Recenzja horroru

Horror Dorian Gray

Dorian Gray

Tytuł oryginalny:

Dorian Gray

Reżyseria:

Oliver Parker

Scenariusz:

Toby Finlay na podstawie powieści Oscara Wilde'a

Obsada:

Ben Barnes, Colin Firth, Ben Chaplin, Rachel Hurd-Wood, Rebecca Hall

Kraj:

Wielka Brytania

Rok produkcji:

2009

Czas trwania:

112 min.

Horror Dorian Gray - zdjęcie 1Horror Dorian Gray - zdjęcie 2Horror Dorian Gray - zdjęcie 3Horror Dorian Gray - zdjęcie 4Horror Dorian Gray - zdjęcie 5Horror Dorian Gray - zdjęcie 6

Jedyna powieść Oscara Wilde’a doczekała się licznych ekranizacji, z których najbardziej znana jest klasyczna MGM-owska adaptacja Alberta Lewina z 1945 r. Podejrzewam, że za każdym razem scenarzyści mieli przed sobą nielichy problem: czy wiernie oddać treść tej niezwykłej książki, zachowując wspaniałe, błyskotliwe dialogi Wilde’a, czy raczej skupić się na okropnej historii, którą opowiada, i umiejętnie przestraszyć widza. Adaptacja wytwórni MGM to klasyk sam w sobie, z przepysznymi dekoracjami i kostiumami, jednak nieco staroświecki, choć widać poczynione starania, by problemy tytułowego bohatera mogły przemówić do widza lat 40.

Przypomnijmy sobie pokrótce Wilde’owską fabułę: piękny młodzieniec zwany Dorianem Grayem pozuje wybitnemu malarzowi - Basilowi Howardowi - do portretu. Spotkanie z przyjacielem malarza, lordem Henrym Wottonem, który uświadamia młodzianowi, że tylko sztuka nie podlega niszczycielskiemu działaniu czasu, sprawia, że Doriana opanowuje pragnienie zatrzymania młodości i niewinności. Wkrótce okazuje się, że jego życzeniu stało się zadość – oto wszystko, co złe zaczyna odbijać się na portrecie, który tym samym staje się zwierciadłem coraz bardziej zdemoralizowanej duszy młodzieńca.

Zapewne też od samego początku twórców zmagających się z materiałem Lorda Paradoksa

kusiło ukazanie owych ohydnych występków, których miał dopuścić się Dorian. Już wersja z 1945 r. delikatnie dawała do zrozumienia, że chodzi o sferę najbardziej wypartą z wiktoriańskiej świadomości, czyli seks. Za namową lorda Wottona Dorian poddaje ukochaną próbie "czystości", której, niestety, nie przechodzi ona pomyślnie. Widz z perspektywy lat 40. nie miał uznać tego, oczywiście, za rzecz kompromitującą, lecz raczej współczuć, zwłaszcza, że chodziło o prawdziwe i czyste uczucie dziewczyny.

W roku 1970, już po rewolucji seksualnej, można było pokazać znacznie więcej, z czego skwapliwie skorzystał Massimo Dallamano, kręcąc wyzwoloną wersję "Doriana Gray’a" w europejskiej obsadzie. Helmut Berger odnalazł się w tej roli idealnie.

Jak więc wygląda "Dorian Gray" A.D. 2009? Spróbuję wyjaśnić tę kwestię.

Reżyser filmu, Oliver Parker, ma chyba szczególny sentyment do twórczości Wilde’a. W swoim dość skromnym dorobku ma bowiem adaptacje 2 słynnych sztuk tego genialnego Irlandczyka – "Męża idealnego" (An Ideal Husband) z 1999 r. oraz "Bądźmy poważni na serio" (The Importance of Being Earnest), nakręconego 2 lata później. Moim zdaniem, ta pierwsza jest znakomita, świetnie oddająca ducha oryginału i błyskotliwość autora, natomiast druga nie przypadła mi do gustu. Kiedy więc dowiedziałam się że Parker kręci "Doriana Graya", byłam pewna obaw. Należę do miłośniczek twórczości "Króla życia" i sceptycznie podchodzę do kolejnych ekranizacji jego dzieł, ale na szczęście, niektóre z nich okazywały się dobrymi adaptacjami. Czy jest tak i w tym przypadku? Jeżeli ktoś jest ortodoksyjnym fanem twórczości Wilde’a, jego języka, lekkich, tkanych ze złotej nici dialogów oraz zechce odnaleźć zawarte w powieści estetyczne credo autora, będzie tą wersją "Doriana" zniesmaczony. Jednak, patrząc realnie, ten film w naszych czasach nie mógł być inny.

