Recenzja horroru

Eat the School Girl
Tytuł oryginalny:
Kogyaru-gui: Oosaka Terekura Hen
Reżyseria:
Naoyuki Tomomatsu
Scenariusz:
Naoyuki Tomomatsu, Chisato Oogawara
Obsada:
Hiroki Fujita, Kozue Aoki, Maria Yamazaki
Kraj:
Japonia
Rok produkcji:
1997
Czas trwania:
60 minut






Naoyuki Tomomatsu znany jest głównie z nakręconego w 2001 r. komedio-horroru "Stacy – Attack of the Schoolgirl Zombies". Jednak mało, kto wie, że kilka lat wcześniej nakręcił jeden z najbardziej zwyrodniałych i chorych pinku w historii gatunku. Pod względem pokazanych dewiacji i wynaturzeń może on śmiało konkurować z filmami Daisuke Yamanouchi czy Tamakichi "Anal" Anaru. Ilość chorych scen w nim zawarta wystarczyłaby na obdzielenie kilku ostrych filmów a krew i niemalże wszystkie inne ludzkie wydzieliny tryskają na prawo i lewo. W swej dosłowności przebija on nawet "Senketsu No Kizuna" wspomnianego D. Yamanouchi. Intensywność ohydnych scen przebija znacznie to, co mieliśmy okazje widzieć w "Female Market" czy serii "Guts of Virgin" i zbliża się do poziomu hard-corowej pornografii. Obraz ten poza epatowaniem seksem połączonym z obrzydliwie i dosłownie pokazaną fizjologią oraz wplecionym w to okrucieństwem nie zawiera żadnych wartości czy jakiegoś drugiego dna.
Fabuła "Eat The School Girl" jest nieco zakręcona i czasem trudno się połapać, o co chodzi tym bardziej, iż szczegółowość tłumaczenia angielskiego pozostawia wiele do życzenia i spora część dialogów nie jest w ogóle przełożona a przez to jest niezrozumiała. W mojej ocenia nie ma to jednak większego znaczenia gdyż w przypadku tego dzieła treść ma drugorzędne znaczenie i stanowi jedynie pretekst do przedstawienia całego kalejdoskopu wynaturzonego seksu i okrucieństwa.
Na początku filmu poznajemy młodą dziewczynę pracującą w sex telefonie i jej klienta – młodego chłopaka, który wraz z rówieśnikiem pracują dla miejscowego gangu Yakuza. Ten pierwszy z mężczyzn targany jest krwawymi wspomnieniami z dzieciństwa oraz wizjami, w których zabija i seksualnie wykorzystuje młode dziewczęta. Momentami trudno się połapać czy to, co widzimy to rzeczywistość czy też projekcja zwichrowanej psychiki. Pewnego dnia ów młodzieniec poznaje anioła o tyleż specyficznego, że mającego wygląd młodziutkiej dziewczyny, ochoczo się rozbierającej i oświadczającej, iż została wysłana w celu spełniania wszelkich seksualnych zachcianek. Drugi z głównych bohaterów to kompletny psychol, którego marzeniem jest posiąść wszystkie kobiety na ziemi a czas spędza włócząc się po ulicach i zaczepiając przygodne niewiasty. Gang, dla którego pracują młodzieńcy pewnego dnia porywa dziewczynę, którą poznaliśmy na początku filmu a następnie zbiorowo ją gwałci, co filmuje za pomocą kamery video. W końcówce losy niektórych bohaterów się schodzą co oczywiście prowadzi do jatki.
Cała ta fabuła jest mocno dziurawa i infantylna stanowiąc jedynie pretekst do pokazania takich dewiacji jak transwestytyzm, sadyzm, ekskrementofilia, nekrofila i innych, okraszonym ponadto masą krwi i okrucieństwa. Oczywiście poza scenami tradycyjnego seksu (zastosowano optyczną cenzurę) widz zobaczy istny spektakl sadyzmu często znacznie przekraczający granice dobrego smaku. Przykładowo można wymienić trzy sceny. Facet bije kobietę po brzuchu aż do spowodowania wymiotów i odbycia w ich trakcie stosunku oralnego a następnie wbija jej nóż w piersi i dokonuje wytrysku na ranę. W innej scenie po zbiorowym gwałcie oprawcy robią ofierze lewatywę i z podnieceniem przyglądają się jak dokonuje defekacji. W jednej z końcowych scen klient po odbyciu stosunku rozpruwa kobiecie brzuch i dokonuje wytrysku na wypływające wnętrzności. Nie są to oczywiście wszystkie "atrakcje" tego filmu.
"Osaka Telephone Club" jest skrajnie mizoginistyczny i ukazuje kobietę w kategoriach przedmiotu do zaspokajania seksualnych fantazji mężczyzn. Nawet postać anioła została sprowadzona o jednego celu. W mojej ocenie gdyby w ogóle zrezygnować w tym filmie z fabuły nie miałoby to znaczenia dla jego odbioru.
Od strony audio-wizualnej nie mam zastrzeżeń. Film jest poprawnie nakręcony i udźwiękowiony. Uroda bohaterek też nie budzi obiekcji. Efekty specjalne są na niezłym poziomie za wyjątkiem opisanej wyżej sceny gdzie wnętrzności wyglądają mało naturalnie a kolor krwi przypomina rozcieńczony sok malinowy.
Właściwie nie polecam nikomu tego obrazu. Jest to po prostu bezcelowy, bezsensowny oraz przekraczający granicę dobrego smaku zbiór okrutnych i zboczonych scen. Oczywiście może on znaleźć uznanie u zwolenników ultra ekstremy rodem z Japonii i dla tej grupy zaproponowałbym ocenę 2+/6 oraz laur drugiego miejsca obok "Niku Daruma". Być może są filmy jeszcze bardziej okrutne (obrzydliwe na pewno), ale są one praktycznie nie do zdobycia. Podczas projekcji zastanawiałem się dla kogo właściwie są tworzone takie "dzieła" i podobnie jak w przypadku "Niku Daruma" dochodzę do wniosku, iż tylko celem wywołania jak największego szoku i zajęcia miejsce na podium w kategorii "totalne zwyrolstwo". Ale czasami maniak ostrego horroru lubi się potaplać w bagnie i zaliczyć opad szczeki. Akurat ten tytuł jest dosyć łatwo dostępny :)