Recenzja horroru

Horror Event Horizon

Event Horizon (Ukryty wymiar)

Tytuł oryginalny:

Event Horizon

Reżyseria:

Paul Anderson

Scenariusz:

Philip Eisner

Obsada:

Laurence Fishburne, Sam Neill, Kathleen Quinlan, Joely Richardson, Sean Pertwee

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1997

Czas trwania:

102 min.

Horror Event Horizon - zdjęcie 1Horror Event Horizon - zdjęcie 2Horror Event Horizon - zdjęcie 3Horror Event Horizon - zdjęcie 4Horror Event Horizon - zdjęcie 5Horror Event Horizon - zdjęcie 6

"Piekło to tylko słowo, rzeczywistość jest jeszcze gorsza". Zdanie to sugeruje w filmie, iż termin "piekło" jest zbyt słaby, aby w pełni oddać istotę miejsca, jakim stał się zaginiony prom kosmiczny. Jeśli więc ktoś ma ochotę odwiedzić przestrzeń okrutniejszą od czeluści Hadesu, zapraszam na pokład "Horyzontu Zdarzeń", punktu w którym Cenobici z horroru Clive'a Barkera poczuliby się jak w domu.

Jest rok 2047. Po siedmiu latach zostaje odebrany sygnał alarmowy od promu "Horyzont Zdarzeń", który dzięki silnikom grawitacyjnym teoretycznie potrafił poruszać się z prędkością szybszą od światła. W momencie gdy minął Neptuna i opuścił nasz układ słoneczny, słuch po nim zaginął. Po 56 dniach lotu, specjalna jednostka ratownicza "Lewis & Clark" dociera do wraku promu - złowieszczej konstrukcji pełnej długich korytarzy i klaustrofobicznych pomieszczeń. Bioskaner wskazuje ślady życia rozsiane po całym statku, z tym tylko, że nigdzie nie widać żadnych istot ludzkich. Jednakże wiele miejsc na "Horyzoncie Zdarzeń" daje przerażające świadectwo tragedii jaka się tam rozegrała, łącznie z odrażającym zapisem w dzienniku pokładowym. Załogę "Lewis & Clark" zaczynają prześladować okrutne koszmary wpływające destrukcyjnie na jej członków. Zrozumieją wtedy w pełni istotę sygnału alarmowego "Liberate tuta me ex infernis" - "Ratujcie się z piekła".

Nazwa statku (i oryginalny tytuł filmu) - "Horyzont Zdarzeń", w astrofizyce oznacza granicę czarnej dziury, po przekroczeniu której, nic nie może wydostać się z pola grawitacyjnego. Krótko mówiąc jest to miejsce, z którego nie ma powrotu. Wyobraźmy więc sobie, że istota ludzka tworzy maszynę zdolną "omijać" prawa fizyki i wysyła ją w najmroczniejszy i najzimniejszy zakątek naszego układu słonecznego - na jego kraniec, tuż za Neptuna. W absolutnych ciemnościach, które co jakiś czas przeszywa piorun, drzemie gigantyczna stalowa konstrukcja niczym gotycki zamek majaczący na szczycie posępnego wzgórza. Miejsce, w którym nikt z nas nie chciałby się znaleźć, nawiedzony dom... w kosmosie. Niczym pamiętne Nostromo z horroru Ridleya Scotta, przytłacza widza swymi olbrzymimi rozmiarami (charakterystyczny długi korytarz łączący rufę z dziobem) jak i klaustrofobicznymi pomieszczeniami (plątanina sterylnych kanałów w sercu promu). Scenografia autorstwa Josepha Bennetta w stylu określanym jako "średniowieczne techno" wyraźnie inspiruje się "Obcym - 8 pasażerem Nostromo". Na szczególną uwagę zasługuje mistrzowsko wykonany rdzeń napędu grawitacyjnego, który wygląda jakby coś nierzeczywistego, z czego bije czyste zło i okrucieństwo. Natomiast krótki korytarz prowadzący do niego przywodzi na myśl maszynkę do mielenia mięsa, co nie uchodzi uwadze jednego z bohaterów. Na mostku strzępy ludzkich ciał oblepiają jedną ze ścian, pulpity kleją się od krwi a ostatni wpis do dziennika pokładowego zawstydziłby samego Pineheada i jego kompanów. Okrutne halucynacje prześladują załogę "Lewis & Clark", sadomasochistyczne wizje drążą ich umysły wyzwalając strach. "Horyzont Zdarzeń" to hotel "Overlook" z powieści Stephena Kinga zawieszony w bezdennej otchłani kosmosu. Niewiarygodne jak wiele je łączy: potężne rozmiary, labirynt korytarzy, absolutne odosobnienie i oczywiście szaleństwo, które najbujniej wyrasta właśnie na takim gruncie. Odrobina niebanalnych scen gore dodaje pikanterii całości, czyniąc ją jeszcze bardziej przerażającą.

"Ukryty wymiar" to horror czystej krwi wykorzystujący motywy science-fiction dla uatrakcyjnienia fabuły. To zdecydowanie najlepszy film tego rodzaju od czasu legendarnego "Hardware" Richarda Stanleya. Ciężka atmosfera podsycana niebanalnymi kompozycjami Michaela Kamena i zespołu "Orbital" będzie was prześladować na długo po seansie.

Ocena: 4+/6

Autor: Lobo