Recenzja horroru

Do Not Go in the House
Tytuł oryginalny:
Do Not Go in the House
Reżyseria:
Joseph Ellison
Scenariusz:
Joseph Ellison, Ellen Hammill, Joseph R. Masefield
Obsada:
Dan Grimaldi, Robert Osth, Ruth Dardick, Johanna Brushay
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1980
Czas trwania:
81 minut





Obok "Maniaka" Williama Lustiga "Don´t Go in the House" zajmuje wysokie miejsce na piedestale moich ulubionych filmów stalk-and-slash. Mroczna, depresyjna historia Ellisona o szaleńcu porywającym młode kobiety, a następnie palącym je żywcem przy pomocy miotacza ognia po dziś dzień porusza i wzbudza niepokój.
Donny Kohler (Dan Grimaldi) w dzieciństwie przeżył prawdziwą traumę. Okrutna matka (Ruth Dardick) w ramach kary za niedobre sprawowanie przypalała mu dłonie płomieniem kuchenki gazowej. Pewnego dnia, po powrocie z pracy, Donny zastaje ją martwą w fotelu. Jednak nawet po jej śmierci słyszy szepty namawiające go do morderczych zachowań. Mężczyzna przekształca górny pokój niszczejącego domostwa matki w ognioodporne krematorium. Jego pierwszą ofiarą staje się niefortunna pracownica kwiaciarni, Kathy Jordan (Johanna Brushay). Naga, przestraszona, zwisa przywiązana za nadgarstki do sufitu. Donny, ubrany w strój z azbestu, polewa jej ciało benzyną, po czym pali dziewczynę żywcem miotaczem ognia. Do tej pory uważam niniejszą scenę za jedną z najbardziej szokujących w historii kina grozy. Wkrótce prywatny cmentarz Donny´ego zaludniają ciała innych kobiet, kompletnie zwęglone, ubrane w stroje matki, rozpostarte w fotelach. Donny słyszy głosy, rozmawia ze spalonymi trupami nie bacząc na dojmujący swąd. Z czasem zaczyna się bać własnego domu horroru i za sugestią kumpla z pracy Bobby´ego (Robert Osth) podejmuje decyzję o udaniu się na dyskotekę. Wizyta w nocnym klubie niesie za sobą katastrofalne skutki...
"Don´t Go in the House" cechuje stopniowo budowany klimat dławiącego niepokoju. Pojedyncza eksplozja sadystycznej przemocy wprawia nieprzygotowanego widza w osłupienie, aczkolwiek film budzi grozę jako całość. Przyczyniają się do tego tonące w zimnym błękicie zdjęcia Olivera Wooda (np. oniryczny koszmar Donny´ego na opustoszałej, targanej eksplozjami plaży), lodowaty chłód lokacji i pulsujący, palący żywcem ogień. Ellison serwuje widzowi horror brutalny i zarazem melancholijny z zaledwie kilkoma przebłyskami humoru, przypominający pesymistycznym klimatem takie produkcje jak "The Driller Killer" Abla Ferrary, "I Spit on Your Grave" Meira Zarchi oraz "Maniac" Williama Lustiga. Okrutne znęcanie się matki nad synem powoduje, iż w Donnym kiełkuje nienawiść do kobiet, uniemożliwiająca mu normalną socjalną interakcję. Mężczyzna wędruje samotnie ulicami miasta, nadmorskim molem, nad którym zbierają się posępne, szare chmury. Psychoza niszczy mu umysł. Scena, w której otwiera drzwi do stalowego pokoju, odziany od stóp do głów w biały azbestos wgniata w fotel niczym nagłe pojawienie się Skórzanej Twarzy w "The Texas Chainsaw Massacre" (1974) Tobe Hoopera.
Trudno nie wyczuć w filmie ogromnej dawki żółci i gniewu skierowanej przeciwko wyrodnym mamom. Matka wrzeszczy i okłada syna; chłopiec beznamiętnie wpatruje się w przestrzeń trawiony przez strach, rozpacz, bezsilność i szaleństwo. Jest dla mnie oczywiste, że rodzice mają władzę nad potomstwem i oboje mogą jej w równym stopniu nadużywać. Niemniej to właśnie matczyna figura stanowi źródło specjalnej mocy, z którego nurtem płynie dobro i zło. To drugie wyrasta z najbliższej rodziny i o tym mówi "Don´t Go in the House". Niskobudżetowy horror Ellisona spotkał się z nienawiścią ze strony wielu recenzentów, padały krzywdzące określenia typu ´chory śmieć´ (Elliot´s Guide to Films on Video), tudzież oskarżenia o epatowanie mizoginią i cyniczne podejście do problematyki znęcania się nad dziećmi. Debiut reżyserski Ellisona pierwotnie nosił tytuł "The Burning", niestety krwawy summer-camp slasher Tony´ego Maylama spowodował konieczność jego zmiany. Na uwagę zasługuje elektroniczna ścieżka dźwiękowa Richarda Einhorna, autora muzyki do "Shock Waves" (1977) i "Eyes of a Stranger" (1981) Kena Wiederhorna oraz "The Prowler" (1981) Josepha Zito. Utwory dyskotekowe i kawałek rockowy wyprodukował sam Ellison, z zamiłowania muzyk (piosenkarz).
Horrory powinny szokować, rozrywać zmysły widowni na kawałki. Pomimo skromnych nakładów finansowych "Don´t Go in the House" buzuje od przemocy, gniewu i zapachu zwęglonych zwłok. Pozwala poczuć zwierzęcy strach i narastający terror. Donny zostaje w nim sportretowany jako zagubiona dusza, żałosna ofiara napędzana przez mordercze impulsy. 81 minut spędzonych w starym, zapuszczonym domostwie wraz z monstrum w ludzkiej skórze? – ja w to wchodzę...
W 1986 roku Joseph Ellison wyreżyserował romantyczny film o dojrzewaniu "Joey", który nie znalazł widowni. Zmęczony finansowym bagnem filmowego biznesu z ulgą powrócił do ukochanej muzyki.
Zapalmy zatem świece ku pamięci spalonych ofiar...