Reżyser w wyraźny sposób odcina się od literackich korzeni, jak może. Od początku czytelnika czekają niespodzianki, robione wyraźnie na przekór autorowi. Jest tak od pierwszej sceny, poprzez poznanie Wottona, prezentację portretu, itp. znaczące dla zawiązania fabuły sceny. Decydując się na wprzęgnięcie diabła w sprawę portretu, Parker deklaruje widzowi, że będzie to prawdziwy horror. I tak rzeczywiście jest. Portret zaczyna żyć własnym życiem i zachowuje się dość przerażająco. Reżyser nie szczędzi nam również szczegółów z bezecnego życia Doriana; oglądamy jego wizyty w burdelach, uwodzenie niewinnych panien i statecznych mężatek, skandale, co również stanowi grozę samą w sobie. Parker wykorzystał i zmodyfikował również pomysł z filmu Lewina, gdzie mała siostrzenica malarza po latach stała się narzeczoną Doriana. Tutaj jest tak z wymyśloną, oczywiście, córką lorda Wottona, złego ducha bohatera.

Same postacie także odbiegają zarówno fizycznie, jak i pewnymi cechami charakteru, od przedstawionych w książce. Dorian, w oryginale blond efeb, jest tutaj urodziwym brunetem w osobie Bena Barnesa. Jego aktorstwo jest jednak takie sobie, lecz nie wpływa to w mocno negatywny sposób na odbiór filmu.

Znacznie ciekawszą rolą zabłysnął Colin Firth jako Henry Wotton. W powieści był to rozsmakowany w życiu dandys wygłaszający kontrowersyjne, błyskotliwe kwestie, który niechcący przyczynił się do demoralizacji Doriana. W filmie Parkera jest to prawdziwie diaboliczny zawistnik, który zazdrości Dorianowi młodości i powodzenia, a jego pozornie przyjazne rady, by wyzbyć się wszelkich skrupułów, w istocie są podsuwane z zimną nienawiścią. Bardzo zagadkowe są zwłaszcza 2 sceny z jego udziałem, na początku i na końcu filmu. Sprawiają, że widz zastanawia się, czy czasem Wotton to nie diabeł we własnej osobie. Diabeł, który jednak pewien sposób, nie zdradzę, jaki, przegrał.

Udaną, choć dość niewielką rolę, miał też Ben Chaplin jako malarz Hallward. To przystojny i utalentowany aktor i znakomicie poradził sobie z wizją reżysera, który troszkę mu tę jego partię rozbudował. Choć znaczących kobiecych postaci w filmie nie było wiele, trzeba wyróżnić młodziutką Rachel Hurd-Wood w roli pierwszej miłości Doriana - Sybil, która zabłysła wcześniej w "Pachnidle". Rachel to dziewczyna o zjawiskowej urodzie, idealnie dobrana do roli niewinnej piękności epoki wiktoriańskiej, a jej twarz z pewnością chcieliby portretować wszyscy prerafaelici. Miejmy nadzieję, że jej kariera aktorska rozwinie się w dobrym kierunku. Tutaj poradziła sobie bez zarzutu.

Równie dobrze sprawiła się znana z "Vicky Christina Barcelona" Rebecca Hall jako córka lorda Wottona. Rolę tę napisano zupełnie od nowa, jak wspomniałam, posiłkując się pomysłem z ekranizacji Lewina i pasuje ona do scenariusza. W ogóle Toby Finlay, jako scenarzysta, popisał się kreatywnością, gdyż ładnie oddał zmiany w czasie, których uwzględnić, z wiadomych przyczyn, nie mógł Wilde. Sceny z przyszłości pokazują więc Anglię podczas pierwszej wojny, samochody i zmianę ludzkiej mentalności. Emily Wotton to wyemancypowana panna, w niczym nie przypominająca pierwszych ofiar żądzy Doriana.

"Dorian Gray" 2009 z pewnością nie jest filmem dla zabitych wielbicieli pióra Wilde’a. Ci powinni pozostać przy wersji Lewina, gdzie opowieść toczy się w języku tego niezwykłego twórcy, a scenariusz został napisany w taki sposób, by uronić jak najmniej słów Mistrza.

Jednak pozostała część widowni powinna czuć się usatysfakcjonowana tą mroczną opowieścią o tym, że spełnione życzenia prędko stają się przekleństwem.

Ocena: 4-/6

Autor: Kamikadze