Recenzja horroru

Disturbia (Niepokój)
Tytuł oryginalny:
Disturbia
Reżyseria:
D.J. Caruso
Scenariusz:
Christopher B. Landon, Carl Ellsworth,
Obsada:
Shia LaBeouf, Sarah Roemer, Carrie-Anne Moss, David Morse, Aaron Yoo
Kraj:
USA
Rok produkcji:
2007
Czas trwania:
105 minut






Zrobić dobry remake nie jest łatwo, co udowadnia większość filmów, które atakują ostatnimi czasy z dużego ekranu. Zdarza się czasem, że twórcy porywają się za któryś z kanonicznych lub popularnych niegdyś obrazów, bo faktycznie mają coś nowego do powiedzenia ("The Fly" Cronenberga) lub uważają, że da się poprawić oryginał ("Hills Have Eyes" które uwspółcześnił Alexandre Aja). Hitchcocka trudno się przerabia – przekonał się o tym Gus Van Sant, który popełnił "Psychola" i zapewne przekonają się o tym ci, którym zamarzyła się nowa wersja "Ptaków". Ale już "Rear Window" z 1998 roku było całkiem przyzwoitą produkcją telewizyjną, która pozwoliła Chritopherowi Reeve’owi wrócić na ekran po wypadku, który go trwale sparaliżował. No właśnie – "Okno na podwórze" – trzeba niezłej brawury, żeby spróbować nakręcić klasyczny (jeden z moich ulubionych) obraz Hitcha w wersji dla nastolatków. Ale czasami taka brawura i tupet popłacają.
Za uderzenie nauczyciela Kale zostaje skazany przez sąd na trzy miesiące aresztu domowego. Do nogi policja przymocowuje mu elektroniczny nadajnik, który automatycznie informuje władze jeśli chłopak oddali się z domu dalej niż na kilka metrów. Odcięty przez matkę od telewizji, pozbawiony konsoli do gier, nastoletni bohater powoli zaczyna wariować w czterech ścianach swojego domu. Na swoje szczęście szybko jednak odkrywa przyjemności płynące z podglądania innych – nie mając praktycznie własnego życia, dzięki lornetce zaczyna żyć sprawami innych. Te przyjemności vouyera płyną zwłaszcza z faktu, że do domu obok wprowadziła się właśnie atrakcyjna sąsiadka, która lubi korzystać ze słonecznej aury pływając w ogrodowym basenie. Kale wkrótce zaprzyjaźnia się z Ashley, a jednocześnie zaczyna podejrzewać, że sąsiad z drugiej strony posesji może być poszukiwanym przez policję seryjnym zabójcą. Wraz z nową znajomą i Ronnie’m, lekko stukniętym przyjacielem, przy użyciu zdobyczy współczesnej technologii próbują dojść prawdy, prowadząc amatorskie śledztwo.
Wpływu Hitchcocka na współczesny kształt kina nie da się przecenić. Niekwestionowany mistrz filmowego medium, który odcisnął swoje piętno na kolejnych pokoleniach twórców. Taak… Ale jak zachwyca skoro nie zachwyca? Oczywiście mówię w tym momencie o sobie, tylko i wyłącznie. W dużej mierze ten brak zachwytu wynika z dość powierzchownej znajomości filmografii Hitcha i braków w edukacji filmowej. Nie mniej jednak uważam, że spora część filmów sir Alfreda wybitnie się postarzała. I można doceniać wpływ jego dzieł na kino gatunków, ale niekoniecznie chętnie wracać do nich samych. Dlatego też pomysł przeróbki, dosyć luźnej, "Okna na podwórze" w wydaniu PG-13 to paradoksalnie całkiem niezła myśl. Oczywistym było od samego początku, że nie ma co liczyć na metafilmowe rozważania o naturze kina, ale przyjemny thriller z nastoletnimi bohaterami? Byłem więc umiarkowanym entuzjastą.
I umiarkowanie się tylko rozczarowałem.
