalnie i topornie. Mattei pożyczył też kilka pomysłów od Argento - 'Tenebrae' i 'Bird With Crystal Plumage' - to nie dziwi u tego reżysera. Zaskakującym być może fakt, że nie ma tu wykorzystanych scen z innych filmów (jak miało to miejsce w przypadku 'Cruel Jaws' na przykład). Na efekty specjalne nie starczyło pieniędzy i jedna krwawa scena gore - wyłupianie oka, musi wystarczyć na niemal cały film. Interesująco natomiast wygląda maska mordercy - zamek błyskawiczny biegnący między oczami nadaje sadomasochistycznego posmaku.
Oczywiście obraz Mattei nie ma, poza tytułem, nic wspólnego z klasykiem gatunku spod ręki Georgesa Franju. Ci, którzy lubują się w kampowych przeróbkach znanych tematów, które kręcił Włoch mogą kręcić nosem. Osobiście wolę sobie nie wyobrażać, co by było, gdyby 'Gli occhi dentro' miało być przeróbką nastrojowego obrazu z 1960 roku. Zamiast tego mamy odwrócenie motywu - u Francuza jedynie oczy były żywe u oszpeconej w wypadku Christiane. W filmie z Półwyspu Apenińskiego oczy są właśnie przedmiotem agresji. Dlaczego? Wyjaśnienie zagadki jest bardzo typowe dla giallo i nie zaskoczy chyba nikogo, kto widział choć kilku reprezentantów gatunku.
W latach '90 ubiegłego wieku giallo było praktycznie martwe. Argento co prawda kręcił, ale niemal wszyscy zgadzają się, że stracił wenę i zgubił gdzieś pazur. Na rynku ukazywały się również, przeznaczone do dystrybucji wideo, produkcje niebezpiecznie balansujące na granicy pornografii lub wręcz otwarcie pornograficzne. Przynajmniej takie wrażenie można odnieść czytająć 'Blood and Black Lace' Adriena Luthera Smitha, bo niestety nie dane mi było obejrzeć takich filmów jak 'Terror in the Groove', 'Masquerade' czy 'Delitto Passionale'. Tym bardziej dziwi próba tego gatunku z ręki Mattei. Włoskie kino popularne rządziło się prawem cyklu - jeśli jakiś film zdobywał publiczność (najczęściej była to włoska podróbka amerykańskiego hitu), w następnych latach masowo kręcono "wariacje na temat". Mattei zaczynał od WIP, nakręcił też kilka przygód Emanuelle, historyczne erotyki, nunsploitation, ale za giallo się nie wziął. Zrobił to dopiero wtedy, gdy formuła się wyczerpała do tego stopnia, że ze schematów fabularnych zaczęły korzystać produkcje m.in. z Rocco Siffredim (sic!). Cóż, reżyserem dobrym Bruno nie był, jego filmy się ogląda, bo to trochę taki "włoski Ed Wood" (co dość niesprawiedliwe jest dla miłośnika swetrów z angory). 'Gli Occhi dentro' natomiast zaskakuje - to film, który daje się oglądać nie tylko dlatego, że "jest tak zły, że aż dobry". Przeciętne giallo, wykorzystujące chyba każdy schemat gatunku jaki może przyjść do głowy, nakręcone bez polotu i werwy, ale będące rarytasem dla kolekcjonerów i maniaków. Reszta amatorów grozy może spokojnie darować sobie ten tytuł i obejrzeć, któregoś Argento z tego samego okresu. Bo nawet najsłabszy Dario jest lepszy niż wspinający się na wyżyny Bruno.