Jako że mamy do czynienia z hollywoodzkim obrazem wyskobudżetowym, od strony technicznej widz otrzymuje wizualny cukierek, który ogląda się bardzo przyjemnie. Aktorki są ładne, aktorom również nic nie brakuje, obraz amerykańskiego przedmieścia odrealniony na potęgę – czyli standard. Jest efektownie, z wartką akcją, słuszną porcją młodzieżowych żartów, Sarah Roemer do podziwiania dla młodych widzów (i dla tych starszych panów, którzy już weszli w ten wiek, że zaczynają się oglądać za małolatami), dla reszty Carrie-Anne Moss, no i Shia LeBeouf dla żeńskiej (i młodszej) części publiki. Tyle tylko, że PG-13 ma swoje prawa. Historia o mordercy z sąsiedztwa jest tylko jedną z osi narracyjnych. W "Niepokoju" równie ważny jest wątek romansu Kale’a i Ashley, który zostaje podany z całym bagażem przynależnym dla rom-komów młodzieżowych. Ja się czuję nieco za stary na takie fabułki i kiedy widzę obowiązkową dla stylistyki scenę zazdrości i moment, w którym bohater wyjawia swe uczucie, to z kwaśnym grymasem myślę sobie "żeby chociaż cycki pokazali". Ale przecież PG-13 ma swoje prawa;-) Choć uczciwie trzeba przyznać, że romansowa historia jest poprowadzona w miarę strawnie dla widza. Bo jak sobie przypomnę inne tegoroczne wcielenie LeBeouf i jego miłosne perypetie w "Transformers" to mnie skręca. W obydwu filmach mamy zbiór klisz, ale ogólne wrażenie wypada zdecydowanie lepiej na korzyść "Disturbii". Swoją drogą, z kronikarskiego obowiązku, ten wątek jest echem filmu Hitcha. Tyle że w "Rear Window" James Stewart miał obawy przed pełnym zaangażowaniem w związek z Grace Kelly i dopiero trauma związana ze śledztwem skłania go do sakramentalnego "tak".
W oryginale bohaterowi musiała wystarczyć lornetka i pomoc początkowo sceptycznej narzeczonej. We współczesnej wersji Kale ma do pomocy dwójkę podobnych sobie detektywów-amatorów i cały arsenał zdobyczy współczesnej techniki, takich jak komputery, kamera wideo i telefony komórkowe. Szczególnie te ostatnie umożliwiają młodym amatorom zagadek kryminalnych sprawniejszą interakcję podczas przeszukiwania domu podejrzewanego przez siebie Roberta Turnera. Jednocześnie jednak technologia odbiera filmowi nieco napięcia. U Hitcha wyprawa Lisy to mieszkania domniemanego mordercy niosła ze sobą więcej suspensu.
Nie ma jednak co narzekać, gdyż "Niepokój" ogląda się bardzo przyjemnie, choć o jakiejkolwiek grozie nie może być oczywiście mowy. Nawet poczucie lekkiego niepokoju raczej nie nawiedzi widza. Bo wszystko podlane jest sosem rodzinnej przypowiastki. Wiadomo, że nikt z głównych bohaterów zginąć nie może (choć tu trzeba wspomnieć o sugestywnej sekwencji na początku filmu, która pozytywnie mnie zaskoczyła, bynajmniej nie nowatorskością, ale faktem umieszczenia tak sfilmowanej sceny w tego typu filmie), Kale pojedna się z matką, a Ashley oczywiście zostanie jego dziewczyną. Ale w porządku, film skierowany jest do młodszych widzów, nie ma co oczekiwać suspensu na miarę sir Alfreda czy krwawych łaźni.
Ale spójnego i wiarygodnego scenariusza od początku do końca wymagać już chyba można. A tymczasem ostatnie 20 minut filmu to eksplozja takich niedorzeczności, że sporą część przyjemności z oglądania filmu trafił w moim przypadku szlag (bo siedzący obok w kinie Mort nie zgłaszał zastrzeżeń). Zimny, opanowany i inteligentny morderca nagle zaczyna działać kompletnie irracjonalnie. Pomimo, że ma możliwość łatwego pozbycia się swojego młodocianego prześladowcy, natrętnego Kale’a i to w świetle prawa, wybiera krwawą konfrontację. Policjant, który uwziął się strasznie na chłopaka, nagle macha ręką na sygnał, że złamał on po raz kolejny warunki aresztu domowego. Wszystko po to by finał mógł się rozegrać w fantasmagorycznych podziemiach zwyczajnego zdawałoby się domu.
Ponoć ów finał, jak chcą niektórzy, stanowić ma metaforę zła czającego się za fasadą modelowego amerykańskiego przedmieścia. Zło może czaić się nawet pod postacią zwyczajnie wyglądającego sąsiada, który może być psychopatycznym seryjnym mordercą. Cóż, odkrywcze to zbyt nie jest, filmów z podobnym przesłaniem było dziesiątki. Ale gdy fabuła dokonuje dramatycznego zwrotu i nagle znajdujemy się w królestwie rasowego horroru – gdzie czas i przestrzeń ulegają zdeformowaniu, ja zwyczajnie mówię "cięcie!". Bo nic w tekście filmowym na taką woltę widza nie przygotowuje i moim zdaniem wygląda na to, że twórców trochę poniosło. Ale jeśli ktoś chce traktować "Niepokój" jako socjologię dla nastolatków – proszę bardzo, lecz beze mnie. Mimo tych zarzutów "Disturbia" to całkiem godziwa rozrywka, która pokazuje, że patentem na sukces remake’u musi być świeże podejście to tematu, chęć opowiedzenia czegoś różnego od historii przedstawionej przez twórców oryginału.